Translate this blog

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą technika. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą technika. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 12 stycznia 2016

BB2016 - T-matic znowu jedzie z nami!

Przed pierwszym Złombolem w naszym Żuku zamontowany został system lokalizacji GPS firmy T-matic, o czym zresztą pisałem nie raz. System ten pozwala śledzić na bieżąco naszą pozycję na stronie Gdzie Jesteśmy. Nie wiecie jednak że urządzenie od T-matic potrafi sporo więcej - w naszym wypadku możemy na bieżąco monitorować napięcie akumulatorów i Wy widzicie nasza aktualną prędkość, ale wersje montowane do ciężarówek i innych aut flotowych mogą zdalnie podawać informacje również o poziomie paliwa, aktualnym jego zużyciu, czasie jazdy i cała masę innych parametrów, niezbędnych dzisiejszym przedsiębiorstwom transportowym. Nowoczesność w domu i zagrodzie;-)



A teraz mamy dodatkową, dobrą wiadomość - T-matic wesprze nas również w naszej afrykańskiej podróży do Bamako - ich urządzenie jedzie z nami!!! Serdecznie dziękujemy za to, bardzo lubimy podawać naszą pozycję wszystkim zainteresowanym. 

Informacja dla naszych fanów - mimo że urządzenie nadaje pozycję samo z siebie, robi to poprzez sieć GSM. Do połowy Maroko powinniśmy stale być w zasięgu jakiejś sieci, ale kiedy dojedziemy do Sahary Zachodniej - może być różnie. Mauretania na pewno będzie miała mnóstwo białych plam zasięgowych. Będziemy wspomagać się Donosicielem Złombolowym (kilka innych załóg też) - obserwujcie więc naszą pozycję w obu systemach.

A dla T-matic raz jeszcze dzięki!

czwartek, 7 stycznia 2016

BB2016 - Skrzynia biegów

Długo się opierałem, ale trzeba było niestety zdjąć skrzynię biegów. A właściwie poprawnym sformułowaniem będzie - została zdjęta niepotrzebnie. Simmering w silniku, od strony sprzęgła okazał się w jak najlepszym porządku. Wyciek, a raczej delikatne pocenie jest chyba od uszczelki miski olejowej, tuż przy wyjściu wału właśnie. Skąd by jednak nie był, nie ma to już żadnego znaczenia, bo nie dam rady tego zrobić i tak musi zostać. Pociło się od samego początku to niech się dalej poci. Damy radę.


Mając jednak zdjętą skrzynię łatwiej mi było wymienić simmering flanszy do której przykręca się wał napędowy. Jest to element o oznaczeniu 48x65x10, jednak dokładnie taki był niedostępny i kupiłem 48x65x8. Wyszło to w sumie na dobre, bo flansza miała już wyślizgany rowek od simmeringu i nowy wypadłby w tym samym miejscu.

środa, 30 grudnia 2015

BB2016 - Duperele;-)

Ostatni roboczy dzień przy aucie w starym roku. Miała być wymiana pompy wtryskowej, ale sprawy się lekko skomplikowały i pompa będzie dopiero w poniedziałek po Nowym Roku. Ale dzień nie był stracony, co to to nie;-) 


Wczoraj zrobiłem stelaż łóżka do tylnej kabiny. Długo męczyłem się z koncepcją, żadna mi w sumie nie odpowiadała - wiedziałem że muszę jakoś podnieść podłogę z tyłu przed fotelami i wymyślić materac, który wraz z siedziskami foteli stworzy płaszczyznę do spania.

wtorek, 29 grudnia 2015

BB2016 - Snorkel

Jadąc autem w naprawdę daleki świat, musimy uwzględnić wykonanie obsługi auta i wymiany pewnych eksploatacyjnych elementów jeszcze w czasie trwania takiej wyprawy. Są to oleje i filtry, czasem jakiś pasek. O ile olej wystarcza na 10 000 km, to już z filtrami powietrza i paliwa nie jest tak słodko - ich zużycie zależy od jakości pobieranego powietrza i paliwa. Aby zatem nie wozić ze sobą wielkiego pudła z filtrami - stosuje się filtry wstępne których rolą jest podstawowe oczyszczenie paliwa i powietrza. Kwestie paliwowe rozwiązałem niedawno, instalując filtr mechaniczny, z odstojnikiem i separacją wody, teraz więc przyszła kolej na oczyszczenie atmosfery;-) 


Postanowiłem skonstruować snorkel, czyli przedłużenie układu dolotowego przed filtrem głównym i na jego szczycie dodać filtr cyklonowy z ciągnika. W sklepie 4x4 taki filtr potrafi kosztować nawet 400 zł, a w sklepie z gratami rolniczymi - 80-90 zł;-) Filtr cyklonowy

wtorek, 15 grudnia 2015

BB2016 - Nowy czujnik temperatury

Jak zapowiedziałem niedawno (no, jakieś półtora miesiąca temu), w tej notce - nadeszła pora na montaż nowoczesnego systemu pomiaru temperatury silnika. Cyfrowy odczyt jest precyzyjny, widzę temperaturę na bieżąco, a nie jak łaskawie drgnie wskazówka, no i mam programowalny alarm i obwód wykonawczy. Cud, miód i orzeszki:-)


Najpierw musiałem znaleźć miejsce na nowy czujnik. Okazało się że w obudowie termostatu jest specjalny nadlew, w którym wystarczy wykonać gustowny otwór i nagwintować.

BB2016 - Nowa pompa paliwa zamontowana!

Pilni i uważni czytelnicy znają dobrze moją walkę z układem paliwowym. Jest on dość starożytny i niestety jego najsłabszym ogniwem jest pompka wstępna. Z nieznanych przyczyn fabryka w Andrychowie, kiedy zdecydowała się na użycie pompy wtryskowej z firmy Motorpal - nie zastosowała od razu dedykowanej do niej pompki wstępnej, napędzanej wprost z wałka pompy wtryskowej. Skutek tej "oszczędności" jest taki że w roli pompki wstępnej występuje dość tandetna pompka membranowa, napędzana krzywką w osi napędzającej pompę wtryskową. Pompki te mają problemy z zaworkami, szczelnością, a jak dziurka zrobi się w membranie to olej z silnika trafia do paliwa, albo na odwrót. 

U mnie problemy z pompką zaczęły się objawiać niedostatkiem paliwa przy wyższych prędkościach. Nie wiadomo dlaczego, powyżej 70-80 km/h już po chwili stałem na poboczu z zapowietrzonym układem paliwowym. Wymiana pompki na nową niczego nie poprawiła, a do tego dostęp do jej wymiany i zabawa z odpowietrzaniem jest wysoce upierdliwa. Dlatego też postanowiłem zastosować u siebie pompkę elektryczną i zrobiłem to tuż przed Złombolem 2015. Użyłem pompki od gaźnikowca, taniej, o jakości adekwatnej do ceny - 55 zł i owa pompka padła po 5000 km. Ale to był pewien test. Po pierwsze bowiem okazało się że elektryczna pompa jest 100 razy lepsza od mechanicznej, a po drugie - staje się dodatkowym zabezpieczeniem antykradzieżowym.



Po powrocie ze Złombola skonsultowałem się z kolegą, który od lat jeździ na olejach roślinnych i ma specjalnie przystosowane do tego celu auto. Polecił mi pompę której sam używa od ok. 10-12 lat, kompletnie bez awarii.

czwartek, 3 grudnia 2015

BB2016 - Elektryka wymieniona

Instalacja elektryczna w Żuku to coś niesamowitego. Jest bardzo prosta, policzona na raptem parę żarówek, wskaźników, rozrusznik i świece żarowe. Przebudowując Żuka nie chciałem w nią ingerować, wolałem zrobić nową część po swojemu. I tak też uczyniłem, dobudowując spory kawałek nowej instalacji elektrycznej z własnym akumulatorem. Obie instalacje łączy tylko specjalny separator, którego zadaniem jest sterowanie ładowaniem drugiego akumulatora.

Nowa instalacja i osłony gniazd.

Niestety podczas prac z tyłu auta popełniłem jeden błąd, który zaowocował spaleniem instalacji do tylnych gniazd 12V i oświetlenia tylnej kabiny. Powodem był brak osłonięcia tylnej strony gniazd 12V dla pasażerów.

poniedziałek, 16 listopada 2015

Mamy wsparcie od ACR Systems

Polska firma ACR Systems, która produkuje nowoczesne, bardzo zaawansowane technicznie systemy do stabilizowania najróżniejszych kamer - zdecydowała o udostępnieniu nam jednego ze swoich produktów. Afrykańskie piaski filmować będziemy używając stabilizatora ACR Systems - The Plus, zapewniający idealną stabilność w każdych niemal warunkach. Będziemy zatem mogli biegać z naszą kamerą, a obraz pozostanie niewzruszony;-) Bardzo mnie to cieszy, bo niejeden materiał z podróży musiałem wywalić ze względu na nieakceptowalne drgania...




Serdecznie dziękujemy firmie ACR Systems za udzielone wsparcie. Obiecujemy solidnie się zmęczyć podczas korzystania z niego;-) A Wy, drodzy czytelnicy - dostaniecie fajny i STABILNY film;-) Ale to jak wrócimy z Afryki...



Info dla ciekawych:

Link do firmy - http://www.acr-sys.com/


środa, 4 listopada 2015

W poszukiwaniu map

W związku z przygotowywaniem się do afrykańskiej przygody - potrzebne nam były mapy. Dobre mapy, a nie to co oferuje Google;-) Niestety nie jest to taka prosta sprawa i to z kilku powodów. XXI wiek i taniejąca elektronika nauczyły wszystkich że najwygodniejsze są mapy cyfrowe, sprzężone z GPS w telefonie. Pobierane są bowiem tylko te fragmenty mapy których aktualnie potrzebujemy, a do tego możemy wybrać rodzaj mapy, a nawet zdjęcia satelitarne. Tego typu dane są niestety olbrzymie, a ich pobranie online kosztuje niemałe pieniądze w roamingu, na dodatek jak akurat jest zasięg;-) Z kolei pobranie ich do użytku offline nie zawsze jest możliwe, a nawet gdyby - ilość danych jest liczona nieraz w terabajtach...  Na deser mapa w telefonie/tablecie od razu mówi nam gdzie faktycznie jesteśmy;)

Przykładowy kawałek afrykańskiego wybrzeża.

Trzeba więc powrócić do korzeni i przypomnieć sobie jak to drzewiej bywało. Mapa z papieru, kompas i zgadywanie na podstawie uproszczonej "nawigacji zliczeniowej" gdzie aktualnie jesteśmy. No tak, ale skąd wziąć dobre mapy?

poniedziałek, 20 lipca 2015

Nie jest dobrze...

A nawet powiem że jest całkiem źle. Zbiór problemów do rozwiązania zamiast zmaleć - urósł monstrualnie, a czasu co raz mniej. Zacznę jednak po kolei. Wybraliśmy się na weekendowy Rajd na Camp 4x4 w Górach Świętokrzyskich, gdzie bywać bardzo polubiliśmy. Rajd zapowiadał się smakowicie i faktycznie tak było, ale podczas niego zaczął nam niedomagać pojazd. Pojawiały się problemy z mocą silnika, momentami wyraźnie jej brakowało. Auto się jednak nie poddawało i cały rajd ukończyliśmy. 


W czasie powrotu do Warszawy (do pokonania mieliśmy 170 km) doszło niestety do całkowitego zaniku mocy, zaraz za Radomiem. Wykupione w ubiegłym roku assistance w PZU wspaniale uratowało sprawę. Byłem zbyt zmęczony po rajdzie aby na poboczu bawić się w serwis, dlatego wykorzystałem ubezpieczenie. Laweta dostarczyła Le Żuka do warsztatu gdzie zazwyczaj nad nim pracuję i dzisiaj miałem wolne trzy godziny aby spróbować zdiagnozować problem. 

Na początek wstawiłem przeźroczysty przewód paliwowy pomiędzy filtr a pompę wtryskową. Auto po odpaleniu działa jak marzenie, zero duszenia, problemów z mocą itp. Zupełnie jakby się wczoraj nic nie wydarzyło. W przewodzie może pojedyncza banieczka powietrza raz na jakiś czas, więc całkiem ok. Przewód się nie zapada, nie widać też żeby brakowało paliwa. I tutaj niestety testy się zakończyły, bo okazało się że na dodatek cieknie płyn chłodniczy. Opadły mi ręce. Jakby problemów z hamulcami i silnikiem było mało (o hamulcach będzie dalej), to jeszcze to.


Winna okazała się zbrojona rura powietrzna między filtrem powietrza a kolektorem dolotowym. Tarła o górę chłodnicy i tarła, aż wykonała swoją pracę przepiłowując kawałek. Musiałem spuścić płyn i palnikiem zalutować chłodnicę - na szczęście dziurka nieduża i doskonale dostępna.


Potem zalałem układ płynem i zabrakło już czasu na testy drogowe bez pokrywy silnika. Chcę jutro pojeździć aż do solidnego rozgrzania silnika i zaobserwować czy w momencie kiedy pojawią się problemy - w przewodzie przezroczystym będzie paliwo, lub czy nie zacznie się on zapadać. Jeśli paliwo będzie poprawnie podawane - to niestety winna będzie raczej pompa wtryskowa. W opcji mam wykonanie najpierw wymiany pompy wstępnej na drugą sztukę i dopiero wykonanie testów, bowiem pompa wstępna to mój podejrzany nr 1 od samego początku jazdy Żukiem (wierni czytelnicy pamiętają post o kupowaniu Żuka, a jeśli ktoś jest ciekawy to może kliknąć tutaj).

Teraz o hamulcach. Od samego początku po założeniu hamulców tarczowych występował problem zanikania hamulca po wrzuceniu wstecznego (lub jedynki) - przy pierwszym hamowaniu po zmianie kierunku jazdy - trzeba było "napompować" hamulec. Było to nieco niewygodne i czasem niebezpieczne i mocno irytowało. Walczyłem z problemem długo, konsultowałem z mnóstwem ludzi i nikt nie umiał wskazać rozwiązania. Tymczasem w sobotę okazało się że nie tylko ja mam taki problem! Ma go każdy Żuk i Tarpan w którym pozostawiono oryginalną pompę hamulcową PHS-25-1. Co ciekawe - ta pompa stosowana była w pierwszych Lublinach i wszystko było ok. Z małym ale - otóż Lublin z tą pompą miał z przodu hamulce BĘBNOWE! Dlatego nie było problemu, bo układ był identyczny jak w Żuku. Sporo osób mówiło że powinno to działać bo pompa PHS była w Lublinach, ale właśnie nie wiedzieli (lub nie mówili) że nie stosowano jej do tarcz. Czeka mnie zatem jeszcze wymiana pompy hamulcowej i kilka poprawek w układzie których dokonałem szukając źródła problemu. 

Na koniec - sprawdźcie w swoich Andoriach czy przypadkiem rura powietrzna nie piłuje chłodnicy, a jak macie wstawione tarcze i oryginalną pompę Żukową - przyjrzyjcie się uważnie czy nie znika hamulec... Jeśli tak - dajcie znać.



piątek, 12 czerwca 2015

Pasmo nieustających sukcesów

Piątek przeznaczyłem tylko na drobne prace umilające życie, nie chciałem zaczynać nic poważnego przed jutrzejszym II Rajdem Żuka. Nie chciałem niespodzianki która mogła by uniemożliwić start. Dlatego skupiłem się na drobiazgach które mnie od dawna irytowały. 

Na pierwszy ogień poszła blacha na bagażniku dachowym. Niestety montując ją rok temu nie pomyślałem o gumowej izolacji akustycznej, przez co przy odsuniętym szyberdachu pojawiał się łoskot owej blachy uderzającej o rurki bagażnika. Dziś rozwierciłem wszystkie nity i zdjąłem blaszysko, a następnie pracowicie okleiłem taśmą 3M rurki bagażnika, oraz zastosowałem gumowe dystanse z kawałka rury. Następnie przynitowałem blachę na miejsce. Testy drogowe wykazały że był to doskonały ruch - jest cisza, można jechać z otwartym szybrem. 

Widać dystanse z gumowego węża

Kilka razy już pisałem po co jest ta blacha, ale napiszę raz jeszcze - ma ona dwa zadania - po pierwsze pozwala zostawiać auto z otwartym dachem, co znacząco ogranicza temperaturę wewnątrz, oraz powoduje powstanie tzw. dachu tropikalnego. Promieniowanie słoneczne nie grilluje bowiem bezpośrednio dachu, tylko wytraca ciepło na owej blasze, zbiorniku na wodę i "trumnie" bagażowej. W aucie nie ma ani jednego wiatraczka wewnątrz, zazwyczaj jedziemy z lekko tylko uchylonymi oknami i to całkowicie wystarcza (z racji hałasu szyber dotychczas był zamknięty podczas jazdy). Samochód dzięki owemu dachowi, oraz porządnej izolacji termicznej ścian nagrzewa się tylko przez szyby. 

Posprzątałem nieco maszynę, umyłem box dachowy który musiałem zdemontować do walki z blachą. Skontrolowałem też korek spustowy oleju z którym walczyłem wczoraj i jest sukces - nie cieknie. Zatankowałem wodę do zbiorników, paliwo do baku i maszyna na jutro gotowa. 

W poniedziałek nie planuję niczego, ale od wtorku ruszamy z kopyta - pompa hamulcowa i montaż drugiego zbiornika. Będzie roboty...



sobota, 18 października 2014

Obsługa codzienna auta

Wierni i uważni czytelnicy bloga pewnie pamiętają że o mały włos nie odpadło nam przednie koło podczas powrotu do kraju ze Złombola. Zaniedbaliśmy po prostu tzw. Obsługę Codzienną, czyli coś, co w autach z przed kilkudziesięciu lat było standardem i bezwzględną koniecznością. 

Na youtube znajduje się piękny, klasyczny wręcz film z instrukcją jak taką obsługę się wykonuje. Zatem dedykujemy go samym sobie, polecamy wszystkim Złombolowiczom i zapraszamy do oglądania;-) Niestety brak wersji HD...



Dzisiejsi kierowcy i ekolodzy zapewne dostaną zawału od niektórych rad zawartych w materiale, ale co tam;-) Nieco historii nie powinno zabić... 

poniedziałek, 29 września 2014

Le Żuk v. 2.0

Nadszedł czas aby zdradzić plany. Wiele osób czeka z niecierpliwością co też wymyśliłem - pora zaspokoić ciekawość.

Zapadła decyzja że powstanie nowa wersja naszej wyprawówki na bazie Żuka A07. Zbudowany w ciągu ośmiu miesięcy Le Żuk v. 1.0 okazał się strzałem w 9,5 (trzeba być obiektywnym;-) i dlatego powstanie jego udoskonalona wersja, w której wyeliminuję błędy konstruktorów z Lublina, oraz konstruktorów radzieckich, a także swoje własne - choć tych było najmniej;-) Funkcjonalność nadwozia jest bardzo wysoka i przebija wszelkie nowe konstrukcje pojemnością, przy stosunkowo szczupłych rozmiarach zewnętrznych. Ta cecha bardzo przydała się w Monaco i małych francuskich miasteczkach. Nieduże auto jest znacznie zwrotniejsze od wielkiego i ciężkiego campera, aczkolwiek z racji wysokości i tak jesteśmy łupieni na parkingach i autostradach jak za campera.

Na początek plany. Te zazwyczaj są szerokie, ale zobaczymy co się da zrealizować bez większych problemów. No i plany mieć trzeba szerokie, aby było z czego okrawać:-)

Operacja rozpocznie się od pozyskania dawcy narządów do transplantacji. Ofiarą będzie Isuzu Trooper z którego pochodzić będzie zawieszenie, napędy i prawdopodobnie jednostka napędowa. Dzięki tym organom uzyskamy opcjonalny napęd na 4 koła (nie podjąłem jeszcze decyzji czy jest potrzebny), nowoczesne zawieszenie i solidną moc, której brakowało nam w górach. Maszyna będzie szersza - koła nie będą już schowane pod podwoziem, poprawi to stabilność w zakrętach i koleinach. W opcji jest zawieszenie i napędy z Land Rovera.

Jeśli silnik z Isuzu nie spełni pokładanych w nim nadziei (cicha praca i sensowna moc) - wstawiony zostanie sześciocylindrowy turbodiesel z Mercedesa. W planach jest też automatyczna skrzynia biegów z racji mojego zamiłowania do świętego spokoju;-)

Podczas zabiegu podniesiona zostanie nieco buda Żuka, o jakieś 2-3 cale nad ramę. Pozwoli to zabudować w uzyskanej przestrzeni duży zbiornik paliwa (planowane jest jakieś 140-160 litrów), oraz ok. stulitrowy zbiornik wody gospodarczej. W zbiorniku wody wbudowana zostanie wężownica połączona elektrozaworem z układem chłodzenia silnika. Pozwoli to sprawnie wytracać temperaturę silnika na ciężkich podjazdach, oraz zapewni ciepły prysznic po podróży. W podwoziu zostanie też zabudowany schowek na różne części zapasowe i narzędzia, aby nie wozić ich w kabinie. Dzięki tym zabiegom uzyskamy nisko położony środek ciężkości. Jeśli nic się nie zmieni z zagospodarowaniem dachu - to obecnie znajdujący się tam bak od Lublina zostanie ponownie wykorzystany do tankowania paliwa - dodatkowe 85 litrów. Dzięki takiemu ruchowi będzie można tankować dużo tam gdzie tanio. Mając na pokładzie 220-230 litrów ropy będziemy w stanie zrobić ok. 2000 km bez tankowania. Przetankowywanie paliwa zrobię tak, aby dało się to robić podczas jazdy i aby najpierw opróżniany był dachowy zbiornik, dla poprawienia stabilności pojazdu..

Tak wygląda Żuk na napędach z Isuzu. Fotka zaprzyjaźnionego teamu Złombolowego

To są najważniejsze planowane zmiany. Poza nimi zostanie wykonana całkowicie od zera nowa instalacja elektryczna, według mojego projektu. Będzie zawierała tak jak obecnie dwa akumulatory z separatorem, ale inaczej podłączę poszczególne systemy do obu akumulatorów. Wbuduję też prostownik i wyjście 230V na zewnątrz jak w camperach. Dzięki temu będzie możliwe podłączanie auta do instalacji na polach campingowych. Zmieni się tez nieco deska rozdzielcza. Baza pozostanie, ale wykonam nowe płyty, muszę bowiem wstawić dodatkowe wskaźniki temperatury oleju, płynu chłodzącego, oraz wody w zbiorniku. Pojawi się też obrotomierz. Jeszcze na tą chwilę nie mam gotowego projektu nowych płyt, ale będę się starał za wszelką cenę pozostawić bez większych zmian lewą stronę z Żukowym prędkościomierzem.

Żuk otrzyma też niestandardowy centralny zamek. Irytujące było ciągłe obchodzenie go z kluczykami. Dlatego podczas robienia instalacji - wykonam sterowany pilotem zestaw solidnych rygli. Wewnątrz auta zostanie też obniżona gródź między kabinami, przednie fotele zamocuję na obrotnicach, dzięki czemu będzie można w środku zrobić salonkę. Wymyślę system podnoszenia z podłogi lub ściany prostego mechanizmu który pozwoli zrobić wówczas w aucie awaryjne spanie dla 2-3 osób. Przemyślę jeszcze opcję usunięcia jednego z tylnych foteli i zredukowania liczby podróżników do czterech osób. Pojawi się też schowek na cenne przedmioty - w dzisiejszych czasach wozi się laptopy, aparaty, komórki. Nie sposób zabrać wszystkiego ze sobą, kiedy zostawiamy auto. Ponadto na polach namiotowych też są różni ludzie - lepiej nie kusić.

Le Żuk zmieni się też zewnętrznie. Jego dół zostanie wzmocniony ryflowaną blachą aluminiową i być może pomalowany w całości, ale to jeszcze się zobaczy;-) Zyska dzięki temu większą odporność na ewentualne obcierki w różnych warunkach.

Mam nadzieję że całość operacji uda się wykonać do lipca 2015. We wrześniu 2015 wyruszymy nim na kolejną dużą wyprawę. Nie wiemy jeszcze na 100% gdzie, być może przyszłoroczny Złombol nieco "pokrzyżuje" nasze plany - wszystko wyklaruje się w okolicy Nowego Roku.

Tyle planów, zobaczymy co i jak uda się zrobić. Do stycznia/lutego Żuk odpoczywa w ciepłej hali (pomijając krótkie przejażdżki wokół komina;-)

niedziela, 28 września 2014

Powyjazdowe technikalia

Nasza podróż to już niestety historia. Tym niemniej konieczne staje się pewne techniczne podsumowanie wyprawy, być może nasze wnioski przydadzą się komuś, kto planuje swoją. Zacznę od zestawu wielu liczb;)

Przejechaliśmy w sumie 5497 km (pomiar wg GPS obsługiwanego przez Tmatic). Zajęło nam to dwa pełne tygodnie niemal co do godziny. Startowaliśmy i kończyliśmy z tego samego miejsca - France Automobiles Service przy Zagójskiej 7a w Warszawie. To tam bowiem powstał Le Żuk v. 1.0. Numerek sugeruje że coś się wydarzy, ale nie uprzedzajmy faktów.

Totalnie nie wiemy ile spaliliśmy ogólnie paliwa, bo nie chciało nam się prowadzić aż tak ścisłych notatek, dokonaliśmy tylko kalibracji licznika kilometrów wg wskazań GPS - przelicznik wyniósł 1,61. Stosując tenże przelicznik, spisywaliśmy czasem stan licznika kilometrów i wyliczaliśmy zużycie paliwa. Najniższe uzyskane to 8,8 l / 100 km - jazda autostradą z prędkością 65-75 km/h bo jechał za nami wolniejszy Żuk. Najwyższe zużycie to 12,5 l / 100 km - kiedy pędziliśmy przez Austrię stówką. Średnie zużycie oceniamy na jakieś 11 l / 100 km - co jak na ważące 2,5 tony auto jest wynikiem doskonałym.

Żuk spalił około jednego litra oleju na całej tej trasie. Jak na silnik o dość starej konstrukcji, a do tego pracujący podczas wyprawy w dość ekstremalny sposób - wynik uważamy za wręcz cudowny;-) Nie kopcił zupełnie, poza momentem rozruchu na zimno. Potem z rury nie wydobywały się kłęby dymu, ani nieprzyjemny zapach palonej ropy. Płynu chłodniczego dolaliśmy ok. 0,5 litra. Poza tymi drobiazgami - inne płyny dolewane nie były.

Najwyższa zanotowana prędkość to 113 km/h (według GPS), osiągnięta na płaskim odcinku autostrady. Bez problemu rozwijaliśmy przelotową na poziomie 90 km/h, a po regulacji luzu w układzie kierowniczym wzrosła ona do 100 km/h. Średnia prędkość przez Austrię wyniosła 92 km/h. Przypominamy że fabryka w Lublinie określała maksymalną prędkość dla Żuka z Andorią na 95 km/h. Faktem jest że sporo dała nam skrzynia z Lublina, ale podejrzewamy też że nasz silnik nie był składany w poniedziałek i ma nieco więcej niż seryjne 70 KM. Szukamy hamowni gdzie zmieści się na wysokość, bo bardzo chcemy to sprawdzić.



Najwyższe wzniesienie na jakie jednorazowo wjechaliśmy to górka niedaleko Arenzano we Włoszech. Na dystansie 950 metrów wznieśliśmy się z poziomu ok. 18 m npm, do 255 metrów. Nachylenie stoku wynosiło 18 stopni!



Najwyżej wjechaliśmy w Andorrze - na wysokość 2113 metrów. Całkowita suma podjazdów i zjazdów z tego dnia wyniosła 22483 metry pod górę i 22623 metry w dół! Średnia prędkość w górach oscylowała wokół 10 km/h.

Odwiedziliśmy dziewięć krajów, z czego ja sam po raz pierwszy sześć z nich. Reszta załogi różnie, ale każde z nas po raz pierwszy było w Andorrze.

Tyle liczb, a teraz nieco wniosków, konkluzji i sugestii;-) 

Na pewno zaprocentowało przygotowanie auta. Spisywało się bez zarzutu, nie zawiodło ani razu. Zawiedliśmy my sami, nie dokonując codziennych kontroli stanu auta - mogło nas to drogo kosztować - odkręciło się przednie koło. Na szczęście zdążyliśmy to wyłapać na czas, aczkolwiek uważam że zbyt późno. Felga raczej nadaje się tylko na zapas, wymienić trzeba też szpilki. Nauczka z tego płynąca to po pierwsze codzienna kontrola stanu dokręcenia kół (ważne przy takiej trasie), oraz w przypadku pojawienia się jakiegoś rezonansu - najpierw sprawdzić dokręcenie kół, a potem kombinować czy to może most, poduszki silnika, czy wał.


Niepotrzebny zupełnie okazał się prysznic na dachu. Spaliśmy na campingach gdzie ciepła woda była standardem, a jedyny camping na dziko wypadł w dość chłodny wieczór i nikt nie marzył o kąpieli w niezbyt ciepłej wodzie;-) W przypadku wyjazdu w południowe kierunki na terenie Europy - nie ma co go ze sobą zabierać. Nie znaczy to że się nie przyda oczywiście - po prostu nie przydał się nam, w tej wyprawie.

Zabrakło haczyków na ubrania w kabinie. Niby drobiazg, ale uciążliwy. Kilka bluz, polarów i innych części odzienia mogłoby wisieć, zamiast zajmować miejsce za fotelami. Ponadto zdecydowanie brakowało kilku podręcznych schowków z tyłu. Do dorobienia.

Nie przydały się zupełnie maszty i tarp do rozpinania w trybie obozowym - cały czas mieliśmy cień dawany przez drzewa, a deszczu w czasie obozowania nie było - stąd brak jego rozkładania. Gdybyśmy jednak mieli obozować gdzieś na dziko - byłby być może bardziej przydatny. Na pewno pojedzie na każdą inną wyprawę bo może się przydać, a jest dość uniwersalny.

Zmodyfikować musimy nieco wyposażenie campingowe - przyda się duży stół który łatwo się rozkłada. W czasie wyjazdu gdzie prawie codziennie składa się obóz nie mają zastosowania różne cuda campingowe typu polowa szafka kuchenna. Mieliśmy taką, ale nikomu nie chciało się jej rozkładać na jednodniowe obozy. Świetnie sprawdzała się natomiast na dłuższych postojach.


Znakomicie sprawdził się grill gazowy z Juli za 24 złote. To okrągła płyta metalowa kładziona na kuchence typu Camp Bistro. Pozwala natychmiast rozpocząć grillowanie mięsiwa, bez całego cyrku z rozpalaniem klasycznego grilla i dymem z niego. Co ważne - można jej użyć tam gdzie zwykłe grille są zakazane. Jedyną wadą jest zużycie gazu z puszek, ale coś za coś.



Czajnik Survival Kettle też okazał się nieoceniony. Tam gdzie pod dostatkiem było patyczków - gotowaliśmy w nim wodę. Gdzie patyczków brakowało - odrobina paliwa ZIP i papier z kartonów zapewniały wrzątek. Dzięki temu mogliśmy szaleć z grillem, bo oszczędzaliśmy gaz. Na zintegrowanej kuchence można było zaś spokojnie smażyć używając tego samego źródła ognia;-)



Spanie w hamakach to temat na całą opowieść. Generalnie budziliśmy się wyspani, bez odkrywania nowych ścięgien i mięśni. Żuk znakomicie sprawdził się w całej podróży jako jednostronna baza do podpięcia dwóch hamaków. Jedną noc spędziliśmy śpiąc między dwoma Żukami (z identycznymi bagażnikami), a jedną śpiąc tylko między drzewami. Pierwszych sześć nocy rozpinaliśmy tarp, bo pogoda była niepewna, ale wszystkie pozostałe spędzaliśmy bez ochrony przeciwdeszczowej.

Ponieważ jechaliśmy w pięć osób, a dwójka spała w hamakach - pozostała trójka nocowała w dużym namiocie Quechua z szybkim rozkładaniem. Był on nieco uciążliwy w transporcie bo zajmował sporo miejsca, ale dopracowaliśmy upychanie go pod dachem w bagażniku, a dzięki niemu codziennie oszczędzaliśmy ok. 10 Eur - bo ok. 5 Eur kosztowało średnio rozbicie jednego namiotu. Płaciliśmy więc za jeden a nie za trzy. Hamaki zupełnie wymykały się z opłaty i nikt nie żądał od nas kasy za ich rozwieszenie, nawet jeśli rozpięty nad nimi był tarp.

Nie udało nam się znaleźć załogi z którą dobrze podróżowało by się razem na całej trasie. Albo ich auto było za szybkie albo za wolne. Na pewnych odcinkach jechaliśmy z różnymi ekipami, ale najlepiej jechało się nam kiedy byliśmy sami i niezależni. Wówczas podejmowaliśmy różne szalone decyzje typu skok z Arenzano do Lloret de mar - 772 km, lub z Wenecji do domu - 1288 km.

Warto było zainwestować w nowe koła z ogumieniem. Wiele ekip miało problemy z kapciami, opony potrafiły eksplodować na trasie. U nas jedyne co trzeba było zrobić to eksperymentalnie dobrać ciśnienie w oponach. Z tyłu stanęło na 4,2 a z przodu na 2,8 atm. Przy takim ciśnieniu opony się praktycznie nie grzały i nie ulegały gwałtownemu zużyciu. Zdecydowanie w taką trasę nie wybralibyśmy się na słabych oponach wioząc bez sensu kilka zapasów. Mieliśmy dwa, nie przydał się żaden, w połowie drogi oddałem ten z podwozia innej załodze.

Dobrze sprawdziła się przetwornica 230V i przebudowana elektryka. Nie mieliśmy żadnych problemów z prądem, poza wywaleniem od czasu do czasu bezpiecznika automatycznego 15A na linii separatora. Był po prostu za słaby jak na lecące obciążenie. Zmienię go na większy i to wyeliminuje problem. Przydały się woltomierze cyfrowe, dzięki nim było cały czas widać czy system pracuje poprawnie.


Świetnie sprawdziła się nawigacja w tablecie, mimo że czasem próbowała wysłać nas w krzaki. Po oswojeniu się z jej narowami i głupimi pomysłami - bez problemu jechaliśmy przez Europę trafiając gdzie chcemy;-) Tablet był dobrze widoczny dla kierowcy i pilota, aczkolwiek brakowało lepszego odsłuchu komunikatów głosowych - był przygotowany głośnik obok głośnika od CB, ale niestety nie przewidziałem że wtyczka do tabletu jest zbyt długa i nie pozwoli go poprawnie umieścić w desce. Dlatego też kiedy słychać było że navi coś mamrocze - pilot i kierowca po prostu spoglądali na ekran i dociekali jaki manewr teraz wykonać;-)

Sprawdziło się znakomicie wygłuszenie maszyny. Pełne ściany poza izolacją akustyczną świetnie izolowały termicznie. W aucie nie było gorąco, słońce nie miało szans nagrzać go do absurdalnych temperatur, bo operowało tylko przez oszklenie. Warto było się pomęczyć z całą tą robotą - niepotrzebne były wiatraczki i inne cuda, w Żuku ciężko się było spocić;-)

Nie sprawdził się system audio. Mimo znakomitego dźwięku systemu i dobrego wyciszenia auta - nie dało się sensownie słuchać muzyki podczas jazdy. Owszem, słuchaliśmy, ale zawsze wtedy nie dało się już rozmawiać. Na postojach zaś delektowaliśmy się ciszą;-) Nic straconego jednak - jeszcze nadejdzie czas że słuchanie podczas jazdy będzie możliwe.

Po podsumowaniu całej imprezy zapadła decyzja o budowie Le Żuka v. 2.0. Już niebawem poznacie szczegóły;-)

poniedziałek, 8 września 2014

Mamy problem z hamulcami...

I nie wiemy tak do końca o co chodzi, ale podejrzeń jest cała horda. Jednakże po kolei. Po zmianie hamulców z przodu na tarczowe, wymieniliśmy też płyn ze starożytnego R-3 na nowoczesny DOT. W maszynie pozostała stara pompa hamulcowa, gdyż był to już tzw. nowy typ, oraz hamulce bębnowe z tyłu. I pojawił się drobny problem, który powoli zaczął narastać i teraz musimy go błyskiem zlokalizować i ubić.


Objaw jest następujący - auto jedzie sobie do przodu i hamować może setki razy - za każdym razem spokojnie można zblokować koła. Jednak kiedy się zatrzymamy i zasadzimy bieg wsteczny - pierwszego hamowania podczas cofania praktycznie nie ma w ok. 80-90% przypadków. Po prostu pedał wpada w podłogę jakby hamulce były zapowietrzone. Podpompowany staje się twardy i działa poprawnie dopóki nadal cofamy. Wrzucenie jedynki i ruszenie do przodu - znowu w 80-90% przypadków pedał wjeżdża w podłogę. Podpompowanie i jest ok do następnego wrzucenia wstecznego.



Podejrzana jest wstępnie pompa hamulcowa (nowa 150 zł lub zestaw naprawczy 16 zł) gdyż mogły w niej puścić uszczelnienia, oraz bardziej podejrzane są tylne bębny. Prawdopodobnie awarii uległa tzw. samoregulacja cylinderków hamulcowych i szczęki cofają się do pozycji spoczynkowej, a powinny tylko odrobinę odsunąć się od bębna. 

Dzisiaj niestety warunki nie pozwoliły na zajrzenie do wnętrza bębnów, jutro powinno się udać. Nie ma obaw że nie pojedziemy z tego powodu - choćbyśmy musieli zmienić pompę na nową i cylinderki też;-) Żuk będzie hamował i jechał;-)

Z dobrych wieści - jutro powinny też "zrobić się" półki do bagażnika. Będą dwie, obite wykładziną i zamocowane tak, aby dało się je szybko wyjąć kiedy są zbędne.

czwartek, 4 września 2014

Prysznic skończony

Nie byłem zadowolony z wykonanego ostatnio prysznica i postanowiłem dokonać w nim kilku zmian. Po pierwsze problematyczne było otwieranie zaworu w zbiorniku - brak miejsca i mała dźwignia. Dorobiłem z paska aluminium gustowną, większą dźwignię i jest zdecydowanie lepiej. Po drugie problemem okazały się wężyki prysznicowe - mają one mały przekrój wewnętrzny i bez solidnego ciśnienia wody - ledwo kapała. 

Teraz woda leci nawet do góry;-)

W Żuku nie ma jakieś pompy  z potworną mocą - jest pompka z układu chłodzenia, potrafi ona co najwyżej wspomóc przepływ wody, ale nie daje dużego ciśnienia. Zatem zapadła decyzja o rezygnacji z klasycznych węży prysznicowych i został zastosowany półcalowy wąż ogrodowy. Na jego końcach dałem szybkozłączki, dzięki czemu można go szybko rozwinąć i wpiąć. Do tego przerobiłem przewód zasilający pompę, dodając mu po drodze konektor typu T. Przewód jest teraz wypinany i chowany razem z wężem.



Cała ta operacja dała kilka korzyści (poza lepszym ciśnieniem wody podczas kąpieli) - mamy ok. 10 metrów węża, dzięki czemu kabinę można przestawiać w kolejne miejsca, aby nie zrobić kosmicznego błota w jednym, oraz wąż pozwala tankować wodę do zbiornika bez konieczności wchodzenia na górę i odkręcania pokrywy zbiornika. Po prostu podpinamy wąż do kranu i ładujemy do pełna;-) 


Na deser wykonaliśmy gustowne mocowanie do węża, aby się nie zaginał. Dwa krążki od drutu z migomatu, parę blachowkrętów i gotowe. Tylne drzwi zostały oklejone wykładziną, tylko na pasie pod krążkami. Niżej wykładzina wisi swobodnie, bo w drzwiach znajduje się schowek na siekierę i inne duperele obozowe. Dolna krawędź wykładziny będzie mocowana rzepem, ale na razie wisi swobodnie i nieco jest pognieciona. Ułoży się sama;-) Prysznic jest gotowy;-)

Info dla tych co twierdzili że 80 litrów wody zrobi problem na dachu - nie zauważyłem najmniejszej różnicy w prowadzeniu auta, jest stabilne, nic nie chlupie i nie próbuje się oderwać;-)

sobota, 16 sierpnia 2014

Nic się nie dzieje

Można by pomyśleć że tytuł jest prawdziwy, bo niewiele widać sukcesów, ale nie jest tak źle. Le Żuk nadal stoi na podnośniku z rozpiętym rozrządem, zdjętą pompą wtryskową i bez chłodnicy. Wszystkie jednak elementy układanki są już na miejscu i pozostało to i owo poskładać;-) Będzie dobrze...

Dzisiaj wraz z panem Januszem zaatakowaliśmy temat tunelu do chłodnicy. Problem z chłodzeniem w Żuku i Nysie pojawia się w korkach, bowiem wiatrak znajduje się za chłodnicą (stojąc przed autem) i ma powietrze ssać, przeciągając je przez chłodnicę. Dopóki auto jedzie - pęd sam wciska powietrze między lamele chłodnicy. Kiedy jednak stajemy w korku - wszystkim musi zająć się wentylator. Jest on mniejszy od powierzchni chłodnicy i ma tylko 4 łopatki (podobno wersje na Maroko i Egipt miały sześć), oraz niestety znajduje się jakieś 4-5 cm od chłodnicy. Powoduje to że powietrze nie przepływa przez chłodnicę w takiej ilości jaka jest konieczna i temperatura silnika niebezpiecznie rośnie. W krajach gorących to poważny problem i może skończyć się przegrzaniem i śmiercią silnika. 




Na forum polskiedostawczaki.pl kilku kolegów robiło tunele do chłodnicy, instalowane za nią. Powodują one ograniczenie dopływu powietrza z boku wiatraka i zmuszają je do przepływu przez chłodnicę. Pomysł prosty (stosowany w eksportowych wersjach) i łatwy stosunkowo do wykonania. Niestety wszystkie zdjęcia na wspomnianym forum obrazują tunel do wersji benzynowej, a ja mam diesla z Andorii. Stąd konieczność własnej konstrukcji. 

Wybór mieliśmy między blachą 0,5-0,6 mm, a laminatem z włókien szklanych. Z racji wygody i lenistwa stanęło na laminacie. Najpierw na chłodnicy odrysowałem białym flamastrem dokąd sięgają łopaty wiatraka. Później poszukaliśmy stosownie wielkiej "tulei". Ustawiliśmy ją na miejscu, z kartonu i mnóstwa taśmy zrobiliśmy formę, a na deser wszystko zostało pokryte tkaniną szklaną, przesycone żywicami i spokojnie stwardniało. 


W efekcie uzyskaliśmy bardzo gustowny przedmiot, który zapewni przepływ powietrza na poziomie niezbędnym do skutecznego chłodzenia silnika. Pozostało go oszlifować, poszpachlować, pomalować i zamontować. Być może wymagał będzie lekkiego skrócenia "komina", ale nie jest to problem. Tak więc na gorącą Hiszpanię jesteśmy gotowi - mamy czystą chłodnicę, tunel do poprawy jej przewietrzania, a w odwodzie jest jeszcze opcja puszczenia płynu chłodzącego przez przednie nagrzewnice i kiedy nawet i to zawiedzie - odpalę dodatkowy wentylator przed chłodnicą. Powinno dać radę;-) 

Na zakończenie dzisiejszego wpisu kilka drobiazgów:
  1. Złombolowy licznik zatrzymał się na 386 załogach. To absolutny rekord. Jeśli na starcie pojawią się prawie wszyscy - to będzie to imponujące zgromadzenie;-)
  2. Będziecie mogli śledzić na bieżąco naszą pozycję dzięki stronie http://gdzieonikurdesa.waw.pl/ - załoga to oczywiście Grzmiący Rydwan. Być może twórca aplikacji dorobi link bezpośredni do konkretnej załogi - jeśli tak się stanie - na pewno o tym poinformuję.
  3. Byłem wczoraj w Lublinie - ojczyźnie Żuka;-) Poniżej fotka fragmentu pewnej kamieniczki ze starego miasta - mnie urzekła i chyba nakleję ją gdzieś na Żuku;-)

poniedziałek, 21 lipca 2014

Panele do deski

Wiem, wielu marzyło o tym dniu. Ja też marzyłem i oto wreszcie się dokonuje na moich oczach, bo moimi rękami (i pana Janusza). Powstaje finalna wersja deski rozdzielczej wedle mego pomysłu. Jak pamiętacie cała deska (obudowa) wykonana jest z płyty MDF i sklejki (raz jeszcze specjalne podziękowania dla Krzysztofa za jej budowę), a panele czołowe wykonane są z dwumilimetrowego aluminium. 

Zgodnie z moim projektem deska podzielona jest na cztery moduły. Skrajny lewy ma być nawiązaniem do historii Żuka i jego początków - czyli prędkościomierz i zegarek rodem z Warszawy. Drugi moduł to panel przełączników klawiszowych sterujących większością funkcji w pojeździe. Moduł trzeci to dziesięciocalowy wyświetlacz nawigacji i centrum rozrywki. Czwarty zaś jest otwartym schowkiem na drobiazgi.


Cała obudowa została oklejona czarnym skajem, dzięki czemu nie będzie odbijać się w szybach, pisałem o tym zresztą ostatnio. Dzisiaj nadeszła chwila prawdy - cała deska została zamontowana na stałe w Żuku i solidnie przykręcona. Następnie zmierzyłem po raz ostatni to i owo i rozpocząłem wycinanki łowickie. Wyrzynarka z drobnym brzeszczotem sprawdziła się wyśmienicie - spokojnie wycięliśmy okrągłe otwory pod zegary, oraz prostokątny pod panel wskaźników. Pomiędzy zegarami znalazła się kontrolka ładowania która pozostanie oryginalna, bo poza świeceniem przez chwilę, zajmuje się też wzbudzaniem ładowania i nie jest łatwo się jej pozbyć;-) Po zastanowieniu dodam tam jeszcze jedną kontrolkę starego typu - od kierunkowskazów. Będzie bardziej symetrycznie.

Otwory wycięte, dziurki montażowe powiercone, śrubki wkręcone i zaszpachlowane. 

Zegary mają uszy z otworami do przykręcenia. Zastosowałem śruby z łbami stożkowymi, wpuściłem je w blachę, z drugiej zaś strony nałożyłem podkładkę sprężystą i nakrętkę. Potem śruby zostały zaszpachlowane i przeszlifowane. Kolejnym krokiem było oklejenie skajem który miał być jasno szary a okazał się beżowy;-)


Potem nastąpiło klasyczne smarowanie klejem, naciąganie i przyklejanie. Otwory powycinane, pozawijany skaj, dociśnięty specjalnym młoteczkiem. Wszystko idealnie pasuje. Płyta docelowo będzie przykręcona czterema ozdobnymi śrubami - otwory są wykonane, chwilowo skrywa je skaj. Poniżej kilka fotek uzyskanego efektu, aczkolwiek od razu mówię że na żywo wygląda to zdecydowanie lepiej.



Moduł z czterema wskaźnikami nie jest jeszcze przykręcony, dlatego widać że jest krzywo. Pod zieloną kontrolką znajdzie się druga - czerwona. Jutro wycinanie kolejnych paneli, ten pod przyciski będzie bardzo pracochłonny z racji wielu otworków i minimalnego marginesu błędu.

W Le Żuku został też dziś zainstalowany monitoring GPS z firmy T-matic, ale poza tym że jest już w aucie - nic więcej nie powiem;-) Po całej trasie będziemy mieć śliczny log z naszą trasą i prędkościami;-) Przy okazji odkryłem drobny błąd w instalacji elektrycznej separatora akumulatorów i go poprawiłem. Wszystko działa poprawnie.

czwartek, 17 lipca 2014

Deska "się robi"...

Dzisiaj dzień krótki, z racji różnych obowiązków służbowych. Przy Żuku udało się chwilę pomóżdżyć i dopracować koncepcję stolika rozkładanego z tyłu auta, nieco pokombinować nad montażem mieszka dźwigni zmiany biegów i oklejona została czarnym, matowym skajem deska rozdzielcza. 

Oklejanie deski nie było proste i nie zostało w sumie zakończone, bo trzeba jeszcze parę drobiazgów wykończyć, ale ogólnie sprawia bardzo miłe wrażenie optyczne i dotykowe. Początkowo pomiędzy deską a skajem miała się znaleźć jeszcze cienka gąbka, ale darowałem sobie dodatkowe komplikacje. 


Niezastąpiony okazał się klej Pattex Universal - idealnie pozwolił okleić deskę. Podobnie jak przy tapicerce - smarujemy oba klejone elementy, czekamy kilka minut i kleimy. Skaj fajnie się naciąga i daje ładną, gładką powierzchnię. Deska dzięki temu (i czarnemu kolorowi) nie będzie odbijać się w przedniej szybie.


Pozostaje teraz trasowanie otworów w płytach aluminiowych i mozolne wycinanie. Na szczęście podczas szykowania płyty do górnej półki odkryłem że idealnie wycina się otwory wyrzynarką z drobnym brzeszczotem, odpadnie mi więc rzeźbienie piłką włosową. Płyty po wycięciu - zostaną oklejone beżowym skajem i deska powinna prezentować się bardzo okazale. 

To były dobre wieści, a teraz złe. Czeka mnie wyjęcie skrzyni biegów i zawiezienie jej do naprawy. Niestety okazało się że są problemy z synchronizatorem 2 i 3 biegu i nie zaryzykuję wyprawy z taką skrzynią na koniec Europy. Tak więc minimum 400 zł pójdzie na naprawę. Szkoda, bo pan od którego kupowałem zarzekał się ze skrzynia po regeneracji, a wyszło jak zwykle. No nic, jedna wtopa w całym przedsięwzięciu i dziesiątkach zakupów może się zdarzyć. 

Wznowienie prac przy Żuku w najbliższy poniedziałek.  


wtorek, 15 lipca 2014

Zakupy i drobiazgi

Końca zakupów nie widać (no dobra, powoli widać;-). Przybyły dziś bowiem dwa ważne zakupy. Pierwszy to nieco uroczego skaju na solidnej podbudowie, w dwóch kolorach. Urocza matowa czerń, oraz coś co miało być jasnoszarym, a okazało się jasnym beżem. Nie ma co szat rozdzierać, beż też ładny;-) 


Ten beż, to zdaje się trzeci kolorek od góry. Jak będę już montował go w aucie to dam lepsze fotki (ta jest od producenta). Czarny skaj pokryje zewnętrzną stronę deski rozdzielczej, a ten jasny ma się znaleźć na froncie deski i froncie panelu na górnej półce. W sumie ma to dać miły dla oka i palców efekt dotyku materiału a nie twardej dechy;-) Cały skaj wraz z przesyłką to 77 zł.

Drugi dzisiejszy zakup to brakujące dwie opony. Żuk został od razu obuty w nie, bowiem wczoraj pan Janusz pomalował dwie ostatnie felgi na biało. Dziś w wulkanizacji zostało wszystko poskładane, a potem zainstalowane na aucie. Wygląda świetnie! Jutro tylko pomaluję napisy na biało, bo dziś brakło czasu. 


Dwie ostatnie opony dostałem z rabatem, dzięki czemu kosztowały tylko 560 zł za obie (plus 40 zł przesyłka), oraz 40 zł montaż. Jestem dumny z mego dzieła;-) Żuk stał się bardzo wygodną osobówką.

W piątek Marek podrzucił uszyty przez siebie specjalny mieszek do dźwigni zmiany biegów. Jutro jak wszystko pójdzie dobrze - zostanie on zainstalowany. Podwójna skóra, z warstwą dźwiękochłonną pomiędzy nimi. Powinien dać radę solidnie odizolować dźwięki silnika. Po montażu poczynię pomiary. 

W weekend okazało się że szyberdach cieknie - nie jest on fabrycznie szczelny tylko wymaga zrobienia odprowadzeń wody. Czeka mnie więc pomiar średnic rurek, zakup i montaż w słupki. Nic wielkiego, ale powinienem był to przewidzieć. Czeka mnie tez montaż nadmuchu na przednią szybę, bo oryginalny jet całkiem do bani (zapomniałem że to taki urok Żuka). Zastosuję jakąś solidną dmuchawę i większe nawiewy na podszybiu. Problem parowania podczas deszczu powinien dzięki temu zniknąć...


Ads