Translate this blog

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą elektryka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą elektryka. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 15 grudnia 2015

BB2016 - Nowy czujnik temperatury

Jak zapowiedziałem niedawno (no, jakieś półtora miesiąca temu), w tej notce - nadeszła pora na montaż nowoczesnego systemu pomiaru temperatury silnika. Cyfrowy odczyt jest precyzyjny, widzę temperaturę na bieżąco, a nie jak łaskawie drgnie wskazówka, no i mam programowalny alarm i obwód wykonawczy. Cud, miód i orzeszki:-)


Najpierw musiałem znaleźć miejsce na nowy czujnik. Okazało się że w obudowie termostatu jest specjalny nadlew, w którym wystarczy wykonać gustowny otwór i nagwintować.

BB2016 - Nowa pompa paliwa zamontowana!

Pilni i uważni czytelnicy znają dobrze moją walkę z układem paliwowym. Jest on dość starożytny i niestety jego najsłabszym ogniwem jest pompka wstępna. Z nieznanych przyczyn fabryka w Andrychowie, kiedy zdecydowała się na użycie pompy wtryskowej z firmy Motorpal - nie zastosowała od razu dedykowanej do niej pompki wstępnej, napędzanej wprost z wałka pompy wtryskowej. Skutek tej "oszczędności" jest taki że w roli pompki wstępnej występuje dość tandetna pompka membranowa, napędzana krzywką w osi napędzającej pompę wtryskową. Pompki te mają problemy z zaworkami, szczelnością, a jak dziurka zrobi się w membranie to olej z silnika trafia do paliwa, albo na odwrót. 

U mnie problemy z pompką zaczęły się objawiać niedostatkiem paliwa przy wyższych prędkościach. Nie wiadomo dlaczego, powyżej 70-80 km/h już po chwili stałem na poboczu z zapowietrzonym układem paliwowym. Wymiana pompki na nową niczego nie poprawiła, a do tego dostęp do jej wymiany i zabawa z odpowietrzaniem jest wysoce upierdliwa. Dlatego też postanowiłem zastosować u siebie pompkę elektryczną i zrobiłem to tuż przed Złombolem 2015. Użyłem pompki od gaźnikowca, taniej, o jakości adekwatnej do ceny - 55 zł i owa pompka padła po 5000 km. Ale to był pewien test. Po pierwsze bowiem okazało się że elektryczna pompa jest 100 razy lepsza od mechanicznej, a po drugie - staje się dodatkowym zabezpieczeniem antykradzieżowym.



Po powrocie ze Złombola skonsultowałem się z kolegą, który od lat jeździ na olejach roślinnych i ma specjalnie przystosowane do tego celu auto. Polecił mi pompę której sam używa od ok. 10-12 lat, kompletnie bez awarii.

czwartek, 3 grudnia 2015

BB2016 - Elektryka wymieniona

Instalacja elektryczna w Żuku to coś niesamowitego. Jest bardzo prosta, policzona na raptem parę żarówek, wskaźników, rozrusznik i świece żarowe. Przebudowując Żuka nie chciałem w nią ingerować, wolałem zrobić nową część po swojemu. I tak też uczyniłem, dobudowując spory kawałek nowej instalacji elektrycznej z własnym akumulatorem. Obie instalacje łączy tylko specjalny separator, którego zadaniem jest sterowanie ładowaniem drugiego akumulatora.

Nowa instalacja i osłony gniazd.

Niestety podczas prac z tyłu auta popełniłem jeden błąd, który zaowocował spaleniem instalacji do tylnych gniazd 12V i oświetlenia tylnej kabiny. Powodem był brak osłonięcia tylnej strony gniazd 12V dla pasażerów.

piątek, 23 października 2015

BB2016 - poprawki w chłodzeniu

Na tegorocznym Złombolu i w późniejszej trasie szalenie irytował mnie odczyt temperatury silnika. Coś się stało w układzie który w ubiegłym roku działał bez zarzutu i obecnie wskazówka temperatury silnika pokazuje o jakieś 20 stopni za dużo. Czyściłem styki w całym obwodzie, wymieniłem czujnik i nic. Nie chciałem wymieniać tego panelu wskaźników, ani go rozbierać i podginać wskazówki, bo nadal będzie to antyczny, niedokładny układ.


Zdjęcie obrazuje problem - wskaźnik zgłasza jakieś niecałe 90 stopni. To jest fotka jakiegoś przypadkowego auta - ale w roku ubiegłym tak właśnie wyglądało poprawne pokazywanie temperatury. Wskazówka stała ciut za 80 st.

W tym roku, w Le Żuku, wskazówka przy rzeczywistej, zmierzonej cyfrowym termometrem, temperaturze na poziomie 81 st. C. leżała już na polu 100 stopni. Skutkiem tego był

poniedziałek, 19 października 2015

Najpierw praca, potem...

Dzisiaj wykonałem serię pomiarów, oraz rozpocząłem prace koncepcyjne nad skonstruowaniem wygodnej leżanki z tyłu, bez demontażu foteli. Będzie nam ona niezbędna, ze szczególnym uwzględnieniem odcinka europejskiego. Planujemy bowiem nieprzerwaną niemal jazdę na dystansie 3600 kilometrów i jakoś musimy się wysypiać w trakcie kiedy jedna para prowadzi. Zbudowanie czegoś co będzie proste, nie zajmie miejsca złożone i zapewni wygodne leżenie na ograniczonej powierzchni - nie jest najłatwiejszym zadaniem.


Zdemontowałem też półki w bagażniku i usunąłem spaloną instalację elektryczną. Mam nauczkę aby lepiej dobrać bezpieczniki i tym razem

poniedziałek, 10 sierpnia 2015

Jest gotowy

Jest gotowy i bardziej gotowy już nie będzie. Znaczy Le Żuk, bo my to nadal w lesie z pakowaniem;-) Dzisiaj dokonałem ostatnich zmian i poprawek. Co się udało, to się zrobiło, a reszta - jakoś to będzie;-) Z ambitnych planów zrealizowałem całkiem sporo, dużo czasu straciłem niestety na walkę z paliwem, do tego doszły upały i jakoś tak zeszło. 


Wczoraj wieczorem zainstalowałem wreszcie oświetlenie robocze wokół pojazdu. Dwa gustowne halogeny ledowe o mocy 1000 lumenów każdy. Odpalane z kabiny, z miejsca kierowcy. Tylny może służyć jako dodatkowe wsparcie przy cofaniu. Oświetlenia nie ma tylko z lewej strony, bo tam zawsze wiszą hamaki. 


Dzisiejszy wieczór przeznaczyłem na drobne prace porządkowo-wykończeniowe. Poprawiłem zasilanie tabletu bo były z nim problemy, zamocowałem termometr cyfrowy, oraz sterowanie radiem z kierownicy;-) A na deser zainstalowałem stolik z przodu. Miał być mocowany na pokrywie silnika, ale wysuwany wydał mi się fajniejszy. Dlatego wziąłem dwie prowadnice, cztery kątowniki, kawałek płyty i jazda. Nie jestem do końca zadowolony z wykończenia otworów na kubki, ale nic więcej przed ta trasą z tym nie zrobię. Jak wrócimy to poprawię;-)


Czeka mnie tylko jeszcze zrobienie przeglądu technicznego, ale z tym zwlekam do ostatniej chwili, bo i tak muszę go zrobić przed upływem terminu (mam do końca sierpnia prawie), a nie chcę tracić zbyt dużo dni.


Zatem wszystko gotowe, lepiej nie będzie. Nie ma co rozpaczać - damy radę;-)

środa, 8 lipca 2015

Drugi zbiornik działa

Udało się dzisiaj dokończyć operację związaną z montażem i podłączeniem drugiego zbiornika paliwa. Zainstalowałem zawory, wykonałem całą instalację paliwową od nowa, oraz skonstruowałem zestaw połączeń elektrycznych. Schemat który opracowałem w styczniu okazał się oczywiście całkiem do niczego - tak to jest jak się teoretyzuje bez możliwości sprawdzenia w praktyce;-) Tym niemniej dwa przekaźniki, z gustownymi podstawkami dla szybkiej ich opcjonalnej wymiany, zostały zainstalowane i podłączone. Przełącznik zbiorników umieściłem w podstawie fotela kierowcy, aby nie dało się go przypadkowo przełączyć. 


Zastanawia mnie tylko jeden drobiazg - przy przełączeniu zbiorników, wskaźnik poziomu paliwa reaguje z pewnym opóźnieniem, tak jakby nie miał poprawnego zasilania, co wydaje mi się trochę dziwne. Poobserwuję i zobaczę co mogę z tym zrobić. 


Teraz czeka mnie jeszcze zrobienie osłony zaworów i przekaźników, aby nie rzucały się w oczy od dołu;-) Znajdują się tuż nad wałem, zaraz za skrzynią biegów. 

W poniedziałek (a może we wtorek) szlifowanie, lakierowanie i będzie pięknie;-)

niedziela, 1 lutego 2015

Porządki w bezpiecznikach

Jest w starych, polskich autach coś, co wielu osobom spędza sen z powiek. Idiotyczne i archaiczne bezpieczniki rurkowe. Są one osadzane w sprężystych gniazdach, które lubią śniedzieć lub się wypalać. Zaczynają się niekontakty i rozmaite cyrki z instalacją. Ponadto trzeba wieźć zapas rurkowych bezpieczników, bo co raz trudniej je kupić, a na deser trzeba zgadywać jaką mają wartość. 

Dlatego dzisiaj specjalna receptura, nieco gwałcąca oryginalność pojazdu, ale za to w maszynie wyprawowej moim zdaniem niezbędna. Zastąpimy starożytne bezpieczniki czymś fajniejszym. Potrzebne będą nowe skrzynki bezpieczników - na Allegro wpisujemy słowo klucz "skrzynka UNI", można dopisać też GB4, lub GB6, lub GB8 (Gniazdo Bezpieczników i liczba). Występują takie skrzynki w różnych rozmiarach, kupujemy więc odpowiednie, abyśmy mieli w sumie minimum tyle gniazd bezpieczników co w aucie. 

Można też rzeczone skrzynki znaleźć u konkretnej firmy - ja kupowałem w Markland, a że dobrzy byli to i polecę - www.markland.pl  Skrzyneczki są tanie, nie ma się co czaić - wyeliminujemy naprawdę poważny problem za niewiele dukatów.

Wywalamy zatem stare skrzyneczki, dajemy nowe, proponuję od razu zrobić sobie gustowną ściągę, obrazującą według instrukcji auta - który bezpiecznik jakie obwody zabezpiecza i jaką ma mieć wartość. Po obsadzeniu bezpieczników zasadniczo możemy uznać pracę za zakończoną. Ale jest jeszcze coś, co może nam uprzyjemnić życie - to bezpieczniki automatyczne.

W Allegro piszemy tym razem "bezpiecznik automatyczny samochodowy", zawężamy szukanie do Motoryzacji i polujemy na coś co wygląda tak:


Tanie bardzo nie są, ale warto zastosować, bo w razie "wyskoczenia" po pierwsze od razu widać który bezpiecznik, a po drugie jednym ruchem przywracamy zasilanie, bez konieczności szukania zapasowego bezpiecznika. Ważny detal - automaty są wyższe i nie da się zamknąć obudowy skrzynki. Tak więc coś za coś...

W taki oto prosty sposób mamy rozwiązany na zawsze problem skrzynki bezpieczników. Oczywiście wszystkie prace wykonujecie na własną odpowiedzialność. Przy okazji grzebania przy skrzynce - uważnie obejrzyjcie kable czy nie są poprzepalane, pozwierane itp. Zadbajcie o dobry kontakt konektorów z nową skrzynką - z prądem w aucie nie ma żartów...


niedziela, 25 stycznia 2015

Więcej paliwa i w drogę

Bogatszy o doświadczenie zeszłorocznego Złombola postanowiłem wzbogacić maszynę o dodatkowy zbiornik paliwa. Mając dwa baki - będziemy mogli tankować więcej tam gdzie taniej, oraz wyeliminuje nam to problem z szukaniem stacji co kilkaset kilometrów. W tym celu planuję przesunąć tłumik na tył auta, a w jego miejscu umieścić drugi fabryczny zbiornik z Żuka. Ponieważ na razie jest to faza rozważań - w grę wchodzi też płaski zbiornik z Lublina, który ma w sumie ok. 88 litrów pojemności (Żukowy ma 55 litrów). Rozważałem zastosowanie zaworu trójdrożnego z Uaza, ale jest on dość prymitywny i generuje pewne problemy, a ja lubię jak jest wypas;-) 

Podstawowym problemem przy dodaniu drugiego zbiornika jest drugi wlew. W tym wypadku musi się on znaleźć po drugiej stronie auta, niedaleko drzwi kierowcy (zbiornik po obróceniu będzie miał wlew "z drugiej strony"). W tym celu wytnę z dawcy kawałek z osłoną wlewu i wspawam to po lewej stronie auta. Coś tak jak na fotce niżej:


Wyraźnie widać gdzie znajdzie się drugi wlew. Będzie można podjechać z dowolnej strony dystrybutora, a do tankowania drugiego baku przełoży się "pistolet" pod autem. Postanowiłem nie łączyć zbiorników żadnym przelewem, tudzież łącznikiem, bowiem uznałem że lepiej mieć dwa odrębne zbiorniki (mniejsze ryzyko wylania się paliwa z obu przy uszkodzeniu łącznika). Pozostał problem przełączania zbiorników. Tutaj jest pewien problem. W radzieckim UAZie są dwa baki i można zastosować ręczny kranik od tego auta. Koszt to ok. 40 zł. Ma to rozwiązanie dwie wady - po pierwsze przełącza tylko ssanie, a nie powrót paliwa (paliwo nadal wraca tylko do zbiornika pierwszego) - zatem najpierw musiałby zostać opróżniony zbiornik pierwszy, następnie przełączenie na drugi, tymczasem powrót przywracałby w pierwszym zbiorniku paliwo (a dzieje się to dość szybko). Trzeba pilnować aby się nie przelało i nie zaczęło wylewać. Taki problem ma jedna z załóg z którą konsultowałem rozwiązanie. Kiedy pierwszy zbiornik napełni się paliwem - trzeba się znowu nań przełączyć i opróżnić i znowu przejść na drugi i patrzeć jak przybywa przez powrót w pierwszym, itd. Drugą wadą jest brak wskazania poziomu paliwa w dodanym zbiorniku.

Wymyśliłem zatem może pozornie bardziej skomplikowane rozwiązanie, ciut droższe (o 200% :-), ale za to pozbawione wad ręcznego przełączania. Do tego celu posłużą cztery elektrozawory od instalacji LPG - te odcinające benzynę. Jeden kosztuje ok. 45 zł w detalu, do tego dwa przekaźniki po 5 zł, dwa trójniki, trochę kabelków, konektorów i przewodów paliwowych giętkich. Wymyśliłem takie rozwiązanie:
  • na każdy przewód paliwowy (ssący i powrotny) zakładamy elektrozawór. Wymyśliłem że całość umieszczę w podstawie fotela kierowcy aby mieć dobry dostęp w razie konieczności wymiany, lub zmostkowania czy obejścia zaworu, oraz aby zawory nie cierpiały od wody i innego paskudztwa z drogi zbieranego (gdyby wisiały pod autem, ale rozważam jeszcze ich montaż od dołu i jakąś osłonę)
  • tworzę kawałek instalacji elektrycznej która będzie za pomocą dwóch przekaźników naprzemiennie otwierała i zamykała zawory parami, oraz przełączała wskaźnik poziomu paliwa. Z tego właśnie względu najlepiej byłoby użyć drugiego identycznego zbiornika, ale kusi ten większy od Lublina (boję się jednak że nie będzie poprawnie wskazywał poziomu, ale to się jeszcze zbada)
  • montuję prosty dźwigniowy przełącznik zbiorników w podstawie fotela kierowcy, tak abym prawą dłonią sięgał do niego bez problemu
  • może ze dwie diody informujące o tym który zbiornik jest opróżniany;-)
Przygotowałem gustowny schemacik elektryczny:



Jak widać proste jak budowa cepa. Podpinamy elektrozawory do jednego przekaźnika, kabelek idący do wskaźnika poziomu paliwa przechwytujemy z wiązki idącej właśnie pod fotelem kierowcy i dopinamy do drugiego przekaźnika. Jakby ktoś się chciał sam pobawić tym schematem to na końcu postu jest specjalny link. Potem można sobie schemat zmodyfikować. W roli wskaźników i cewek elektrozaworów użyłem diody LED dla lepszego zobrazowania podania zasilania na konkretne elementy. 

Numerki styków w przekaźniku macie poprawnie, widać ze są dwa czujniki poziomu paliwa, jeden wskaźnik i cztery elektrozawory. W sumie nie ma się co w tym zepsuć jeśli tylko porządnie zrobicie instalację. Okablowanie wystarczy o przekroju 1,5 mm2, grubsze zbędne bo nie ma tu dużych prądów, a przekaźniki mają załatwić tylko przełączanie parami. Jak ktoś się bardzo uprze to zrobi to i bez przekaźników, na dużym przełączniku dwustanowym. 

Teraz ważna uwaga - zawory do benzyny stosowane przy instalacjach LPG są zawsze zamknięte kiedy nie jest zasilana ich cewka. Czyli ewentualne spadnięcie kabelka po prostu zamknie zawór uniemożliwiając wypływ paliwa. W sytuacji kiedy z jakiegoś powodu pojawi się problem na zasilaniu elektrozaworów - każdy z nich ma ręczny zaworek otwierający go. Wówczas odpinamy kabelki od elektrozaworów (warto sobie zawory i kabelki przy montażu opisać) i przełączamy parę zaworów z danego zbiornika w pozycję otwarty - ręcznie. To zapewnia nam dalszą jazdę bez konieczności zasilania tego elementu układu.



Przekaźnik dwustanowy, występuje w każdym aucie

System ten zapewni bezproblemowe przełączanie zbiorników wraz z powrotami, oraz da poprawne wskazanie poziomu paliwa w zbiornikach. Nieco zabawy będzie z odpowietrzeniem układu, bowiem konieczne będzie przepompowanie paliwa ręcznie z obu zbiorników aby wyeliminować zapowietrzenia, ale to jest do zrobienia. Jeśli ktoś widzi gdzieś błąd w rozumowaniu - proszę o info w komentarzach.

Jeśli ktoś jest totalnym leniuszkiem to może zastosować takie rozwiązanie. Gotowe, bez rzeźbienia, ale za to ciut droższe no i w razie padu - pada całe, a nie jeden tani zawór lub przekaźnik. Tym niemniej warto wiedzieć że istnieje gotowiec. Gdyby kosztował powiedzmy 150 zł - kupiłbym. Dziękuję koledze Rafałowi za podesłanie linka.




niedziela, 28 września 2014

Powyjazdowe technikalia

Nasza podróż to już niestety historia. Tym niemniej konieczne staje się pewne techniczne podsumowanie wyprawy, być może nasze wnioski przydadzą się komuś, kto planuje swoją. Zacznę od zestawu wielu liczb;)

Przejechaliśmy w sumie 5497 km (pomiar wg GPS obsługiwanego przez Tmatic). Zajęło nam to dwa pełne tygodnie niemal co do godziny. Startowaliśmy i kończyliśmy z tego samego miejsca - France Automobiles Service przy Zagójskiej 7a w Warszawie. To tam bowiem powstał Le Żuk v. 1.0. Numerek sugeruje że coś się wydarzy, ale nie uprzedzajmy faktów.

Totalnie nie wiemy ile spaliliśmy ogólnie paliwa, bo nie chciało nam się prowadzić aż tak ścisłych notatek, dokonaliśmy tylko kalibracji licznika kilometrów wg wskazań GPS - przelicznik wyniósł 1,61. Stosując tenże przelicznik, spisywaliśmy czasem stan licznika kilometrów i wyliczaliśmy zużycie paliwa. Najniższe uzyskane to 8,8 l / 100 km - jazda autostradą z prędkością 65-75 km/h bo jechał za nami wolniejszy Żuk. Najwyższe zużycie to 12,5 l / 100 km - kiedy pędziliśmy przez Austrię stówką. Średnie zużycie oceniamy na jakieś 11 l / 100 km - co jak na ważące 2,5 tony auto jest wynikiem doskonałym.

Żuk spalił około jednego litra oleju na całej tej trasie. Jak na silnik o dość starej konstrukcji, a do tego pracujący podczas wyprawy w dość ekstremalny sposób - wynik uważamy za wręcz cudowny;-) Nie kopcił zupełnie, poza momentem rozruchu na zimno. Potem z rury nie wydobywały się kłęby dymu, ani nieprzyjemny zapach palonej ropy. Płynu chłodniczego dolaliśmy ok. 0,5 litra. Poza tymi drobiazgami - inne płyny dolewane nie były.

Najwyższa zanotowana prędkość to 113 km/h (według GPS), osiągnięta na płaskim odcinku autostrady. Bez problemu rozwijaliśmy przelotową na poziomie 90 km/h, a po regulacji luzu w układzie kierowniczym wzrosła ona do 100 km/h. Średnia prędkość przez Austrię wyniosła 92 km/h. Przypominamy że fabryka w Lublinie określała maksymalną prędkość dla Żuka z Andorią na 95 km/h. Faktem jest że sporo dała nam skrzynia z Lublina, ale podejrzewamy też że nasz silnik nie był składany w poniedziałek i ma nieco więcej niż seryjne 70 KM. Szukamy hamowni gdzie zmieści się na wysokość, bo bardzo chcemy to sprawdzić.



Najwyższe wzniesienie na jakie jednorazowo wjechaliśmy to górka niedaleko Arenzano we Włoszech. Na dystansie 950 metrów wznieśliśmy się z poziomu ok. 18 m npm, do 255 metrów. Nachylenie stoku wynosiło 18 stopni!



Najwyżej wjechaliśmy w Andorrze - na wysokość 2113 metrów. Całkowita suma podjazdów i zjazdów z tego dnia wyniosła 22483 metry pod górę i 22623 metry w dół! Średnia prędkość w górach oscylowała wokół 10 km/h.

Odwiedziliśmy dziewięć krajów, z czego ja sam po raz pierwszy sześć z nich. Reszta załogi różnie, ale każde z nas po raz pierwszy było w Andorrze.

Tyle liczb, a teraz nieco wniosków, konkluzji i sugestii;-) 

Na pewno zaprocentowało przygotowanie auta. Spisywało się bez zarzutu, nie zawiodło ani razu. Zawiedliśmy my sami, nie dokonując codziennych kontroli stanu auta - mogło nas to drogo kosztować - odkręciło się przednie koło. Na szczęście zdążyliśmy to wyłapać na czas, aczkolwiek uważam że zbyt późno. Felga raczej nadaje się tylko na zapas, wymienić trzeba też szpilki. Nauczka z tego płynąca to po pierwsze codzienna kontrola stanu dokręcenia kół (ważne przy takiej trasie), oraz w przypadku pojawienia się jakiegoś rezonansu - najpierw sprawdzić dokręcenie kół, a potem kombinować czy to może most, poduszki silnika, czy wał.


Niepotrzebny zupełnie okazał się prysznic na dachu. Spaliśmy na campingach gdzie ciepła woda była standardem, a jedyny camping na dziko wypadł w dość chłodny wieczór i nikt nie marzył o kąpieli w niezbyt ciepłej wodzie;-) W przypadku wyjazdu w południowe kierunki na terenie Europy - nie ma co go ze sobą zabierać. Nie znaczy to że się nie przyda oczywiście - po prostu nie przydał się nam, w tej wyprawie.

Zabrakło haczyków na ubrania w kabinie. Niby drobiazg, ale uciążliwy. Kilka bluz, polarów i innych części odzienia mogłoby wisieć, zamiast zajmować miejsce za fotelami. Ponadto zdecydowanie brakowało kilku podręcznych schowków z tyłu. Do dorobienia.

Nie przydały się zupełnie maszty i tarp do rozpinania w trybie obozowym - cały czas mieliśmy cień dawany przez drzewa, a deszczu w czasie obozowania nie było - stąd brak jego rozkładania. Gdybyśmy jednak mieli obozować gdzieś na dziko - byłby być może bardziej przydatny. Na pewno pojedzie na każdą inną wyprawę bo może się przydać, a jest dość uniwersalny.

Zmodyfikować musimy nieco wyposażenie campingowe - przyda się duży stół który łatwo się rozkłada. W czasie wyjazdu gdzie prawie codziennie składa się obóz nie mają zastosowania różne cuda campingowe typu polowa szafka kuchenna. Mieliśmy taką, ale nikomu nie chciało się jej rozkładać na jednodniowe obozy. Świetnie sprawdzała się natomiast na dłuższych postojach.


Znakomicie sprawdził się grill gazowy z Juli za 24 złote. To okrągła płyta metalowa kładziona na kuchence typu Camp Bistro. Pozwala natychmiast rozpocząć grillowanie mięsiwa, bez całego cyrku z rozpalaniem klasycznego grilla i dymem z niego. Co ważne - można jej użyć tam gdzie zwykłe grille są zakazane. Jedyną wadą jest zużycie gazu z puszek, ale coś za coś.



Czajnik Survival Kettle też okazał się nieoceniony. Tam gdzie pod dostatkiem było patyczków - gotowaliśmy w nim wodę. Gdzie patyczków brakowało - odrobina paliwa ZIP i papier z kartonów zapewniały wrzątek. Dzięki temu mogliśmy szaleć z grillem, bo oszczędzaliśmy gaz. Na zintegrowanej kuchence można było zaś spokojnie smażyć używając tego samego źródła ognia;-)



Spanie w hamakach to temat na całą opowieść. Generalnie budziliśmy się wyspani, bez odkrywania nowych ścięgien i mięśni. Żuk znakomicie sprawdził się w całej podróży jako jednostronna baza do podpięcia dwóch hamaków. Jedną noc spędziliśmy śpiąc między dwoma Żukami (z identycznymi bagażnikami), a jedną śpiąc tylko między drzewami. Pierwszych sześć nocy rozpinaliśmy tarp, bo pogoda była niepewna, ale wszystkie pozostałe spędzaliśmy bez ochrony przeciwdeszczowej.

Ponieważ jechaliśmy w pięć osób, a dwójka spała w hamakach - pozostała trójka nocowała w dużym namiocie Quechua z szybkim rozkładaniem. Był on nieco uciążliwy w transporcie bo zajmował sporo miejsca, ale dopracowaliśmy upychanie go pod dachem w bagażniku, a dzięki niemu codziennie oszczędzaliśmy ok. 10 Eur - bo ok. 5 Eur kosztowało średnio rozbicie jednego namiotu. Płaciliśmy więc za jeden a nie za trzy. Hamaki zupełnie wymykały się z opłaty i nikt nie żądał od nas kasy za ich rozwieszenie, nawet jeśli rozpięty nad nimi był tarp.

Nie udało nam się znaleźć załogi z którą dobrze podróżowało by się razem na całej trasie. Albo ich auto było za szybkie albo za wolne. Na pewnych odcinkach jechaliśmy z różnymi ekipami, ale najlepiej jechało się nam kiedy byliśmy sami i niezależni. Wówczas podejmowaliśmy różne szalone decyzje typu skok z Arenzano do Lloret de mar - 772 km, lub z Wenecji do domu - 1288 km.

Warto było zainwestować w nowe koła z ogumieniem. Wiele ekip miało problemy z kapciami, opony potrafiły eksplodować na trasie. U nas jedyne co trzeba było zrobić to eksperymentalnie dobrać ciśnienie w oponach. Z tyłu stanęło na 4,2 a z przodu na 2,8 atm. Przy takim ciśnieniu opony się praktycznie nie grzały i nie ulegały gwałtownemu zużyciu. Zdecydowanie w taką trasę nie wybralibyśmy się na słabych oponach wioząc bez sensu kilka zapasów. Mieliśmy dwa, nie przydał się żaden, w połowie drogi oddałem ten z podwozia innej załodze.

Dobrze sprawdziła się przetwornica 230V i przebudowana elektryka. Nie mieliśmy żadnych problemów z prądem, poza wywaleniem od czasu do czasu bezpiecznika automatycznego 15A na linii separatora. Był po prostu za słaby jak na lecące obciążenie. Zmienię go na większy i to wyeliminuje problem. Przydały się woltomierze cyfrowe, dzięki nim było cały czas widać czy system pracuje poprawnie.


Świetnie sprawdziła się nawigacja w tablecie, mimo że czasem próbowała wysłać nas w krzaki. Po oswojeniu się z jej narowami i głupimi pomysłami - bez problemu jechaliśmy przez Europę trafiając gdzie chcemy;-) Tablet był dobrze widoczny dla kierowcy i pilota, aczkolwiek brakowało lepszego odsłuchu komunikatów głosowych - był przygotowany głośnik obok głośnika od CB, ale niestety nie przewidziałem że wtyczka do tabletu jest zbyt długa i nie pozwoli go poprawnie umieścić w desce. Dlatego też kiedy słychać było że navi coś mamrocze - pilot i kierowca po prostu spoglądali na ekran i dociekali jaki manewr teraz wykonać;-)

Sprawdziło się znakomicie wygłuszenie maszyny. Pełne ściany poza izolacją akustyczną świetnie izolowały termicznie. W aucie nie było gorąco, słońce nie miało szans nagrzać go do absurdalnych temperatur, bo operowało tylko przez oszklenie. Warto było się pomęczyć z całą tą robotą - niepotrzebne były wiatraczki i inne cuda, w Żuku ciężko się było spocić;-)

Nie sprawdził się system audio. Mimo znakomitego dźwięku systemu i dobrego wyciszenia auta - nie dało się sensownie słuchać muzyki podczas jazdy. Owszem, słuchaliśmy, ale zawsze wtedy nie dało się już rozmawiać. Na postojach zaś delektowaliśmy się ciszą;-) Nic straconego jednak - jeszcze nadejdzie czas że słuchanie podczas jazdy będzie możliwe.

Po podsumowaniu całej imprezy zapadła decyzja o budowie Le Żuka v. 2.0. Już niebawem poznacie szczegóły;-)

czwartek, 4 września 2014

Prysznic skończony

Nie byłem zadowolony z wykonanego ostatnio prysznica i postanowiłem dokonać w nim kilku zmian. Po pierwsze problematyczne było otwieranie zaworu w zbiorniku - brak miejsca i mała dźwignia. Dorobiłem z paska aluminium gustowną, większą dźwignię i jest zdecydowanie lepiej. Po drugie problemem okazały się wężyki prysznicowe - mają one mały przekrój wewnętrzny i bez solidnego ciśnienia wody - ledwo kapała. 

Teraz woda leci nawet do góry;-)

W Żuku nie ma jakieś pompy  z potworną mocą - jest pompka z układu chłodzenia, potrafi ona co najwyżej wspomóc przepływ wody, ale nie daje dużego ciśnienia. Zatem zapadła decyzja o rezygnacji z klasycznych węży prysznicowych i został zastosowany półcalowy wąż ogrodowy. Na jego końcach dałem szybkozłączki, dzięki czemu można go szybko rozwinąć i wpiąć. Do tego przerobiłem przewód zasilający pompę, dodając mu po drodze konektor typu T. Przewód jest teraz wypinany i chowany razem z wężem.



Cała ta operacja dała kilka korzyści (poza lepszym ciśnieniem wody podczas kąpieli) - mamy ok. 10 metrów węża, dzięki czemu kabinę można przestawiać w kolejne miejsca, aby nie zrobić kosmicznego błota w jednym, oraz wąż pozwala tankować wodę do zbiornika bez konieczności wchodzenia na górę i odkręcania pokrywy zbiornika. Po prostu podpinamy wąż do kranu i ładujemy do pełna;-) 


Na deser wykonaliśmy gustowne mocowanie do węża, aby się nie zaginał. Dwa krążki od drutu z migomatu, parę blachowkrętów i gotowe. Tylne drzwi zostały oklejone wykładziną, tylko na pasie pod krążkami. Niżej wykładzina wisi swobodnie, bo w drzwiach znajduje się schowek na siekierę i inne duperele obozowe. Dolna krawędź wykładziny będzie mocowana rzepem, ale na razie wisi swobodnie i nieco jest pognieciona. Ułoży się sama;-) Prysznic jest gotowy;-)

Info dla tych co twierdzili że 80 litrów wody zrobi problem na dachu - nie zauważyłem najmniejszej różnicy w prowadzeniu auta, jest stabilne, nic nie chlupie i nie próbuje się oderwać;-)

poniedziałek, 1 września 2014

LEDowa rewolucja

Pomysł zrobienia "lexus look" w Żuku miałem już dawno, ale niestety rozbił się on przez żarówki czerwone. Raz że nie są one do końca legalne, a dwa że lakier na nich położony szybko się spalił i żarówki zaczęły świecić na biało w pozycjach (5W) i na różowo w STOP (21W). Było to mocno nieestetyczne i irytowało mnie co raz bardziej. Zamówiłem na Allegro żarówki LED na tył. Dwie "dwuwłóknowe" bo takie mam oprawy i dwie słabsze, "jednowłóknowe", do świateł pozycyjnych. 

Pozycja bez klosza

Montaż banalnie prosty, nie ma o czym pisać. Korzyści są oczywiste - po pierwsze znacząco mniejsze zużycie prądu, a po drugie mogłem wreszcie zdjąć czerwony klosz ze STOP i założyć biały. Instalację elektryczną Żuka zaprojektowano dziesiątki lat temu i nie przystaje ona do czasów obecnych, więc oszczędność prądu jest ważna - alternator szybciej dopełni prąd w akumulatorze rozruchowym i poprzez separator zajmie się ładowaniem akcesoryjnego - a ten będzie używany bardzo intensywnie.

Pozycja z kloszem

Niestety nie znalazłem sensownych pomarańczowych "żarówek" LED, ale to w sumie nic złego - bo wolę w kierunkowskazach zwykłe żarówki. 

Żuk z pełnym "lexus look"

LEDowe zamienniki świecą tak samo jak zwykłe żarówki - wynika to z ułożenia diód na kilku płaszczyznach. Kopułka lampy jest cała ładnie wybarwiona na czerwono. Jeśli ktoś nie wie że w środku jest LED - to się raczej sam z siebie nie domyśli. Kiedy jeszcze z tyłu były zwykłe żarówki w lampach STOP - na woltomierzu miałem spadek o 0,2-0,3 wolta przy naciśnięciu hamulca (dwie żarówki pobierały w sumie 42W). Po zmianie na LEDy - woltomierz nic nie wykazuje. Pobór prądu jest minimalny. Operacja zakończona sukcesem. Koszt zakupu żarówek to 30 złotych za pięć sztuk (jedna biała do tylnej kabiny).

Na koniec notki - po ostatnim zakopaniu się w piasku postanowiłem przewidywać przyszłość i za radą kolegi - zamówiłem prostą, ręczną wyciągarkę o uciągu dwóch ton. Koszt to całe 38 złotych;-) 

Informacja dla osób z uszkodzonym poczuciem humoru - ja sobie robię jaja z "lexus look", uważam że to jedna z głupszych mód motoryzacyjnych, zaraz za absurdalnym obniżaniem auta. Nic nie wygląda gorzej niż auto z tylnymi lampami stylizowanymi na Lexusa, szczególnie Golf;-)

piątek, 29 sierpnia 2014

Prysznic gotowy

Dzisiaj na dachu Żuka, na bagażniku wylądował zbiornik. Został zamocowany trzema pasami z grzechotkami, powinny spokojnie go utrzymać. Do dolnego zaworu podłączyłem kawałek gumowej rurki i ścisnąłem cybantem. Na drugim końcu rurki znalazła się pompa z układu chłodzenia. Jej zadaniem jest wspomożenie przepływu wody, nie chodzi o wytworzenie kosmicznego ciśnienia;-) Pompka zasilana będzie z gniazdka zapalniczki, znajdującego się w podstawie fotela pasażera.


Przypiąłem pompę wraz z wykonanym specjalnym króćcem, za pomocą trytytek do rurek bagażnika. Dzięki temu bardzo łatwo podłącza się wąż prysznica. Po analizie długości węża - muszę zastosować łącznik i dać dwa węże - będzie można wówczas odsunąć się z kabiną od auta. 


Pozostało założyć wtyk do zapalniczki na koniec przewodu i przetestować całość w terenie - co nastąpić ma podczas jutrzejszego, testowego wyjazdu w dzicz nad Narwią;-)

Zawory po regulacji pracują idealnie, silnik ma bardziej aksamitny dźwięk;-) Nie słychać klepania podczas przyspieszania - no ale jak się okazało - cztery miały spory luz. Przy okazji obróciłem też wał o 180 stopni bo podejrzewałem że drobne wibracje są od niego i jak się okazało podczas testów - miałem rację. Teraz jest zdecydowanie lepiej. 

Ciekawe jakie drobiazgi jeszcze wyjdą? 

wtorek, 26 sierpnia 2014

A co tam u Le Żuka?

Niby wszystko gotowe, ale jeszcze trochę drobnostek do zrobienia zostało i powoli "się robią". Układ chłodzenia został wypłukany i nieco zmodernizowany. Rozwiercone zostały trójniki do nagrzewnic, bo miały niepotrzebne zwężenia, które spowalniały przepływ płynu przez nagrzewnice. Na dojściu do trójnika dodaliśmy pompę elektryczną, która bardzo ładnie wspomaga obieg jeśli to konieczne. Kiedy jest wyłączona - płyn po prostu swobodnie przez nią przepływa. Może się przydać w sytuacji awaryjnej. Aktualnie w Le Żuku jest wręcz gorąco jak tylko otworzy się dopływ płynu chłodzącego do nagrzewnic. 


Nadal trwają też testy drogowe i wyłapywanie drobnych usterek bądź niedoróbek, które są sukcesywnie poprawiane. Cudnie spisuje się tunel do chłodnicy - widać na fotce powyżej jego kawałek. Temperatura chłodziwa jest stabilna i czuję się jak w nowoczesnym aucie - gdzie nie muszę cały czas jej pilnować. To bardzo poprawia samopoczucie.

Przećwiczyłem opcję zainstalowania lodówki w bagażniku, niestety temat skonał z powodu braku zasilania lodówki propanem. Ktoś podczas jej demontażu z rozbitej przyczepy - odciął cały ten układ. Szkoda, niestety na 12V nie da rady jej używać sensownie (9Ah na godzinę pracy - żaden akumulator tego nie przetrwa). Została więc pożyczona (dzięki Marcin) lodówka nieco mniejsza i jest szansa że piwo będzie zimne;-) Nie rezygnuję jednak z pozyskania lodówki campingowej do zabudowania jej w przyszłości na tyle auta.

W najbliższy weekend planuje testy wyposażenia campingowego i chcę przetestować mocowanie hamaków pomiędzy bagażnikiem Żuka a przygodnym drzewem. Sprawdzę też jak wygodnie rozstawiać płachtę biwakową dla osłony przed słońcem - będzie ona jednym bokiem mocowana do bagażnika i na 2-3 masztach z odciągami. Spodziewajcie się notki i fotek;-)

W przyszłym tygodniu ostateczne zamknięcie elektryki i wykończenie bagażnika (tutaj hamowała mnie kwestia lodówki niestety). Potem pozostanie już tylko odliczanie do Złombola;-)

A na koniec - mamy kolejnego darczyńcę - zajął drzwi tylnej kabiny (naklejki jeszcze nie ma). Firma Cytadela ASG z Warszawy - czyli raj dla miłośników militariów i ASG. Dziękuję w imieniu dzieci za zaangażowanie i wpłatę.



poniedziałek, 18 sierpnia 2014

Szewski poniedziałek

Łatwo nie było. Tysiąc telefonów i mało istotnych spraw. Do tego ciężka noc, ale jakoś się dało przetrwać;-) Rozrząd poskładany, pompa wtryskowa na miejscu, takoż i wtryski i przewody wysokiego ciśnienia. Potem odpowietrzenie układu i niestety okazało się że akumulatory muszę kupić nowe. Na szczęście ma się znajomości tu i ówdzie i jakoś damy radę z kasą. 


Z rana udało mi się wspomóc Leszka który składał mechaniczną część Żuka, oraz umyłem ślicznie wiatrak chłodnicy, aby pysznił się żółtością;-) Potem zająłem się wykończeniem tunelu chłodnicy. Pan Janusz nudząc się w niedzielę wykonał obcinanie, szpachlowanie i malowanie tego co ulepiliśmy razem we czwartek. Powstał zacnej urody tunel do którego trzeba było dorobić łapki mocujące. Użyłem do tego listwy która kiedyś mocowała tylną tapicerkę w Żuku. Wyklepałem ją na płasko, pociąłem, podoginałem i zanitowałem do obudowy. Wszystko uroczo trzyma się kupy. Dociąłem też tunel samego wiatraka - więc to co widzicie na fotce powyżej w rzeczywistości ma nieco inny wygląd - ten okrągły tunel ma zrobione wycięcia na osłonę rozrządu i parę innych detali podciętych.



Kolejny krok prac dzisiejszych to zrobienie stopni kabiny przedniej z ryflowanej blachy aluminiowej. Prawy wyszedł tak sobie, ale za to lewy - cacko;-) Pomierzony, docięty, wygięty i wyklepany. Nitowany na dwa nity, oraz przykręcony 3-4 śrubami wraz z czarną listwą. Jest solidnie i uroczo;-)



Zatem detale główne w kabinie są definitywnie skończone. Pozostało trochę walki z duperelami, ale najważniejsze prace z głowy. Muszę kupić  specjalne kształtki aluminiowe i wykonać mocowanie tabletu, ale to nie jest wielki problem.

Tak wyglądał złożony rozrząd i układ chłodzenia i zasilania w prąd

Na jutro mam wizytę na Krynoliny 7 aby odebrać kawałek kolumny kierowniczej na której był luz. Całe 120 złotych pójdzie. Mając ten element - zamontujemy przekładnię kierowniczą, złożymy układ chłodzenia i Grzmiący Rydwan będzie znowu jezdny;-) Pozostanie odpowietrzyć układ hamulcowy, założyć nowe akumulatory, ustawić zbieżność, zrobić przegląd i można jechać do Hiszpanii...

Łatwo nie było. Udało się.

czwartek, 7 sierpnia 2014

Dużo drobiazgów

Na czwartek zaplanowane miałem to i owo, ale jak zwykle zrobiłem przy okazji coś innego;-) Na pierwszy ogień poszedł montaż tylnych chlapaczy (peerelowskie oryginały) za pomocą nabytego wczoraj płaskownika aluminiowego za całe 13 zł. Pociąłem go na gustowne kawałki, wykonałem dziurki i trzema śrubami 4mm skręciłem każdy chlapacz do wspornika. Chlapacze są krótkie, nie zasłaniają koła zbytnio i mają ten uroczy podwójny szewron - idealne do Le Żuka;-)


Po takim sukcesie byłem żądny dalszych, pozytywnych wrażeń i zająłem się podświetleniem tylnej tablicy i światłem cofania. Oświetlenie rejestracji było banalne - podłączyłem lampki LED i gotowe. Światło cofania za to dokopało mi dość zdrowo. Po pierwsze kabelki do czujnika w skrzyni były mocno zmęczone życiem, ale probówka raportowała że prąd w nich jest. Zwarłem je na krótko i sprawdziłem probówką prąd na ostatniej kostce - był. Sprawdziłem więc na stykach lampki - też był. A lampka milczała złowieszczo. Obejrzałem żarówkę - idealna i sprawna. Wkładam na miejsce - nie działa. Sprawdzam masy - jest ok, wpinam probówkę - działa. Okazało się ze nowiutka żarówka w lampce cofania była na 24V. 

Wróciłem z żarówką 12V - wkładam, nie działa. Prądu nie ma w całej linii światła cofania. Przyczyną tym razem był bezpiecznik - muszę je wszystkie wymienić na bagnetowe, bo mnie krew zaleje od tej starożytności i niekontaktów. Powymieniałem kabelki na nowe, zaizolowałem gdzie trzeba, upiąłem wiązki. Powinno być ok.

Wymieniłem też przerywacz kierunkowskazów na elektroniczny z Malucha. Wszystko działa ok, poza awaryjnymi (na osobnym przerywaczu) - tutaj działa tylko lewa strona. Nie wiem dlaczego, muszę popatrzeć w schemat elektryczny.

Następnym krokiem było zainstalowanie nowej rury powietrznej między filtrem i kolektorem dolotowym, oraz wymiana oleju w tylnym moście. Zalany świeżym Hipolem jest gotowy do podróży na koniec świata;-) Mając ogarnięty cały tył od dołu - założyłem na miejsce kosz koła zapasowego i włożyłem samo koło. Jako zapas pojedzie oryginalna 16" felga od Żuka z oponą z dętką. Tak na wszelki wypadek, bo nie sądzę żebym jej potrzebował, ale może dam komuś kto będzie stał na poboczu...


Na koniec dzisiejszych prac wlazłem na dach aby pomierzyc kilka drobiazgów, oraz sprawdzić jak pasować będą dwa zbiorniki na wodę (w sumie 40l). Kupiłem je za 72 zł na Allegro. Mają służyć jako źródło ciepłej wody w trasie - aby można się było w razie czego umyć. Muszę tylko wykombinować jak je zamontować - na leżąco są niższe, ale nie da się ich zalać do pełna, więc pewnie będą na stojąco, co niestety nieco podwyższy Żuka.


Przyjechała też dzisiaj specjalna tablica do Żuka - za całe 12 zł, oraz przekładnia kierownicza po regeneracji za 200 zł. Tablica znajdzie się na desce rozdzielczej, lub nakleję ją nad tylnymi drzwiami - jeszcze zobaczę;-)

poniedziałek, 4 sierpnia 2014

Grzebanie w sercu

Nadeszła chwila kiedy to wypadało by zajrzeć Le Żukowi do serduszka. Temat był pracowicie i starannie omijany od samego początku. Nikomu się jakoś nie chciało;-) Ktoś z Was mógłby powiedzieć - przecież od tego powinno się zacząć, ale odpowiedź brzmi - stan silnika nie miał żadnego znaczenia, to jest część zamienna;-) 

Dzisiaj wjechałem maszyną na podnośnik, rozebrałem układ wtryskowy i przeprowadziłem pomiary stopnia kompresji. Wyszło ładne, w miarę równe 27 bar na cylindrach. Świadczy to o całkiem niezłym stanie silnika, skutkiem czego będą kolejne kroki. Jutro zostanie rozebrany rozrząd, wyjęta pompa wtryskowa i wraz z wtryskiwaczami odjedzie ona do specjalnego pana który dokona jej przejrzenia, ewentualnej naprawy i regulacji.


Wyjąłem też dzisiaj chłodnicę, na oko wygląda ona całkiem zacnie, ale też zajmie się nią specjalny pan;-) Ma być pewna, szczelna i czysta. Trzeba ją tylko zawieźć, a potem odebrać.


W tak zwanych międzyczasach poprawiłem kilka drobiazgów które spędzały mi sen z powiek. Po pierwsze usprawniłem malutki wentylatorek który powinien wiać po stronie kierowcy (Żuk ma osobne nagrzewnice dla kierowcy i pasażera) a nie wywiązywał się należycie z tego obowiązku. Przyczyną był problem elektryczny z kabelkiem - raczył się urwać. Po drugie odkryłem dlaczego mimo sprawnego silniczka nie dało się dmuchać na przednią szybę - otóż specjalna papierowo-aluminiowa rura została precyzyjnie od tyłu załamana tak, że straciła cały przepływ powietrza. Od przodu wyglądała idealnie. Została wymieniona na nową i teraz nadmuch na przednią szybę jest bez zarzutu.

Czeka mnie jeszcze spora lista zakupów drobnych duperelków, typu rozrząd kompletny, czy też uszczelnienia silnika, ale to wszystko wyjdzie w praniu. Na pewno też oddam alternator do przeglądu, aby ten podzespół nie sprawiał niespodzianek w drodze.

I to wszystkie informacje z dzisiejszego frontu walk z oporną materią;-)

środa, 30 lipca 2014

Środa i detale...

Dzisiaj plany miałem szerokie, a wyszło jak zawsze. Chciałem robić panel do tabletu, ale niestety musiałem go skasować z dzisiejszej listy zaplanowanych sukcesów. Udało się wykonać kilka drobiazgów - zainstalowałem wreszcie nowe lampki podświetlenia tablicy rejestracyjnej (LED), ale nie dane mi było podłączyć ich do instalacji, nie wiem więc nawet jak świecą. Przy okazji obróciłem ramkę rejestracji o 180 stopni dzięki czemu kamera cofania została umieszczona wyżej o wysokość rejestracji. Powinno to nieco ułatwić manewrowanie (czujników chyba już nie dam rady zamontować).




Po sukcesach z tyłu auta zająłem się przodem. Kawał aluminiowego płaskownika, kilka śrub, obejmy z aluminium i wyprodukowałem listwę do mocowania halogenów dalekosiężnych na dachu. Całość wymaga jeszcze małego malowania, ale jak skończę to będzie całkiem całkiem. Na razie kabelki upięte taśmą izolacyjną. Lampy będą odpalane parami - para zewnętrzna i wewnętrzna. Posłużą do tego celu dwa przełączniki nad głową kierowcy - te dwa niebieskie po lewej.


Niestety trzy czerwone przełączniki najprawdopodobniej pozostaną nie wykorzystane w tej wyprawie. Z racji konieczności lekkiego obcięcia kosztów - oświetlenie robocze dookoła auta nie zostanie zainstalowane na bagażniku. Nie ma sensu kupować byle czego, a porządne LEDowe lampy kosztują niemało. Zrobię jedną lampę z mocowaniem magnetycznym, na długim kablu i będę przypinał ją tam gdzie potrzebuję. 



Najprawdopodobniej czeka mnie też przykrycie szyberdachu płytą aluminiową zamocowaną do bagażnika. Wynika to z konieczności wyeliminowania przecieków, a niestety szyberdach Webasto nie jest przystosowany do aż tak wygiętych poprzecznie dachów i nie udało się zapewnić pełnej szczelności. Dorobię odpływy z układu, ale jeśli nadal będzie ciekło - płyta załatwi sprawę. Przy okazji zaciemni też nieco kabinę, w której po zamontowaniu szyberka - jest jakoś dziwnie za jasno;-) Płyta umożliwi też zostawianie otwartego szybra praktycznie zawsze, dzięki czemu maszyna powinna się mniej nagrzewać w słońcu. Pożyjemy, potestujemy, się zobaczy jak będzie...



Wieczorem odbyło się tradycyjne spotkanie Złombolowe, w ramach spotkania YoungTimer Warsaw pod Stadionem Narodowym. Żuczek prezentował się całkiem niebrzydko, z nową, wielką reklamą jednego z darczyńców. Przejażdżka wieczorem zaowocowała paroma spostrzeżeniami dotyczącymi deski i jej podświetleniem - muszę wyciągnąć na wierzch regulator podświetlenia, a pierwotnie planowałem ukryć go pod deską. Opcjonalnie dam go pod spodem, tak aby nie psuł symetrii przyrządów na panelach.


Ads