Translate this blog

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ciekawostki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ciekawostki. Pokaż wszystkie posty

sobota, 2 stycznia 2016

Nowy rok i Złombol

Najpierw Dzień Dobry Wszystkim w Nowym Roku;-) Mam nadzieję że impreza była fajna i życzę super roku 2016-go. Noc sylwestrowa to tradycyjny termin podania lokalizacji kolejnego Złombola. I tutaj organizatorzy zawiedli i nie zawiedli;-) Cel bowiem podali, ale po południu a nie w nocy;-) Wiele osób miało już szaleństwo w oczach od tego czekania...

Generalnie cel mnie nie zaskoczył, bo to Sycylia którą typowałem od dawna jako pewniaka, jednak impreza zyskała nazwę Africa Edition, bowiem chętne załogi mogą przeprawić się do Tunezji promem i tam będzie druga meta złombolowa dla twardzieli;-) Ja osobiście obstawiam że przeprawi się max. 10% załóg które wystartują, a prognozę tą sprawdzę po zakończeniu Złombola.

A teraz oddam głos organizatorom:



Katowice – الجمهورية التونسية(Tunezja) via Palermo

AFRICA EDITION
Czechy, Słowacja, Węgry, Słowenia, Włochy, San Marino, Watykan, Tunezja
10. edycja
Start: 25.09.2016
Meta: 29/30.09.2016

środa, 30 grudnia 2015

BB2016 - Duperele;-)

Ostatni roboczy dzień przy aucie w starym roku. Miała być wymiana pompy wtryskowej, ale sprawy się lekko skomplikowały i pompa będzie dopiero w poniedziałek po Nowym Roku. Ale dzień nie był stracony, co to to nie;-) 


Wczoraj zrobiłem stelaż łóżka do tylnej kabiny. Długo męczyłem się z koncepcją, żadna mi w sumie nie odpowiadała - wiedziałem że muszę jakoś podnieść podłogę z tyłu przed fotelami i wymyślić materac, który wraz z siedziskami foteli stworzy płaszczyznę do spania.

czwartek, 17 grudnia 2015

BB2016 - Z grubsza ogarnięte;-)

Dzisiaj chyba mogę powiedzieć że zasadniczo da się pojechać tym co jest;-) Auto z grubsza gotowe. Zrobione większość z tego co było konieczne, a teraz pora na dopieszczanie szczegółów. Co prawda dzisiaj okazało się że jutro czeka mnie ponowne wyjęcie chłodnicy, ale to nie jest problem. Nawet nie traktuję tego już w kategoriach problemu. Chłodnicę mogę wyjmować i wkładać w terenie. Robiłem to zresztą w Rumunii;-) Najważniejsze że umiem to zrobić sam;-) 


Auto zostało jak zwykle nieco zmodyfikowane, co zresztą starannie opisywałem. Ma nową, wypasioną pompę paliwa, dodatkowy filtr paliwa, pancerny zderzak przedni, przystosowany do ciągnięcia zań w dowolną stronę, nowe felgi, solidne resory,

niedziela, 6 grudnia 2015

BB2016 - Geografia i kilometry...

Dzisiejsza notka trochę inna niż zazwyczaj. Edukacyjna teoretycznie, może nieco chaotyczna, ale bardzo ważna. Ważna, bo uzmysłowi Wam jak bardzo macie zdeformowane przez szkołę wyobrażenie tego, jak wygląda naprawdę świat. A zrobię to matematycznie, a zarazem prosto. 

Zacznę od zdradzenia sekretu - Ziemia nie jest płaska. To kula, do tego złośliwie spłaszczona od strony swoich biegunów. Przez taki kształt, jedynym prawdziwym i poprawnym odwzorowaniem jej powierzchni jest globus (też spłaszczony) a nie mapa. Szczególnie jeśli chodzi o mapy kontynentów, lub całego świata. 



Każdy kto na geografii nie spał - pamięta pewnie podobny rysunek. To mapa świata, zdjęta z globusa. Jeśli macie odrobinę wyobraźni przestrzennej - to rozumiecie że aby przełożyć powyższy obraz na dobrze znane nam mapy - trzeba gdzieś oszukać widza i ukryć białe "trójkąty".

piątek, 16 października 2015

BB2016 - audycja o nas w PR24

Jak to przypadek rządzi światem - niesamowite po prostu. Nie wierzycie? To czytajcie;-)

 Niedawno był mecz Polska-Szkocja, w Glasgow (a rok temu był w Warszawie;-). Pojechało na niego oczywiście mnóstwo kibiców, oraz komentatorzy sportowi. Jednym z nich był Pan Tomasz Zimoch, który wsiadł do taksówki naszego załoganta - Krzyśka. Ten zaś, gaduła niewyjęta (jak spora część taksówkarzy;-) zainteresował swojego klienta rajdem Budapeszt-Bamako, w którym przecież z nami jedzie. I tak już poleciało - kilka telefonów i wczoraj wieczorem Grzmiący Rydwan stawił się w jednej osobie (mojej) w studiu Polskiego Radia. 


Wyszło z tego bardzo ciekawe spotkanie, opowiedziałem słuchaczom (i prowadzącemu;-) o tym, czym jest rajd Budapeszt-Bamako, przy okazji wspomniałem też o naszym polskim Złombolu. Było szalenie sympatycznie, bardzo lubię bywać w różnych stacjach radiowych, bo panuje tam taki fajny, przesycony profesjonalizmem spokój. W eter poszła informacja o charytatywnym celu imprezy, oraz o tym ze szukamy chętnych darczyńców wszelkiej pomocy dla malijczyków. No i zawieziemy piłkę do siatkówki;-)

Jeśli ktoś chce posłuchać - to tutaj znajdzie zapis audycji. Od minuty 23:00 jest rozmowa o rajdzie. Zapraszam...

P.S. Dla potomnych - bezpośredni link do przyciętego pliku mp3.

poniedziałek, 5 października 2015

Kraków i Wieliczka naszym okiem

Tym razem niestety nie Le Żukiem, a zwykłym autem odwiedziliśmy Kraków i Wieliczkę, ale po prostu mieliśmy zbyt mało czasu na samą podróż. Tym niemniej chcemy podzielić się z Wami naszymi doświadczeniami, bo w końcu to blog o podróżach realizowanych przez nas, a Grzmiący Rydwan to my;-) W bonusie - cała masa zdjęć. Zatem zaczynamy...




Wieliczka słynie z kopalni soli, to wie chyba każde dziecko, które nie rzucało kamieniami w swoją szkołę;-) Nie byliśmy oryginalni i nie szukaliśmy w Wieliczce nieodkrytych

czwartek, 24 września 2015

Czarnogóra

W czasie naszej tegorocznej podróży dookoła Bałkanów zaliczyliśmy kilkanaście różnych krajów. Czasem na chwilę, czasem na dzień, niestety rzadziej na dłużej (tylko Chorwacja doczekała się pełnych dwóch dni). Takie zwiedzanie jest nieco po łebkach, ale traktowaliśmy je jako rozpoznanie bojem, aby oznaczyć to co warto zobaczyć ponownie, dogłębniej i staranniej. Dlatego też staraliśmy się zobaczyć na raz jak najwięcej;-)

Przejście graniczne Chorwacja-Czarnogóra

                                              Przejście graniczne Chorwacja-Czarnogóra

Wjazd do Czarnogóry od Chorwacji, kawałek za Dubrownikiem. Bardzo dziwne przejście graniczne - bo mamy wrażenie że pas "ziemi niczyjej" ma 4 km. To złudzenie - wyjeżdża się bowiem z Chorwacji i jedzie wzdłuż (a nie w poprzek)

niedziela, 20 września 2015

Wenecja po raz drugi...

Tak się w sumie szczęśliwie złożyło że w tym roku znowu mieliśmy być w pobliżu Wenecji. Ubiegłoroczna wizyta urzekła nas wszystkich, czuliśmy potrzebę powtórzenia doznań;-) Ponieważ jeden z naszych załogantów odlatywał dwudziestego sierpnia rano do Niemiec - tak zaplanowałem "pozłombolową" trasę, abyśmy mogli znowu odwiedzić Wenecję. Wyszukałem camping pomiędzy groblą wenecką, a lotniskiem Marco Polo, które jest w sumie dość niedaleko, szybka rezerwacja parcelki i spokój - jedziemy na Złombol;-)


Złombol Złombolem, skończył się po czterech dniach;-) A my dotarliśmy na zarezerwowany camping popołudniem

niedziela, 26 lipca 2015

Internet na Złombolu

Niestety nadal kochana Unia Europejska nie opanowała tematu roamingu danych i nadal łupieni jesteśmy bezlitośnie przez operatorów (a raczej oprawców). To co robią, nazywa się pospolitym złodziejstwem, ale ponieważ robią to w majestacie prawa - możemy tylko wybaczyć. Żądanie bowiem 200 zł za 1 gigabajt danych (i to liczonych w obie strony) to rozbój w biały dzień na prostej drodze. Skoro jednak im wolno to korzystają i nikt nic na to nie poradzi.

Po pierwsze trzeba się dobrze zastanowić nad tym do czego, oraz ile tego internetu potrzebujemy. Jeśli chcemy móc korzystać z nawigacji Google, oraz Złombolowego Donosiciela - to wystarczy nam stosunkowo niedużo danych. Można przyjąć że dobrze skonfigurowany telefon pochłonie jakieś 500MB na całej trasie. Po drugie zaś musimy wybrać odpowiednią ofertę od operatora, a opcji jest bez liku. Dlatego stworzyłem niniejszy poradnik, ważny tylko w wakacje 2015 roku;-)

Zaczniemy od przygotowania urządzenia. Aby działał Donosiciel potrzebny jest telefon lub tablet z Androidem. Donosiciel Złombolowy zużywa minimalną ilość danych, ale samo urządzenie cały czas łączy się z internetem, odbiera statusy z Facebooka, kursy walut, pogodę i co tam jeszcze mamy skonfigurowane. Wszystko to dodatkowo pożera pakiet danych i to całkiem rączo. Dlatego najpierw wchodzimy z poziomu urządzenia do Sklepu Play (Google) i wybieramy ustawienia. Następnie zakazujemy automatycznej aktualizacji jakichkolwiek programów. Pamiętajcie jednak że nadal odbierane będą informacje o nowej wersji, z tym że samo powiadomienie "waży" niewiele w stosunku do objętości samego programu.

Druga czynność to instalacja programu który zapobiegnie zużywaniu danych - nazywa się Mobivol i znajduje w Sklepie Play. Zainstalujcie, uruchomcie i w ustawieniach wybierzcie aby uruchamiał się wraz ze startem systemu. Następnie w zakładce Firewall Rules znajdziecie wszystkie zainstalowane programy. Przy każdym jest ikonka GSM i WiFi. Odznaczcie wszystkim programom GSM, pozwalając tylko Donosicielowi i temu co Wam potrzebne korzystać z łącza GSM. Następnie przełączamy suwaczek w pozycję Mobivol włączony. Zostaniemy zapytani czy zgadzamy się aby ruch szedł przez serwery VPN Mobivol, co też czynimy i od tego momentu z internetu korzystają po łączu GSM tylko programy którym pozwoliliśmy. Proste i łatwe.

Nie zalecam wkładania karty SIM do urządzeń które potrafią "rozdzielać" internet po WiFi - bowiem dowolny komputer, lub komórka podłączona do takiego WiFi będzie je traktować jak łącze bez ograniczeń i błyskawicznie zużyje pakiet danych.

Jakiego wybrać operatora? W tym sezonie mamy tylko dwie ciekawe oferty do wyboru. Polski PLUS i niemiecka Mobilka. Pierwszy możemy wybrać w wersji abonamentowej - w ramach usługi dostępu do internetu dokupujemy Pakiet Atlantycki. Ceny jak niżej:


W tej wersji trzeba się upewnić że po wyczerpaniu pakietu transmisja automatycznie ustanie i nie zwiększy drastycznie rachunku. Ceny są całkiem przyzwoite, inni operatorzy oferują 1  GB za ok. 200 zł. Szczegóły tej oferty tutaj.

Jako że najlepiej czuję się kiedy sam kontroluje pewne rzeczy - zalecam użycie kart prepaid, gdzie nie ma obawy że pakiet się nie wyłączył i czeka nas smutna niespodzianka. PLUS na szczęście ma ofertę dla takich jak ja - ten sam Pakiet Atlantycki, w nieco gorszych cenach, ale na kartach prepaid.


Szału może nie ma, bo 1GB wychodzi za 150zł, ale mamy pełną kontrolę. Przed wyjazdem ładujemy kartę powiedzmy za 60 zł, co pozwoli nam odpalić cztery pakiety. Zawsze też możemy zdalnie doładować kartę z konta bankowego przez internet gdyby nam zabrakło kasy na kolejny pakiet. Szczegóły tej oferty tutaj.

Ostatnia opcja to niemiecka Mobilka. Dystrybucją kart zajmuje się w Polsce jedna firma. Za 45 zł kupujemy kartę startową z 10 Euro na koncie. Doładowanie przez internet nie jest do końca proste, ale  możliwe przy pomocy translatora;-) Karty możemy używać w Niemczech i UE, z małym ale - musimy zdecydować się gdzie się bardziej przyda. W tym roku Złombol przez Niemcy tylko przejeżdża, zatem Mobilki nie warto użyć na terenie tego kraju ze względu na koszty. 1MB kosztuje w Niemczech 0,49 Euro, aby nie zapłacić tak zbójeckiej stawki trzeba włączyć pakiet Flat 1GB za 9,90 Euro. Skoro po chwili Niemcy opuścimy - to nie ma to sensu. Startowe 10 Euro zużywamy zatem na dwa pakiety internet UE po 4,90 Eur za 100MB. Sumarycznie 1GB kosztuje ok. 204 zł. Drożej niż w Plusie i nieco bardziej skomplikowanie, ale awaryjnie może się przydać.

Nie zapomnijcie oczywiście zapisać sobie kodów do aktywacji pakietów, sprawdzania stanu konta, itd., bo bez tego długo z dobrodziejstw cywilizacji się cieszyć nie będziecie;-)

Mam nadzieję że przyda się tegorocznym podróżnikom powyższy zbiór danych. 

niedziela, 12 lipca 2015

Wadliwe ssanie paliwa

Nie wiem jak inżynierowie z Lublina to zaprojektowali, ale Żuki z dieslem mają problem ze ssaniem paliwa z baku, szczególnie jak jest go mało. Mój nie dopijał ostatnich około dziesięciu-piętnastu litrów, kolega uskarżał się na ten sam problem. Podczas tankowania okazywało się że wchodzi do baku tylko 40-45 litrów, a jego pojemność to 55. Jako że montowałem drugi zbiornik, postanowiłem do nowego i starego zajrzeć i wymyślić rozwiązanie problemu. 

Fabrycznie wygląda to tak jak na fotce poniżej, z tym ze tutaj jest jakiś mały "tuning" za pomocą opaski zaciskowej. U mnie sitko z mosiądzu było po prostu zaciśnięte kawałkiem drutu na rurce ssącej.


Po zdjęciu tego sitka - widać rurkę która jest na samym końcu lekko wzdłużnie nacięta. Dokonałem pomiarów, wychodzi na to że rurka prawie sięga dna, a Żuk się dusił jak wskazówka pokazywała nieco poniżej ostatniej ćwiartki zbiornika. Podejrzewam że przyczyną były pływające po powierzchni paliwa rozmaite syfy, które kiedy paliwa było mniej - oblepiały niewielkie siteczko na końcu rurki i blokowały przepływ paliwa. Co o tym mówi "mądra księga usera Żuka"? Ano jasno i wyraźnie wypowiada się o obowiązkowym płukaniu zbiornika czystą ropą, lub benzyną co 27 000 km. Nie pytajcie mnie czemu akurat po takim dystansie, po prostu lepiej to zróbcie. 

Jeśli jednak jesteście tak leniwą istotą jak ja - możecie sobie uprościć życie. W tym celu kupujemy takie coś jak na zdjęciu:


Jest to sitko do smoka ssącego paliwo do jakiejś tam pompy z nowoczesnego auta. Można znaleźć takie za grosze np. na Allegro. Sitko to ma wielokrotnie większą powierzchnię niż fabryczne Żukowe i zapchanie go wymaga gigantycznej ilości pływającego syfilisu w paliwie. Jak takie sitko założyć? 

Musicie sami wykazać się intelektem - ja użyłem kawałka zbrojonego przewodu paliwowego o średnicy wewnętrznej 8 mm. Odcinek o długości ok. 3-4 cm obrałem z zewnętrznej warstwy (aby stała się cieńsza), nasunąłem na rurkę smoka i wcisnąłem w widoczny otwór w sitku. Dzięki temu sitko praktycznie leży na dnie, nie zsunie się z króćca i nie zatka tak łatwo jak oryginalne, nędzne siteczko z mosiądzu. Może być konieczne minimalne skrócenie oryginalnej rurki - tu musicie sami zbadać. Jeśli się zdecydujecie na skrócenie - trzeba wykonać też wzdłużne nacięcie - jak w oryginale.

Żeby nie być  gołosłownym - przeprowadziłem testy. Oba zbiorniki dostały po kilka litrów ropy i jazda. Auto jechało dopóki praktycznie nie brakło paliwa w pierwszym zbiorniku. Przełączyłem na drugi i jechało dalej. W międzyczasie zatrzymałem się i zatankowałem zbiornik pierwszy (żeby mieć się na co przełączyć). Opróżnienie drugiego zbiornika również było skuteczne - do samego końca.

Oczywiście ewentualnym naśladowcom przypominam że wyssanie całego paliwa w dieslu to zapowietrzenie pompy wtryskowej, dlatego jak robicie taki test - w momencie końca paliwa (jeśli nie macie drugiego baku) należy natychmiast zgasić silnik, zatrzymać się i uzupełnić paliwo. Wówczas nie powinno być konieczności odpowietrzania. Z tego też powodu takie testy najlepiej robi się na trasach szybkiego ruchu (nie ma świateł, wyjazdów z dróg gruntowych, niebezpiecznego wyprzedzania, etc.). 

Problem niedosysania paliwa uważam za rozwiązany i zamknięty. Aktualnie Le Żuk dysponuje zatem 110 litrami paliwa które może wypić do samego końca;-) O kanistrach nie wspominam;-)



niedziela, 28 czerwca 2015

A dlaczego nie?

Spotkałem się niedawno z kilkoma opiniami że ingerencja w życie wewnętrzne Żuka jakiej dokonałem w swoim egzemplarzu to gwałt, zbrodnia, przestępstwo i zasłużyłem na karę. Pewnie na klęczenie na grochu;-) Wszyscy głosiciele takich opinii mieli lat około 30-tu (lub nieco mniej) i nie wiedzieli o kilku istotnych sprawach. A może i wiedzieli, ale nie rozumieli. Dlatego dzisiaj będzie mała rozprawka na temat zabytków itp. 

Zaczniemy od strony unikatowości pojazdu. Otóż pojazd unikatowy to coś czego albo wyprodukowano niewiele, albo nawet jeśli dużo, to dawno temu i mało przetrwało. Takim unikatem będzie np. niemiecki U-boot z II wojny, bowiem mimo że zrobiono ich coś ponad tysiąc, to do dziś przetrwało pięć sztuk. Z czego zdaje się wszystkie pięć pocięto i podziurawiono, aby zwiedzającym było łatwiej wejść do środka.


Żuków zrobiono 587 818 sztuk, z czego sporą część wyeksportowano. Taki Żuk na obczyźnie to jest unikat, ale w Polsce nie i jeszcze długo nie. Allegro i OLX pełne są Żuków w różnym stanie, do wyboru i koloru. Nasz Żuk ma dopiero 17 lat i żaden z niego zabytek i unikat. Prawie nowe, ledwo dotarte auto;-) Dlatego można go przerobić jak się chce. 

Drugi powód przeróbki Żuka to jego marna konstrukcja. Kiepskie podwozie, upierdliwe w obsłudze, nietrwałe, wymagające smarowania i regulacji. Korzeniami sięgające lat 30-tych XX wieku. A dziś zostało jakieś 15 lat do stulecia wynalezienia tego mechanizmu! Do tego kiepskie silniki benzynowe, słabej jakości osprzęt, większość elementów nie spełnia żadnych dzisiejszych norm. Ludzie jednak twierdzą że trzeba zachować oryginał, bo oryginał to coś zacnego i warto go mieć. Owszem, w egzemplarzu unikalnym, z początku produkcji - zgoda. 


Mówi się że kiedyś takie auta jeździły i ludzie dawali radę. Zapomina się przy tym o kilku faktach i to jest trzeci powód właśnie - kierowca w fabryce dostawał swojego Żuka i ganiał nim po Polsce wzdłuż i wszerz. Fabryka produkowała dla państwowych firm, nie było konkurencji i lepszych rozwiązań technicznych. Nikogo nie interesowało że nie ma klimy, wspomagania, że konstrukcja antyczna, albo auto fabrycznie już niedomaga itp. Można było Żuka czy Nyski nienawidzić całym sercem, ale trzeba było do niej wsiąść i jechać bo firma każe. Kierowcy własnym sumptem kombinowali jak rozmaite niedoróbki tych aut samodzielnie poprawić. A jeśli jakiś ogrodnik czy rolnik miał swojego Żuka - to marzył o wsadzeniu mu diesla z Mercedesa, bo ropa nie była na kartki, była tania i dostępna zawsze, a do tego diesel pił mniej niż S-21.


Auto które ma jeździć daleko - musi zostać do takich zadań przystosowane. Czym innym jest trzymanie go w celu wyjazdu na spotkanie klasyków kilka razy do roku, a czym innym jego stała eksploatacja w pierwszej połowie XXI wieku. Trzeba umieć to rozróżnić i nie czepiać się kogoś kto zmodyfikował swoje auto.

Ludzie za komuny przerabiali i poprawiali te auta ile wlezie - jak tylko mieli pomysł i zdobyli gdzieś pożądane części (szrotów nie było) - montowali i udoskonalali swoje pojazdy. Dzisiejsi naśladowcy ograniczają się do zrobienia małego festynu z proporczyków i frędzelków w środku, no może jeszcze firaneczki dorzucą. Czasem naklejka CPN albo Pewex i napis Użytek Własny na drzwiach. Tak kiedyś zdobiono auta - taki był tuning wizualny;-) Dziś można zrobić sporo więcej i do tego łatwiej, stąd projekty gdzie pod maską Żuka ląduje silnik z Opla Omegi czy BMW. Wymienia się przednie zawieszenie na sztywną belkę, albo montuje mosty z UAZa, aby uzyskać napęd 4x4.

Gorąco popieram takie pomysły i przeróbki. Niemcy wyprodukowali Ogórka - przerabiany na całym świecie na tysiące sposobów.  Amerykanie mają swoje hotrody robione często na pięknych klasykach, których wyprodukowali miliony, lub przynajmniej setki tysięcy. My mamy naszego Żuka, bardzo wdzięczne auto, które aż prosi się o fantazyjne przeróbki z głową, póki Unia nie zakaże;-) Bawmy się nim więc ile wlezie.




piątek, 12 czerwca 2015

Pasmo nieustających sukcesów

Piątek przeznaczyłem tylko na drobne prace umilające życie, nie chciałem zaczynać nic poważnego przed jutrzejszym II Rajdem Żuka. Nie chciałem niespodzianki która mogła by uniemożliwić start. Dlatego skupiłem się na drobiazgach które mnie od dawna irytowały. 

Na pierwszy ogień poszła blacha na bagażniku dachowym. Niestety montując ją rok temu nie pomyślałem o gumowej izolacji akustycznej, przez co przy odsuniętym szyberdachu pojawiał się łoskot owej blachy uderzającej o rurki bagażnika. Dziś rozwierciłem wszystkie nity i zdjąłem blaszysko, a następnie pracowicie okleiłem taśmą 3M rurki bagażnika, oraz zastosowałem gumowe dystanse z kawałka rury. Następnie przynitowałem blachę na miejsce. Testy drogowe wykazały że był to doskonały ruch - jest cisza, można jechać z otwartym szybrem. 

Widać dystanse z gumowego węża

Kilka razy już pisałem po co jest ta blacha, ale napiszę raz jeszcze - ma ona dwa zadania - po pierwsze pozwala zostawiać auto z otwartym dachem, co znacząco ogranicza temperaturę wewnątrz, oraz powoduje powstanie tzw. dachu tropikalnego. Promieniowanie słoneczne nie grilluje bowiem bezpośrednio dachu, tylko wytraca ciepło na owej blasze, zbiorniku na wodę i "trumnie" bagażowej. W aucie nie ma ani jednego wiatraczka wewnątrz, zazwyczaj jedziemy z lekko tylko uchylonymi oknami i to całkowicie wystarcza (z racji hałasu szyber dotychczas był zamknięty podczas jazdy). Samochód dzięki owemu dachowi, oraz porządnej izolacji termicznej ścian nagrzewa się tylko przez szyby. 

Posprzątałem nieco maszynę, umyłem box dachowy który musiałem zdemontować do walki z blachą. Skontrolowałem też korek spustowy oleju z którym walczyłem wczoraj i jest sukces - nie cieknie. Zatankowałem wodę do zbiorników, paliwo do baku i maszyna na jutro gotowa. 

W poniedziałek nie planuję niczego, ale od wtorku ruszamy z kopyta - pompa hamulcowa i montaż drugiego zbiornika. Będzie roboty...



poniedziałek, 25 maja 2015

Le Żuk w Górach Świętokrzyskich

W ramach samodoskonalenia i rozwoju techniki jazdy - postanowiłem nauczyć się prowadzić pojazd po bezdrożach. Praktyczna nauka maszyną 4x4 na szkoleniowym torze, a potem nieco zabawy w lekkim terenie. Jednakże celem najważniejszym było połączenie pewnych technik z prowadzeniem Żuka po szutrach. Na razie nie ma bowiem napędu na 4 kapcie, ale czeka go mały przeszczep kiedyś;-) Plan na ten rok zakłada przejechanie kilku ciekawych miejsc Bałkanów, a nie wszędzie dojedziemy asfaltem, stąd konieczność pobrania nauk. 

Pojechaliśmy Le Żukiem w Góry Świętokrzyskie, do zaprzyjaźnionej bazy offroadowej Camp 4x4 i tam przeprowadziliśmy całe zamierzenie;-) Była to nasza pierwsza wizyta, ale już wiemy że nie ostatnia, bo świetnie jeździ się Żukiem w takich warunkach. Przede wszystkim zaprocentował ubiegłoroczny wybór opon typu AT (AllTerrain), które świetnie spisywały się na Złombolowych asfaltach, a teraz własnie pokazały pazur w błocie. Bowiem niestety padało i padało. Lessowe gleby wymieszane z deszczówką zamieniały się w brązowy ił który zaklejał wszystko;-) 


Żuk zrobił trochę zjazdów i podjazdów, tylko raz się wkopał, ale wystarczyło zwykłe wypchnięcie. Cały czas mieliśmy asystę minimum jednego (a momentami i trzech) auta z napędem na 4 koła, ale poza pokazywaniem trasy - nie musiały nas ratować.


Zobaczyliśmy przepiękne formy skalne, wspaniałe wąwozy, fajne szutrowe drogi, w sumie dużo świetnych doznań. Na Żuku zainstalowaliśmy dwie kamery (plus jedna w dłoniach operatora;-), z których wyszedł chyba nawet fajny film - możecie to ocenić sami;-) Jak się podoba to prosimy łapkę w górę...



Jeździliśmy i jeździliśmy nie mogąc nacieszyć oczu kolorami, widokami, drogami, zwierzyną, drzewami i górami;-)



Co jeszcze robiliśmy? Spaliśmy w naszych ukochanych hamakach, testując przy okazji underblanket, czyli szczątkową kołdrę, podwieszaną pod hamakiem. Zapewnia ona sen w ciepełku, bez konieczności walki z karimatą. I okazało się to prawdą;-) Underblanket działa doskonale i bardzo się przyda na tegorocznym Złombolu.


Bardzo pozytywne wrażenie zrobił na nas Camp 4x4 - czysto, fajne wyposażenie, jak ktoś lubi spanie w pokojach - to są takowe do dyspozycji, kto zaś woli namiot (lub hamak) - ma wybór między polem namiotowym a stodołą;-)


Od Warszawy to w sumie jakieś 180 km w jedną stronę, a dla miłośników kiczu jest duża atrakcja - betonowy Tupolew prezydencki - w odległości ledwie kilku kilometrów. Jest na co popatrzeć, a oczy pękają same... Niestety stężenie kiczu jest po prostu potworne...




środa, 22 kwietnia 2015

Czy coś się dzieje?

Abyście nie pomyśleli że zupełnie nic się nie dzieje - porcja informacji;) Po pierwsze całkowity brak czasu na przyjemności i grzebanie przy aucie. Spraw różnych tyle że nie wiadomo co pierwsze robić. Skutkuje to niestety całkowitym zawieszeniem prac okołozłombolowych, a jak pamiętacie plany są szerokie i ambitne. Z rozrzewnieniem wspominam zeszły rok kiedy czasu było mnóstwo. Bywa i tak. 

Le Żuk zaliczył rozpoczęcie sezonu Youngtimer Warsaw, pod Stadionem Narodowym. Prezentował się bardzo ładnie i załapał na kilka fotek. Wyglądał zdecydowanie lepiej niż rok temu;-) Dla porównania zatem:




Tak było rok temu, a tak jest dzisiaj:



Ponadto nakręciłem film z tego wydarzenia, a właściwie dwa - prosty timelapse i coś na kształt minireportażu. Szału może nie ma, ale widać te tłumy ludzi i aut;-) Dla chętnych:



Po otwarciu Żuk sobie poodpoczywał kolejny tydzień i wykonał jedną dłuższą podróż na kielecczyznę. Wiało, zimno było, deszcz, śnieg i grad poziomo (nie żartuję), a kiedy ustały anomalie pogodowe - pomógł odpalić trzy auta którym brakło prądu podczas kilkudniowego postoju;-)

Plany na najbliższy czas są dość ambitne - w tygodniu prace przy maszynie, bo trzeba w końcu kiedyś te parę zmian wprowadzić, a w weekendy wyjazdy wypoczynkowe;-) Zobaczymy jak to się uda pogodzić. Do Złombola już tylko nieco ponad 100 dni - czas ucieeeeeka.



niedziela, 15 marca 2015

Żuk którego nigdy nie było?

Co jakiś czas umysły młodzieży zafascynowanej starą motoryzacją rozpala Żuk AE, czyli rzekomy "miniTIR" - a mówiąc po polsku - Żuk z siodłem, wyglądający jak miniatura ciężarowego Renault Magnum. Zaczynają się dyskusje o tym jak to złe żabojady ukradli nam Twingo (polski Beskid), a teraz zajumali jeszcze Żuka i zrobili z niego auto które zdobyło tytuł Ciężarówki Roku 1991. 

Polski internet mało mówi o Żuku AE, właściwie ta nazwa i najbogatsza ilość informacji pojawia się na tej stronie - http://www.polskie-auta.pl/stara/zuk4.htm. Wszystko inne jest wtórne i czerpie z tego jednego, jedynego artykułu! Nikt nie napisał nic więcej! Zatem przeczytajmy ten artykuł uważnie. Ja poczekam. Wróćcie jak skończycie to dowiecie się reszty;-)



Widzimy na zdjęciach (przypominam że jedynych istniejących) że to coś co ma koła, zbiornik paliwa i lusterka od Żuka. Ma też jak widać zbiorniczki za kabiną i masę innych, opisanych rzeczy. Dotąd wszystko jest w pozornym porządku. Ale moim zdaniem nie jest - w artykule bowiem brakuje choćby roku budowy tego dzieła. Ponadto jasno napisano - auto powstało w Spółdzielni Kółek Rolniczych - to nie jest miejsce gdzie buduje się jakiekolwiek auta, a jedynie naprawia maszyny rolnicze używane w ramach firmy. Artykuł napisany jest tak że mamy wrażenie szerokich prac badawczo-rozwojowych. Dziwne nieco jak na mały SKR.

Owszem, za komuny różne potrzeby trzeba było zaspokoić samodzielnie, ale bardzo trudno uwierzyć po prostu w to że w tamtej epoce ktoś przesuwał silnik do tyłu, przebudowywał całe podwozie po to żeby musieć dorobić całą nową kabinę. A dlaczego? A dlatego że wszystkiego brakowało, w tym blachy z której można by ją zrobić! Prościej było użyć oryginalnej kabiny i tylko ją zmodyfikować, albo nawet i ulepić z dwóch. Ponadto istniał Żuk A18B z podwójną kabiną - wręcz idealną dla mini ciągnika siodłowego. Do tego auto na zdjęciach ma na moje oko opuszczane szyby w drzwiach. Tego się nie da łatwo zrobić chałupniczo. Nawet dziś jak ktoś coś buduje sam, to stara się wykorzystywać różne gotowce, aby było po prostu łatwiej... Dlaczego więc w bieszczadzkim SKR miałby powstać taki wóz? Dlaczego FSC Lublin nie ściągnął go do siebie, nie przeanalizował, nie zrobiono żadnej dokumentacji? Dlaczego nie ma więcej zdjęć? Ludzie uwielbiają fotografować się na tle aut - zarówno drogich jaki i rzadkich. Prasa też się nie popisała. Motor był bardzo prężnym pismem, nie wierzę że nie zwęszył takiego tematu.

Na koniec - kilka fotek (z marca 2014) które znalazłem na forum Waga Ciężka. Autorem jest "pepuś" i mam nadzieję że mi wybaczy;-) Oto Żuk, ciągnik siodłowy, stacjonujący w miejscowości Rzepedź - gmina Komańcza. Całkiem blisko tego wspomnianego w artykule...




Jak widać to zwykły Żuk, wyprodukowany raczej po upadku komuny - ma bowiem osłony klamek których wcześniej nie było.

Czy zatem ów mityczny Żuk AE mógł naprawdę istnieć? Zdarza się czasem że gdzieś na świecie jest genialny mechanik, blacharz i lakiernik w jednej osobie. Sam takiego znam. I taki człowiek, zatrudniony w SKR mógłby takie auto stworzyć, jeśliby tylko dano mu dość wolną rękę i nieco kasy (oraz dobrze zaopatrzony warsztat). Załóżmy więc że auto istniało, ale z jakiegoś powodu dość krótko (o czym może świadczć znikoma liczba zdjęć), ale okazało się dość funkcjonalne i z tego powodu wzięto Żuka z lat 90-tych i dodano mu siodło, aby dał się sprzęgać z wykonaną wcześniej naczepą. Za tą teorią przemawia fakt że Żuk z fotek ma białe tablice, a naczepa czarne.

Na koniec puszczę wodzy fantazji - nie wiemy kiedy rzeczone auto powstało, ale nie jest wcale wykluczone że jeśli naprawdę istniało - to mogło zostać stworzone wcale nie za komuny, a właśnie na początku lat 90-tych, a jego konstrukcja jest podobna do Renault Magnum a nie na odwrót;-)

Jeśli ktoś widział Żuka AE na własne oczy, albo ma jego zdjęcia inne niż te które istnieją w necie - bardzo proszę o informację. Znajdźmy jakieś rzetelne informacje.



czwartek, 12 marca 2015

Auto gotowe!

Mruczący Rydwanik jest gotowy. Powstał jako replika Grzmiącego Rydwanu, czyli naszego Le Żuka (informacja dla tych co nie czytali wcześniejszych postów). W pracowni TrackerArt zbudowana została miniaturowa kopia auta na bazie modelu z kolekcji De Agostini. Jakbyście chcieli mieć model jakiegoś swojego ukochanego auta, spersonalizowany pod siebie - to walcie do człowieka jak w dym. Robi świetne rzeczy i bardzo starannie. A teraz, jako że wiem że nie możecie się doczekać fotek - oto dwie jedyne które mam;-)



W sobotę przyprowadzę dużego brata do Warszawy, po drodze odbiorę tego małego i jak będzie ładna pogoda - postaram się zrobić trochę fotek obu na raz;-) Powinien wyjść z tego całkiem fajny projekt. Mruczący Rydwanik do sierpnia zamieszka w gablotce, wraz z wieloma innymi modelami w serwisie France Automobiles Service, a w sierpniu zostanie ustawiony na desce rozdzielczej dużego Rydwanu i "pomknie" w Alpy, a potem na Bałkany;-)

Jak ktoś chce zobaczyć fotki z powstawania maszyny, to albo klika tutaj, albo czyta bloga w dół;-)

poniedziałek, 2 marca 2015

Le Żuk niebawem wraca do Warszawy

Zima w tym roku zrobiła sobie żarty, człowiek się niepotrzebnie zestresował, auto schował przed śniegami, szronem, zamieciami, dujawicą, gołoledzią, gradem, ruskimi wojskami i czym tam jeszcze. No i sobie biedna maszyna stoi. Wyjechała w styczniu na chwilę, na finał Orkiestry po czym znowu wróciła do ciepłej hali. Ale tak dalej być nie może. W końcu auta są do jeżdżenia, a że pogoda sprzyja to na co czekać? Pracy do zrobienia przy wozie jest całkiem sporo, mimo że wydawało mi się pół roku temu że wszystko zrobione;-)

Stoi i mu się nudzi...

Zaplanowałem sobie wstępnie wycieczkę po wóz na połowę marca. Mam nadzieję że nie przywali nagle śniegu, bo w Żuku ani miotełki, ani skrobaczki, ani wydajnego ogrzewania;-) Znaczy ciepło będzie ale dopiero na dłuższym odcinku;-) Ze trzy lata temu śniegi leżały do kwietnia, a w tym roku przyroda już budzi się do życia. Przed nami piękna wiosna, super lato i fantastyczny Złombol...

Zatem byle do połowy miesiąca i w drogę po maszynę;-) Aby zaś notka nie była za krótka - kilka fotek małego Żuka, czyli Mruczącego Rydwaniku - tak zbiorczo, dla tych co nie śledzą Facebooka;-)





piątek, 30 stycznia 2015

Powstaje mały Żuczek

W złombolowej podróży oprócz pieska z kiwającą główką na desce rozdzielczej stał model Żuka A07 - prezent od kolegi - Arendiego. Żuczek w Żuczku pokonał całą trasę i nic mu się nie zepsuło;-) Jednakże z okazji pierwszej rocznicy zakupu dużego Żuka, postanowiłem upodobnić model do jego pierwowzoru fizycznego. Dlatego też został wysłany do firmy TrackerArt gdzie przejdzie metamorfozę.


Na początek maszyna została rozebrana do zera. Blacharz z lakiernikiem zajęli się niezbędnymi poprawkami i nanieśli pierwszą warstwę lakierniczą:


Suzuki Vitara już czeka aby oddać swoje koła. Żeby  było zabawniej - kolor Vitary jest prawie identyczny z kolorem prawdziwej Vitary która oddała swoje koła dużemu Żukowi (widziałem ją;-) Cały model zostanie pięknie wykonany, z bagażnikiem na dachu, boxem i zbiornikiem na nim. Może nawet na desce pojawi się malutki piesek i Żuczek;-) Boki zostaną oklejone reklamami i numerami startowymi - jak w oryginale. Będzie piękny i znowu pojedzie w Złombolu.

piątek, 23 stycznia 2015

Wypasiona przyczepa do Żuka

Grzebałem sobie spokojnie po portalu OLX.pl i szukałem różnych drobiazgów. Natknąłem się na ogłoszenie które zwaliło mnie po prostu z nóg. Ktoś sprzedawał pół Żuka jako przyczepę campingową (500 zł). Nie, nie łudźcie się - to tylko "chłyt maketindot". To coś o czym mówię wyglądało tak jak na rycinie poniżej (nie odpowiadam za eksplozję gałek ocznych;-).


Uśmiałem się serdecznie z pomysłu sprzedaży czegoś takiego, wrzuciłem link na profil na Facebooku i na tym sprawa się zasadniczo zakończyła. Jednak parę godzin później olśniło mnie że to w sumie genialny pomysł. Żuk ma hak, a dorobienie ładnej, pasującej do niego przyczepy to dość przyjemne wyzwanie. To co widać na foto to koszmar, ale jakby tak wziąć budę w dobrym stanie, odciąć, zrobić sensowne czoło, aby było ładnie, estetyczny dyszel, hamulec najazdowy - to mamy całkiem fajnego kampera;-)

Znajomi doradzili aby przyczepce zrobić łóżka, lodówkę na piwo, mini kuchnię, upchnąć ogrzewanie, piwniczkę na wina, stryszek do suszenia prania, dodatkowy bagażnik na dachu, ogrzewanie gazowe, system audio i video, antenę satelitarną do internetu, słowem możliwości są prawie nieograniczone. Drobną wadą jest niestety ciężar i rozkład masy - tylna oś za bardzo do tyłu - sporo ciężaru pójdzie na hak i położy tył auta. Szkoda, bo pomysł wydawał się naprawdę ciekawy... Taki zespół musiałby fajnie wyglądać na drodze...

wtorek, 13 stycznia 2015

Minął rok...

Dokładnie rok temu założyłem tego bloga. Był pomysł, pozostało go zrealizować. Kosztowało to mnóstwo pracy i worek dukatów, ale było tego warte. Całkiem sporo osób śledziło moje poczynania i dopingowało mnie. Wszystko udało się niemal idealnie. Teraz czeka nas kolejna wyprawa w ramach Złombola bo to po prostu wciąga. W momencie kiedy piszę te słowa - jeszcze nie wiemy dokąd, wiadomo tylko że start 15 sierpnia, opóźniło się bowiem tradycyjne sylwestrowe ogłoszenie. Za oknem nadal styczeń, pewnie gdzieniegdzie leży śnieg, ale w całej Polsce ludzie rozpoczynają przygotowania do swojej wyprawy życia. Może i Ty, czytelniku tego bloga, zdecydujesz się zrobić coś dla siebie i dzieci z domów dziecka? Wstaniesz, powiesz "POJADĘ" i zrealizujesz ten plan? Pamiętajcie że słowo "KIEDYŚ" to najgorsze ze słów...

Będę starał się pomóc w miarę moich możliwości chętnym do wyjazdu na Złombol. Przygotowałem kilka artykułów o autach nadających się na tą imprezę, a kiedy znany będzie cel - wyszukam fajne, warte uwagi i odwiedzenia miejsca i o nich również napiszę. Jeśli ktoś ma jakieś pytania - można pisać do mnie na adres zlombol@biegala.pl, można tez zadawać pytania w komentarzach do artykułów na tym blogu, lub szukać wsparcia na złombolowym forum. Tam tez się udzielam;-)

Na przełomie marca i kwietnia planuję obudzić Le Żuka i pojawiać się nim regularnie na spotkaniach Youngtimer Warsaw pod Stadionem Narodowym. Niestety z różnych względów przebudowa maszyny do wersji 2.0 została odłożona w czasie - może o rok, może o dwa. W tym roku Żuk dostanie tylko trochę udoskonaleń typu wieszaki, stolik, półka z tyłu i może system CarPC. O wszystkim będę oczywiście pisał tutaj. 

I na zakończenie - wspominkowe fotki Le Żuka;-)


Tak było rok temu w styczniu, 400 km od Warszawy



A tak we wrześniu, 1994 km od Warszawy;-)

Ads