Translate this blog

wtorek, 9 września 2014

Hamulce pokonane (chyba)

Na pierwszy ogień w dniu dzisiejszym wykonałem pewien test. Za pomocą tzw. morsa zacisnąłem elastyczny przewód idący do tylnych hamulców i pojeździłem ostro przód-tył, wykonując różne manewry, jakie zazwyczaj wykonuję przy parkowaniu - bo to wtedy najczęściej znikał hamulec. Z morsem - wszystko działało bez zarzutu, a pedał hamulca stał twardo i z krótkim skokiem.



Po południu Żuk wjechał na podnośnik, jedyny który jest w stanie go przyjąć w naszym zaprzyjaźnionym serwisie. Koła zostały zdjęte, takoż i bębny. Wszystko pozornie wyglądało ładnie, podobnie jak miesiąc temu kiedy tam zaglądałem kontrolnie. Tyle że tym razem spróbowaliśmy ruszyć wszystkie elementy i wówczas straszna prawda wyszła na jaw - kompletny trup. Cylinderki z tłoczkami stały dęba, samoregulacja szczęk również. Pora więc na wycieczkę do sklepu.



Dwa cylinderki kompletne za 38 zł szt, do tego 166 zł za komplet czterech szczęk z samoregulacją (fabryczne), nowe przewody hamulcowe do bębnów za 18 i 14 zł i jeszcze parę duperelków na wyjazd - w sumie 319 zł. 


Montaż szybko i sprawnie, bo podczas mojej wycieczki wszystko zostało zdemontowane i tarcze kotwiczne były gotowe na przyjęcie nowych elementów. Godzinka walki z poskładaniem i odpowietrzeniem i jazda próbna. Jest kolosalna różnica, ale zachodzi podejrzenie że podczas odpowietrzania tyłu lekko zapowietrzył się przód. Jutro więc ponownie odpowietrzymy układ, tym razem cały. Ponadto muszą się ułożyć nowe okładziny do starych bębnów, co też chwilę potrwa.

Problem został opanowany, dobrze że ujawnił się teraz;-)

poniedziałek, 8 września 2014

Mamy problem z hamulcami...

I nie wiemy tak do końca o co chodzi, ale podejrzeń jest cała horda. Jednakże po kolei. Po zmianie hamulców z przodu na tarczowe, wymieniliśmy też płyn ze starożytnego R-3 na nowoczesny DOT. W maszynie pozostała stara pompa hamulcowa, gdyż był to już tzw. nowy typ, oraz hamulce bębnowe z tyłu. I pojawił się drobny problem, który powoli zaczął narastać i teraz musimy go błyskiem zlokalizować i ubić.


Objaw jest następujący - auto jedzie sobie do przodu i hamować może setki razy - za każdym razem spokojnie można zblokować koła. Jednak kiedy się zatrzymamy i zasadzimy bieg wsteczny - pierwszego hamowania podczas cofania praktycznie nie ma w ok. 80-90% przypadków. Po prostu pedał wpada w podłogę jakby hamulce były zapowietrzone. Podpompowany staje się twardy i działa poprawnie dopóki nadal cofamy. Wrzucenie jedynki i ruszenie do przodu - znowu w 80-90% przypadków pedał wjeżdża w podłogę. Podpompowanie i jest ok do następnego wrzucenia wstecznego.



Podejrzana jest wstępnie pompa hamulcowa (nowa 150 zł lub zestaw naprawczy 16 zł) gdyż mogły w niej puścić uszczelnienia, oraz bardziej podejrzane są tylne bębny. Prawdopodobnie awarii uległa tzw. samoregulacja cylinderków hamulcowych i szczęki cofają się do pozycji spoczynkowej, a powinny tylko odrobinę odsunąć się od bębna. 

Dzisiaj niestety warunki nie pozwoliły na zajrzenie do wnętrza bębnów, jutro powinno się udać. Nie ma obaw że nie pojedziemy z tego powodu - choćbyśmy musieli zmienić pompę na nową i cylinderki też;-) Żuk będzie hamował i jechał;-)

Z dobrych wieści - jutro powinny też "zrobić się" półki do bagażnika. Będą dwie, obite wykładziną i zamocowane tak, aby dało się je szybko wyjąć kiedy są zbędne.

sobota, 6 września 2014

Pakujemy się

Do startu już tylko kilka dni, a my rozpoczynamy robienie wieeeeeeeliej listy i zbieranie tego, czego jeszcze nam do szczęścia brakuje. Żuk zapewni nam odpowiednią ładowność, dzięki przemyślanemu układowi wnętrza i bagażnika, oraz trumnie na dachu. Spokojnie zapakujemy się ze wszystkim, a dla pięciu osób na dwa tygodnie - trochę szpeju potrzeba. Dla ciekawskich - poniżej lista co ciekawszych rzeczy jakie zabieramy.
  • trzy albo i cztery namioty
  • materace dmuchane i karimaty
  • dwa hamaki
  • dwa tarpy
  • dwie kuchenki gazowe i czajnik survivalowy
  • dwa stoły
  • pięć krzeseł
  • 80 litrów wody gospodarczej w zbiorniku na dachu
  • 20 litrów wody spożywczej w zbiorniku w bagażniku
  • kilkadziesiąt litrów piwa
  • 20 litrów soków i napojów kolorowych
  • dziesiąt kilogramów jedzenia
  • różne naczynia i narzędzia do jedzenia
  • duży zestaw narzędzi, w tym siekiera, piła, wyciągarka
  • trochę różnych części zapasowych
  • dwa koła zapasowe
  • zapas oleju na dolewki ewentualne
  • dwa tablety
  • dwa laptopy
  • kamerę video i kilka aparatów
  • lodówkę turystyczną zasilaną z instalacji auta
Do trumny dachowej pakujemy to co zbędne w ciągu dnia - czyli śpiwory, karimaty, namioty, hamaki i insze utensylia obozowe, potrzebne dopiero na wieczornym postoju. Kuchnia ląduje w bagażniku, aby być zawsze szybko dostępna.  

Plan podróży  mamy prosty - dzielimy się na zespoły kierowca+pilot i jedziemy;-) Podczas samego rajdu to pełne ciśnienie na dojazd do celu, ale podczas powrotu będzie dużo spokojniej. Wieczorami analizujemy trasę na dzień następny i wymyślamy co chcemy zobaczyć i ile przejechać. W planach mamy na pewno do zaliczenia:
  • Saint Tropez i fotka nasza z Żukiem pod budynkiem gdzie kręcono Żandarma. Dokładna lokalizacja to: Traverse de la Gendarmerie, Saint-Tropez, Francja
  • Wiadukt Millau we Francji - jeden z najwyższych na świecie, o ile nie najwyższy. Dokładna lokalizacja:  Viaduc de Millau 12100 La Bastide-Pradines, Francja. Współrzędne - 44.080593, 3.022224
  • Przełęcz Stelvio w północnych Włoszech - bardzo wysoka i bardzo ekstremalna. Dokładna lokalizacja to: SS38 Stelvio BZ, Włochy. Współrzędne: 46.532894, 10.470819
  • Andora - małe państwo w Pirenejach, ale liczymy na to że będzie ciekawe.
  • Monako - najbardziej zaludnione państwo na świecie.
Nie wiemy dokładnie jak będziemy wracać, nie planujemy niczego. Chcemy przez ten czas żyć całkiem spontanicznie. Jechać, jeść i spać kiedy mamy ochotę. Niespiesznie delektować się pięknem świata i odpoczywać. Odpoczywać tak dużo jak tylko się da. Wrócić do Polski naładowani energią na kolejnych kilka miesięcy. A potem znowu gdzieś pojechać;-) Taki mamy szczwany plan. A czy uda się wszystko? Czas pokaże;-)

czwartek, 4 września 2014

Prysznic skończony

Nie byłem zadowolony z wykonanego ostatnio prysznica i postanowiłem dokonać w nim kilku zmian. Po pierwsze problematyczne było otwieranie zaworu w zbiorniku - brak miejsca i mała dźwignia. Dorobiłem z paska aluminium gustowną, większą dźwignię i jest zdecydowanie lepiej. Po drugie problemem okazały się wężyki prysznicowe - mają one mały przekrój wewnętrzny i bez solidnego ciśnienia wody - ledwo kapała. 

Teraz woda leci nawet do góry;-)

W Żuku nie ma jakieś pompy  z potworną mocą - jest pompka z układu chłodzenia, potrafi ona co najwyżej wspomóc przepływ wody, ale nie daje dużego ciśnienia. Zatem zapadła decyzja o rezygnacji z klasycznych węży prysznicowych i został zastosowany półcalowy wąż ogrodowy. Na jego końcach dałem szybkozłączki, dzięki czemu można go szybko rozwinąć i wpiąć. Do tego przerobiłem przewód zasilający pompę, dodając mu po drodze konektor typu T. Przewód jest teraz wypinany i chowany razem z wężem.



Cała ta operacja dała kilka korzyści (poza lepszym ciśnieniem wody podczas kąpieli) - mamy ok. 10 metrów węża, dzięki czemu kabinę można przestawiać w kolejne miejsca, aby nie zrobić kosmicznego błota w jednym, oraz wąż pozwala tankować wodę do zbiornika bez konieczności wchodzenia na górę i odkręcania pokrywy zbiornika. Po prostu podpinamy wąż do kranu i ładujemy do pełna;-) 


Na deser wykonaliśmy gustowne mocowanie do węża, aby się nie zaginał. Dwa krążki od drutu z migomatu, parę blachowkrętów i gotowe. Tylne drzwi zostały oklejone wykładziną, tylko na pasie pod krążkami. Niżej wykładzina wisi swobodnie, bo w drzwiach znajduje się schowek na siekierę i inne duperele obozowe. Dolna krawędź wykładziny będzie mocowana rzepem, ale na razie wisi swobodnie i nieco jest pognieciona. Ułoży się sama;-) Prysznic jest gotowy;-)

Info dla tych co twierdzili że 80 litrów wody zrobi problem na dachu - nie zauważyłem najmniejszej różnicy w prowadzeniu auta, jest stabilne, nic nie chlupie i nie próbuje się oderwać;-)

wtorek, 2 września 2014

Żuk oklejony

Żuk prawie oklejony kompletem naklejek. Brakuje tylko naklejki Klubu Cytrynki (dojedzie w poniedziałek), oraz naklejek projektu KOZMO. Dzisiaj odebrałem spory zestaw naklejek z drukarni i pracowicie lepiłem je do maszyny;-) W przypadku Żuka to nie jest najłatwiejsze zadanie niestety z racji wielu zagięć oblachowania. Efekt końcowy nie jest jednak taki zły - wszystko gra. Jeszcze numery startowe w dniu startu i gotowe;-)




W sumie zebraliśmy 4250,06 zł od darczyńców naszej załogi. Cała ta kwota została przez nich wpłacona bezpośrednio na konto Fundacji "Nasz Śląsk" im. gen. Jerzego Ziętka i w grudniu zapewni wielki uśmiech na twarzach dzieci ze śląskich domów dziecka. Dziękujemy Wam wszystkim bardzo serdecznie.

poniedziałek, 1 września 2014

Z lotu ptaka

Le Żuk wziął udział w sesji filmowo-fotograficznej. Pod warszawskim Stadionem Narodowym, dzięki portalowi Francuskie.pl (jeden z darczyńców naszej załogi) - Jędrzej Chmielewski dokonał szeregu fajnych ujęć maszyny z lotu ptaka. Ja kręciłem kółka, Jędrzej pracowicie sterował dronem, a kamera pracowała ile wlezie. Skutkiem jest bardzo ładny film, który możecie zobaczyć poniżej, oraz kilka fajnych fotek;-)




Fotki wyszły moim zdaniem niesamowicie. Czuję że będę miał nowe hobby, tym bardziej że zabawki sporo staniały, a możliwości wzrosły;-)

Gdzieś tam jest Le Żuk;-)


Ja, Jędrzej i Le Żuk

A teraz obiecany film - sami zobaczcie jak fajnie wyszedł;-) Momentami jak samochodzik zdalnie sterowany;-)



Podziękowania dla Francuskie.pl i Jędrzeja Chmielewskiego. Od nas i od dzieci ze śląskich domów dziecka.

LEDowa rewolucja

Pomysł zrobienia "lexus look" w Żuku miałem już dawno, ale niestety rozbił się on przez żarówki czerwone. Raz że nie są one do końca legalne, a dwa że lakier na nich położony szybko się spalił i żarówki zaczęły świecić na biało w pozycjach (5W) i na różowo w STOP (21W). Było to mocno nieestetyczne i irytowało mnie co raz bardziej. Zamówiłem na Allegro żarówki LED na tył. Dwie "dwuwłóknowe" bo takie mam oprawy i dwie słabsze, "jednowłóknowe", do świateł pozycyjnych. 

Pozycja bez klosza

Montaż banalnie prosty, nie ma o czym pisać. Korzyści są oczywiste - po pierwsze znacząco mniejsze zużycie prądu, a po drugie mogłem wreszcie zdjąć czerwony klosz ze STOP i założyć biały. Instalację elektryczną Żuka zaprojektowano dziesiątki lat temu i nie przystaje ona do czasów obecnych, więc oszczędność prądu jest ważna - alternator szybciej dopełni prąd w akumulatorze rozruchowym i poprzez separator zajmie się ładowaniem akcesoryjnego - a ten będzie używany bardzo intensywnie.

Pozycja z kloszem

Niestety nie znalazłem sensownych pomarańczowych "żarówek" LED, ale to w sumie nic złego - bo wolę w kierunkowskazach zwykłe żarówki. 

Żuk z pełnym "lexus look"

LEDowe zamienniki świecą tak samo jak zwykłe żarówki - wynika to z ułożenia diód na kilku płaszczyznach. Kopułka lampy jest cała ładnie wybarwiona na czerwono. Jeśli ktoś nie wie że w środku jest LED - to się raczej sam z siebie nie domyśli. Kiedy jeszcze z tyłu były zwykłe żarówki w lampach STOP - na woltomierzu miałem spadek o 0,2-0,3 wolta przy naciśnięciu hamulca (dwie żarówki pobierały w sumie 42W). Po zmianie na LEDy - woltomierz nic nie wykazuje. Pobór prądu jest minimalny. Operacja zakończona sukcesem. Koszt zakupu żarówek to 30 złotych za pięć sztuk (jedna biała do tylnej kabiny).

Na koniec notki - po ostatnim zakopaniu się w piasku postanowiłem przewidywać przyszłość i za radą kolegi - zamówiłem prostą, ręczną wyciągarkę o uciągu dwóch ton. Koszt to całe 38 złotych;-) 

Informacja dla osób z uszkodzonym poczuciem humoru - ja sobie robię jaja z "lexus look", uważam że to jedna z głupszych mód motoryzacyjnych, zaraz za absurdalnym obniżaniem auta. Nic nie wygląda gorzej niż auto z tylnymi lampami stylizowanymi na Lexusa, szczególnie Golf;-)

Ads