Translate this blog

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą blacharka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą blacharka. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 16 lipca 2015

Wieści z frontu

Zasadniczo to nie ma się kiedy  w zad podrapać - miało być mało roboty przy Żuku, a spiętrzyło się kilka spraw i czasu brakuje na wszystko. Staram się każdą wolną chwilę poświęcić na prace, ale nie zawsze się udaje.  Tym niemniej sporo jest już zrobione i poniżej raport sytuacyjny. 

Zrobione zostały definitywnie dwa baki. Zbiornik wstawiony, instalacja skonstruowana, przetestowana, baki dają się opróżniać do sucha niemal. Tankowanie do pełna to teraz ponad 500 zł;-) Został też wreszcie pomalowany lewy bok, tam gdzie znalazł się nowy wlew paliwa. Jutro mycie, polerowanie zielonego lakieru, który mocno zmatowiał w ciągu roku i można będzie naklejać nowe naklejki. 


Wyleciało nieco ubiegłorocznych darczyńców, ale świat próżni nie znosi i są nowi;-) Usunąłem też naklejki z numerami Złombolowymi, udało się zdjąć je bezboleśnie i bez uszkodzenia. Chcę oprawić je w ramy i może powieszę w firmie na ścianie. W końcu to powód do dumy. 

 
Rozwiązałem też bardzo irytujący problem przedziwnej wibracji na wolnych obrotach. Dźwięk przypominał nieco łopotanie wielkiego arkusza blachy i znikał po wyłączeniu świateł. Ten detal jednoznacznie wskazywał na problem z alternatorem. Po kontroli okazało się że podstawa alternatora uległa samoodkręceniu i tenże wisi tylko na śrubie regulacyjnej. Prawda niestety była gorsza - podstawa się nie odkręciła, tylko szlag trafił obie śruby które ją mocowały. Były to śruby klasy 8.8 a mimo to pękły obie - jedna ciut w otworze, druga na równo z blokiem. 


Jak widać na zdjęciu - miejsca praktycznie brak na manewry, obawiałem się konieczności wyjęcia silnika i rozwiercania otworów, ale na szczęście przy pomocy małej magii, małej wkrętarki, małego napieraka, małego wiertełka i małego wykrętaka - obie śruby poszły na współpracę i dały usunąć bez zniszczenia gwintu. Zamiast nich zastosowałem śruby klasy 10.9 - teraz muszą wytrzymać;-) Upierdliwe brzęczenie zniknęło...

Wymieniłem też elastyczne przewody hamulcowe przednich zacisków na wersję z oczkową końcówką. Nie mogłem nigdzie takich kupić gotowych, ale w pobliżu był zakład dorabiający dowolne cuda - 120 zł i po sprawie - dwa gotowe. 


Plany na najbliższą przyszłość - zrobić stolik na pokrywę silnika, dodać półkę w tylnej kabinie ze złączami USB i 12V, dodać oświetlenie robocze wokół auta, zmienić kilka drobiazgów w elektryce i z grubsza gotowe;-)

poniedziałek, 6 lipca 2015

Montujemy drugi zbiornik

Wreszcie udało się zrobić to co przyszło mi do głowy zimą, czyli powiększenie pojemności zbiornika paliwa. Planowałem pierwotnie dwa baki od Lublina, ale okazały się zbyt duże, aby dało się je wszczepić bez dzikich przeróbek. Dlatego też pomysł został zmodyfikowany o dodanie drugiego zbiornika Żukowego, co sumarycznie da 110 litrów pojemności, a to powinno zaowocować tankowaniem co ponad 1000 km (jak nie będziemy się ścigać po autostradach;-)

Zatem we czwartek nadeszła wiekopomna chwila - komplecik gratów do montażu drugiego zbiornika paliwa wkroczył do akcji. Składa się on z:

  • zbiornika paliwa od Żuka 
  • wyciętego wlewu z innego Żuka
  • czterech elektrozaworów paliwowych
  • wielu metrów węża paliwowego gumowego
  • dwóch przekaźników
  • przełącznika

Najpierw dokonaliśmy szeregu przymiarek, sprawdzeń, kombinacji i wyknuliśmy jak to zrobić już fizycznie, żeby było dobrze;-) Pierwotna koncepcja obrócenia zbiornika o 180 stopni została skasowana, bo nie zmieści się on tak ładnie jak chcieliśmy, a bardzo istotne jest aby cała ta przeróbka wyglądała na fabryczne wykonanie. To ważne przy przekraczaniu granic poza Unią Europejską, abyśmy nie musieli płacić cła za paliwo w dodatkowym zbiorniku. Ponadto zbiornik MUSI mieć wlew "za" zbiornikiem. Jeśli nie wiecie dlaczego - wyobraźcie sobie hamowanie z pełnym bakiem;-) Dlatego też montaż obróconego zbiornika definitywnie odpadł.

Drugi zbiornik został założony w tą samą stronę jak stary, a tylko przespawaliśmy rurę wlewową aby obróciła się na drugą stronę. Drugi wlew znalazł się przy tylnym kole, a więc tak jak po stronie prawej. Przy takiej przeróbce niezbędne jest dokupienie gumowej, olejoodpornej rury o fi=50mm - trzeba bowiem przedłużyć wlew paliwa.

Fotka pokazuje pierwotną koncepcję, gdzie zbiornik jest obrócony.

Zamontowany wlew, jeszcze przed szpachlowaniem i szlifowaniem

Z kątownika 30x30mm powstała ramka zbiornika, identyczna z fabryczną. Do niej dospawaliśmy zastrzał z ceownika i blachę osłaniającą górę zbiornika przed błotem i wodą z kół. Całość została ustawiona na wybranym miejscu i przyspawana do ramy auta. Dla testów powiesiłem na tym swoje 85 kg - zero wrażenia;-)



Elektrozawory zostały przymocowane do podłogi od dołu, połączone nowymi wężami gumowymi do trójników, a następnie do pompy paliwa. Stare przewody paliwowe ze stali zostały całkowicie usunięte z auta. Dzięki temu skróciła się droga do pompy i zniknęło sporo możliwości zapowietrzania się układu paliwowego. Ponadto elektrozawory paliwowe przy okazji wyeliminowały problem cofania paliwa do zbiornika (pompa nie zawsze jest w pełni szczelna), co znacząco ułatwia rozruch.

Komplecik montażowy. Brakuje tylko trójników. 

Pozostało wykonać kawałek instalacji elektrycznej do magicznego pstryczka, który będzie jednym ruchem przełączał zbiorniki i czujniki poziomu paliwa, dzięki czemu wskaźnik na desce pokaże poziom w aktualnie opróżnianym zbiorniku.

Tankowanie będzie wykonywane w zależności od stacji i jej warunków, albo na dwa dystrybutory, albo przełożymy wąż pod autem, albo po zatankowaniu jednego zbiornika - obrócimy samochód. Jakby ktoś chciał sobie sprokurować taki tuning, to schemat podłączeń jest bardzo prosty. Potrzebne są dwa przekaźniki, cztery zawory, jeden wyłącznik i dwa trójniki.

Stary zbiornik traktujemy jako "prawy" a nowy jako "lewy". Elektrozawory bez prądu są automatycznie zamknięte. Trzeba spowodować aby po przekręceniu kluczyka otwierały się te do prawego baku. Załatwia to przekaźnik który na zwartym (bez zasilania cewki) styku ma ten obwód zamknięty. Elektrozawory lewego zbiornika podłączamy do drugiego styku. Teraz dorabiamy pstryczek który będzie zasilał cewkę przekaźnika. Jak go przełączymy i prąd popłynie do cewki, to przekaźnik odłączy prawe zawory i załączy lewe. Analogicznie drugim przekaźnikiem załatwiamy w ten sam sposób sterowanie wskaźnikiem poziomu paliwa.

Wydech musiał zostać zmodyfikowany, bowiem drugi zbiornik zajął miejsce tłumika. Na szczęście w Żuku nie ma ABS, klimy i wielu innych rzeczy które zajmowały by miejsce pod autem. Wydech został więc poprowadzony prosto, od kolektora wydechowego, prawie do końca prawego baku i tam założyliśmy nowy tłumik. Problemem pewnym jest jeszcze przejście rury wydechowej przy resorze, bezkolizyjnie, aby nadal mogło jeździć drugie koło zapasowe w podłodze. Tymczasowo wydech kończy się przy moście - potestujemy i będziemy kombinować nad docelowym ustawieniem.

Pozostało jeszcze zatrzeć na gładko okolice nowego wlewu, nanieść podkład i polakierować na biało. Potem jeszcze kilka drobiazgów i maszyna będzie gotowa. Tymczasem już za niespełna dwa tygodnie Rajd w Górach Świętokrzyskich na który się szykujemy. Jakbyście chcieli - szczegóły tutaj;
http://www.camp4x4.swietokrzyskie.net.pl/imprezy-4x4/rajd-klasykow/ - zdecydowanie polecamy i zapraszamy.

wtorek, 24 czerwca 2014

Wznowienie prac

Wiem, tydzień bez newsów Żukowych ciągnął się Wam jak guma do żucia w paszczy tapira, ale uprzedzałem że będzie cisza;-) Spędziłem ten czas w podróży w świat, skąd przywiozłem kilka drobiazgów do Żuka, w tym dwa prawie nowe, solidne akumulatory. W sumie Żuk będzie miał 140 Ah pojemności, aczkolwiek korci mnie dodanie jeszcze jednego 70 Ah, co dało by w sumie 210 Ah. Zobaczymy co wymyślę;-)

Dzisiaj wznowiłem delikatnie prace przy maszynie i aby się dramatycznie nie przeciążyć po takiej przerwie - zrobiłem stopnie drabinki. Robota męcząca, dużo cięcia aluminium, dużo opiłowywania krawędzi. Nuda, koszmar po prostu, ale trzeba być twardym;-) Wystrugałem siedem blaszek, wygiąłem, zaokrągliłem krawędzie, a potem mozolnie wierciłem i nitowałem. 


Wyszło jak widać, mi się podoba;-) Może gdybym dysponował nożycami i giętarką zrobiłbym to nieco inaczej, ale miałem do dyspozycji diaxa, imadło i pilnik. Tak krawiec kraje jak mu materiał (i narzędzia) staje...


Zdecydowanie wygodniej wchodzi się teraz po drabince, ryflowana blacha eliminuje ryzyko poślizgu buta na krawędzi stopnia. Na szczęście drabinka nie jest przeznaczona do wchodzenia po niej co pięć minut;-) 

Jutro spotkanie Youngtimer Warsaw i przy okazji Złombolowy spocik. Tym razem Żuk nie powinien być już tak ignorowany przez oglądających jak na dotychczasowych spotkaniach, gdzie był zwykły, zmęczony życiem i brzydki. Teraz prezentuje się świetnie i jestem bardzo z niego dumny. Może nawet znajdzie się w oficjalnej galerii YTW - do tej pory trafiał tam wyłącznie jako przypadkowe tło dla innego auta;-)

środa, 11 czerwca 2014

Koniec lakierowania

Dziś Le Żuk został finalnie pomalowany. Jest gotowy od strony blacharsko-lakierniczej. pozostały jakieś drobne zaprawki pędzelkiem i malowanie dwóch felg, ale to już z górki. Prezentuje się bardzo ładnie - możecie ocenić sami na poniższych rycinach.


Po takim sukcesie błyskawicznie wskoczyłem w inne auto i udałem się do wulkanizatora w celu założenia nowych opon Malatesta Koala 195/80/R15, aby móc obuć Żuka w stosowne kapcie. Za całe 40 zł dwie opony zostały przyobleczone i wyważone. Wróciłem do maszyny i założyłem pierwsze koło na przód.


Wygląda świetnie, ale niestety nie mogło obejść się bez małej miny. Nie mogłem do tej pory przymierzyć felg 15 na przód, bo miały zbyt wielkie opony (pasowały tylko na tył). Dziś okazało się że felga od Suzuki obciera w dwóch miejscach. Jedno to górny punkt kotwiczenia piasty (można zeszlifować bez szkody), a drugie to drążek kierowniczy i tutaj pomaga lekkie odjechanie kołem na dystansie. Są dwie opcje teraz - albo po zmianie hamulców na tarczowe - faktycznie piasta lekko wyjeżdża na zewnątrz (mam takie info) i wówczas problem rozwiąże się sam, albo trzeba będzie podszlifować co trzeba i dorobić centymetrowy dystans. Tym niemniej  pasować musi. 

W związku z powyższymi atrakcjami - jutro pełne ciśnienie na hamulce (bo są wszystkie klocki już) i sprawdzamy sytuację. A jak dostanę info że wał gotowy - to może uda się zaliczyć jazdę próbną. 

Co by jednak nie mówić - moim zdaniem maszyna prezentuje się zacnie;-)




sobota, 7 czerwca 2014

Sobota w warsztacie

Plan na dziś zakładał montaż tylnych drzwi i skrzyni biegów. Punkt pierwszy zrealizowany w 100%, a drugi niestety nie - natrafiliśmy na kilka pułapek, które jutro musimy rozwiązać. Z montażu tego elementu powstanie specjalna notka, bogato ilustrowana fotkami. Dziś tylko fotka Le Żuka w miarę kompletnego i to koniec dzisiejszych rewolucji;-)


Na drzwiach wisi na sztukę koło Żukowe i nie jest przykręcony dekiel. Dekiel będzie jeszcze wzbogacony o światło STOP i naklejki ŻUK i logo FSC. Niebawem polerka lakieru i oklejamy reklamami darczyńców. A za niecałe 100 dni - ruszamy do Hiszpanii. 

I jak się teraz podoba Wam Le Żuk? ;-)

piątek, 6 czerwca 2014

Prawie pomalowany

Piątek - przedostatni dzień roboczy w tym tygodniu. Sukcesów całe wiadro. Po pierwsze kupiłem halogeny dalekosiężne na dach - dwa komplety w sumie za 150 zł. Po drugie zamówiłem tarcze, klocki i osłony tarcz za 290 zł. Po trzecie kupiłem spinki, łożysko i uszczelniacz za 55 zł. Po czwarte Żuk został oszlifowany z lewej strony, wydarłem szlifierką korozję pod lakierem do żywej blachy miejscami. Po piąte zmatowiony został tył i kawałeczek prawego boku. Po szóste pomalowane zostało wszystko podkładem. Po siódme prawa strona i tył polakierowane są na gotowo. Jutro zakładamy drzwi tylne i będzie pięknie. 

Nie będę się dziś rozpisywał bo jestem mocno zmęczony, ale i dumny z wykonanego zakresu robót. W tak zwanych międzyczasach zrobiłem jeszcze szlifowanie i czyszczenie ostatnich dwóch felg, oraz pomalowałem je od środka antykorozyjnie. Przygotowałem też zestaw montażowy skrzyni biegów od Lublina, ale to będzie osobno opisane z fotkami "dla opornych" ;-)

Popatrzcie sobie na świeże fotki postępów pracy a ja idę odpoczywać. 







czwartek, 5 czerwca 2014

Nowy darczyńca i trochę pracy

Dziś sprzedałem przedostatnią powierzchnię reklamową na Le Żuku i to tą największą. Cały lewy bok należy do międzynarodowej firmy zajmującej się standardyzacją i normami ISO - BSI. Naklejka już niebawem, jak tylko Żuk zostanie pomalowany (co nastąpić ma w okolicach wtorku) i wyschnie;-)

Poza takim sukcesem - nieco wydatków. Lampki podświetlenia tablicy rejestracyjnej - 35 zł bo dwie i do tego LED. Trzy puszki szpachli i folia malarska - 55 zł. W międzyczasie parę zabiegów okołooponiarskich za 25 zł. 

A sukcesów roboczych się dziś nie spodziewajcie bo wielu nie było, z braku czasu. Uzbrojone zostały na gotowo tylne drzwi. Uszczelka po starannym myciu i czyszczeniu objęła szybę z naklejoną bardzo ciemną folią i została wstawiona na miejsce. Przykręciliśmy drabinkę i uchwyt koła zapasowego. Wszystko porządnie, na gumowych podkładkach. Całość wygląda rewelacyjnie i nie mogę się doczekać żeby zobaczyć to na Żuku;-)


Otwory po pierwotnym montażu uchwytu zostały zaślepione gustownymi zaślepkami, a jeden z nich zostanie wykorzystany do przeprowadzenia przewodu do światła STOP, które znajdzie się na dekielku osłaniającym koło zapasowe. Na stopniach drabinki znajdą się zaś wzmocnienia stopni, wykonane z ryflowanej blachy aluminiowej. Całość będzie wyglądać po prostu zajebiście;-)

Na koniec znowu wlazłem pod Żuka ze szczotą drucianą i sprężonym powietrzem na przewodzie i pracowicie usuwałem ziemię i piach z podwozia. Kolejny kilogram mniej i widzę że już mało zostało;-) Na deser spryskałem ponownie śruby odrdzewiaczem penetrującym i w sobotę zobaczy się czy będą miały ochotę się odkręcić...


Na zakończenie fotka z projektem oklejenia przez jednego z darczyńców. 

środa, 4 czerwca 2014

Lakierek i papierek (ścierny)...

Dzisiaj nieco wcześniej wpadłem popracować przy Le Żuku. Roboty bowiem powoli raczej przybywa niż ubywa, a za miesiąc z hakiem ma wyjechać gotowy;-) Tylne drzwi dostały dziś finalną polerkę podkładu i pan Janusz pomalował je na biało. W tym czasie ja wstawiłem maszynę na podnośnik i zająłem się oczyszczaniem podwozia. Odzyskałem ładnych parę kilogramów masy własnej - w sumie jakieś 8 szufelek z czubem;-) Zresztą obraz wart tysiąca słów, więc popatrzcie sami. 


Od razu widać że maszyna ganiała po preriach Wielkopolski. Gdybym nie wiedział do czego był używany - przysiągłbym że ktoś nim rajdy przeprawowe zaliczał;-) Gdzie od dołu nie stuknąłem szczotką, lub długim śrubokrętem - tam odpadały kawały ziemi. Żyznej;-) Pamiętajcie że to nie jest pierwsze czyszczenie dołu, ale po raz pierwszy z podnośnika;-) Nic to, maszyna była pracująca - miała prawo być oblepiona gruntem. Teraz ma być czysta;-)

Podczas badania na podnośniku sprawdziliśmy trochę rzeczy, napryskałem odrdzewiaczem na wszystkie widoczne śruby, zdjąłem też nadkola z lewej strony. Tutaj pojawia się pierwszy problem - wie ktoś gdzie można kupić nowe nadkola do Żuka? Stare są niestety zmęczone życiem i spękane, ale jak nie będzie innego wyjścia to wrócą na miejsce. 

Poniżej parę fotek podwozia, darujcie sobie informacje o wyciekach, ślepy nie jestem, a z Żuka musi się lać, bo to świadczy o obecności smarowidła w smarowanym podzespole;-)




Kolejny krok to klepanie lewego tylnego narożnika, który był nieco wgnieciony, ale nie był to problem którego duży młot i szpachla nie załatwią. Na koniec doznań z dołu auta, przełożyłem tylne prawe koło, bo muszę zawieźć je na zdjęcie opony i przygotować dwie ostatnie felgi do lakierowania. 

Zająłem się szlifowaniem drabinki i uchwytu do koła, bowiem dziś jeszcze miały dostać czarny lakier. Zajęło to trochę czasu, ale się udało i właśnie sobie schną. 


Bardzo jestem zadowolony z tylnych drzwi, prezentują się bowiem wręcz zjawiskowo. Równe, błyszczące i otwierane na bok;-)


Fotka boczna na smaczek - chciałem abyście zobaczyli jak wyglądać będą koła po lakierowaniu i jak to skomponuje się z resztą auta. Moim zdaniem pomysł był trafiony w dziesiątkę. Aż korci mnie pomalowanie tego zielonego na czarno;-)

Na koniec dnia zrobiłem jeszcze kilka niewidocznych drobiazgów i zakończyłem działania na dziś. Jutro ciąg dalszy szlifowania do lakieru - tym razem tylna część nadwozia i lewy bok. W sobotę jeśli nic nie stanie na przeszkodzie - Żuk powinien być cudnie biały;-) No i nie mieć skrzyni biegów...

P.S. Przyjechała dzisiaj nowa dodatkowa lampka STOP - na diodach LED. Ładna, zgrabna, muszę tylko wymyślić gdzie ją zamocować. Koszt - 35 zł. 



wtorek, 3 czerwca 2014

Szalony wtorek

Od rana miałem dziś taki dzień, że tylko przemarszu wojsk radzieckich brakło do kompletu doznań. Najpierw wyprawa po akcesoria lakiernicze i sam lakier, oczywiście biały z palety Citroena. Dokładnie 280 zł poszło. Po drodze podjechałem przełożyć jedną z opon na polakierowaną felgę - pojedzie ona jako zapas na tylnych drzwiach - 20 zł za przekładkę i wyważenie. Później wyprawa po deskę rozdzielczą pod Żyrardów. Nie było to łatwe z racji rozkopanej gdzie tylko się da Warszawy, kosmicznych korków z powodu deszczu, wspomaganych wizytą Barracka Obamy. W sumie przez jeden spieprzony objazd straciłem dodatkowe 30 minut. No ale jakoś się udało i z dechą wróciłem do auta. 




Decha pasuje idealnie, muszę tylko dokonać paru drobnych podcięć i przygotować mocowanie na stałe. Krzysztof wykonał świetną robotę, za co serdecznie raz jeszcze dziękuję. 

W międzyczasie zmieniła mi się nieco koncepcja i panel przycisków z Lublina został "wycięty" z planów. Każdy przełącznik zostanie osadzony osobno w specjalnej ramce, których kupiłem całych 14 sztuk za 60 zł. Trochę upierdliwe będzie wycinanie, ale może dam to jakiejś firmie która tnie aluminium laserem lub wodą (ktoś zna taką w Warszawie? dobra i tania potrzebna;-). Moduł z Mercedesa A w którym jest uchwyt na kubek i płyty CD zostanie zainstalowany pod deską rozdzielczą. Tak będzie prościej i estetyczniej. 

W czasie kiedy wojażowałem i zwoziłem niezbędne akcesoria - pan Janusz skończył szykowanie tylnych drzwi i pokrył je podkładem. Jutro dostaną biały lakier i będzie można je niebawem wyposażyć w szybę, oraz okleić wykładziną. A potem zainstalujemy je na Le Żuku (już pomalowanym). 

Po przymiarkach deski zająłem się drabinką, bowiem przybył gaz do spawarki. Wzmocniłem pozostałe szczeble i oszlifowałem spawy. Pozostaje je lekko wyszpachlować i drabinka idzie do malowania na czarno. Ja zaś wycinam do niej nowe pokrycia stopni z ryflowanej blachy aluminiowej, które zostaną przynitowane do szczebli. Dzięki temu drabinka przestanie przypominać stojak na CD którym w istocie jest;-)


Zabrakło mi czasu na przełożenie koła, aby móc zdjąć oponę z ostatniej felgi od Suzuki. Muszę to zrobić i przygotować obie felgi do malowania, bo zostały już tylko te dwie i dostaną lakier przy okazji malowania tylnych drzwi i lewego boku. 


Biała felga wygląda bardzo ładnie i efektownie, kiedy jeszcze opona będzie ładnie wyszorowana i czarna - miło będzie popatrzeć. Jedzie do mnie zamówiony dekiel koła zapasowego od Suzuki Vitara. Przejdzie proces malowania na biało i dostanie logo FSC, albo gustowny napis Żuk;-)

Jutro dzień ciężki i pracowity, czyli szlifowanie i lakierowanie, a w wolnej chwili zacznę szykować panele do deski rozdzielczej. Już niebawem będzie gotowa;-)

poniedziałek, 2 czerwca 2014

Drabinka i kolejni darczyńcy

Dzisiaj zaczynam od końca tytułu, czyli od darczyńców. Kolejny kawałek miejsca na Le Żuku kupił portal Francuskie.pl - Dziennik Motoryzacji Francuskiej. Cieszy mnie to niezmiernie, oraz nieco bawi - bowiem na Żuku pojedzie całkiem sporo reklam francuskiej motoryzacji, gdyż również Klub Cytrynki (czyli Citroena), którego jestem współtwórcą, wpłacił kasę na dzieci i jego logo znajdzie się w sumie na trzech autach Złombolowych. 



Po takich porannych sukcesach z radością zaatakowałem Żuka;-) Plan na dziś był dość ambitny, ale pokonał go brak gazu do spawarki - skończył się złośliwie w połowie dnia. Tym niemniej udało się pare pierdół zrobić. Tylne drzwi zostały przygotowane do malowania podkładem (prawie), a ja wykonałem drabinkę do bagażnika. Nie całą, z racji braku gazu, ale ogólny zarys jest gotowy, pozostaje spawanie i malowanie.

Od tego się zaczęło:


Są to dwa uchwyty na płyty CD/DVD mocowane do ściany, zakupione daaaawno temu w IKEA do pewnej koncepcji. Nawet przez 4 dni posłużyły zgodnie z przeznaczeniem, ale potem się koncepcja zmieniła i wylądowały w schowku. Kosztowały jak pamiętam jakieś 20 zł sztuka, ale nie widzę ich już w ofercie.

Początkowo nieco obawiałem się czy to ustrojstwo zniesie moje prawie 90 kg, ale po oparciu o ścianę i wykonaniu serii podskoków - obawy minęły. Dla pewności jednak postanowiłem wzmocnić szczebelki spawami (gdyby nie skończył się gaz to...). Po obliczeniu pożądanej długości drabinki - cięcie jednej z nich i spawanie (gaz jeszcze był).


Tak wygląda drabinka zespawana. W miejscu łączenia jest lekko pod kątem, bo tył Żuka też jest ukośny. Drabinka jest bardzo lekka, bo wykonana z cienkościennych profili stalowych, a jednocześnie zaskakująco solidna. Jest dość długa, aby wygodnie było na nią wchodzić, bez konieczności zadzierania nogi metr w górę. 

Wymyślone przez nas mocowanie składa się z ceownika zakładanego na górę drzwi, do którego przyspawane będą ukośne wąsy mocujące drabinkę. Pośrodku drabinki pozostanie podpórka (bez przykręcania do drzwi), a na dole mocowanie na dwie śruby do blachy ze wspawanym od tyłu profilem wzmacniającym, aby blacha drzwi się nie gięła i odkształcała. Jutro przybędzie świeża butla z gazem i dokończę spawanie, oraz być może uda się doszlifować drzwi i pomalować podkładem.

W czasie weekendu przemyślałem też koło na tylnych drzwiach i podjąłem decyzję o przesunięciu go o 10 cm w prawo. Stare otwory pozostawię zaślepione specjalnymi kołeczkami, dzięki czemu w razie zmiany koncepcji będę mógł ponownie założyć koło bliżej lewego boku. Zmiana powoduje że koło lepiej komponuje się optycznie;-) Zresztą możecie ocenić sami. 


Docelowe opony będą miały rozmiar 195/80/R15 i nieco mniej agresywny bieżnik niż to cacko;-) Jak będziecie klikać w guglowe reklamy na tym blogu to może na jedną oponę zarobię;-) A potrzeba czterech, po 320 zł sztuka;-)

W międzyczasie robi się deska rozdzielcza. Znaczy sama nie, pracuje nad tym Krzysztof i świetnie mu idzie. W końcu jest zawodowym stolarzem i do tego zręcznym. Popatrzcie sami na fotki poniżej.



Pomalowana, zabezpieczona, za dwa dni znajdzie się w Le Żuku;-) I będzie kolejna praca, pt. wykonanie paneli z aluminium i prace tapicerskie;-) Jakoś dam radę;-)

sobota, 31 maja 2014

Garażowe rewolucje

Zabawny zbieg okoliczności - 100 wpisów na blogu i 104 dni do Złombola - czyli niecałe 4 miesiące. Z kolei 4 miesiące trwa już walka o przebudowanie Żuka na wygodną wyprawówkę. Dzień w dzień niemal coś się tnie, skręca, montuje i maluje. W międzyczasie Żuk wykonuje drobne jazdy tu i ówdzie, jak akurat jest poskładany i kompletny;-) 

Określony został termin zakończenia głównych prac - ma to nastąpić do 15.07, później ewentualne drobne ulepszenia, nie wymagające już prucia wielu detali, czyli zapewne skupię się na desce rozdzielczej i duperelkach w elektryce.

Sobotnie prace skoncentrowane były nadal na tylnych drzwiach. Przybył zakupiony uchwyt koła zapasowego (35 zł) od Suzuki Jimny. Pasuje prawie jakby stąd był - trzeba było tylko wybrać miejsce montażu i dospawać do niego tulejki dystansowe, bo tylne drzwi w Żuku gładkie nie są;-) Starałem się umieścić uchwyt maksymalnie blisko zawiasów, aby ramię z obciążeniem było jak najkrótsze, oraz na tyle daleko od zawiasów, aby koło po otwarciu drzwi nie uderzało w tylne lampy. Ostatni istotny parametr to odsłonięta tylna szyba.


Po wyznaczeniu miejsca - nawierciłem otwory montażowe i wykonaliśmy serię sprawdzeń pozycji i kąta koła. W ten sposób ustaliliśmy jakie dać tulejki dystansowe, aby było miło i ładnie;-) Później to już festiwal cięcia, wiercenia i spawania. W drzwi wspawałem dwa profile zamknięte na których wisi cała konstrukcja koła. Po całkowitym skręceniu uchwytu z drzwiami - jest to stabilne jak skała - zero ruchu w którąkolwiek stronę. Dolny profil przyspawany jest od wewnątrz również do zawiasu, dzięki czemu przenosi obciążenie wprost na zawias.
 



Na kolejnych fotkach ładnie widać całą konstrukcję - profile przyspawane są również do pionowego kątownika który wzmacnia drzwi fabrycznie, oraz oczywiście punktowo poprzez poszycie zewnętrzne. Całość pozwala spokojnie powiesić słonia. 



Tak wygląda koło na tylnych drzwiach;-) Siłownik powoduje że otwierają się leciutko, nie czuć na nich ciężaru koła, dziecko sobie z otwarciem poradzi. Zobaczę jeszcze jak sprawdzi się siłownik elektryczny, ale ten zwykły jest całkiem ok. 

W czasie kiedy uprawiałem moje ulubione ostatnio czynności czyli cięcie, gięcie i spawanie - pan Janusz produkował się nad oszlifowanymi przeze mnie wczoraj felgami. Trzy sztuki były przygotowane do malowania (dwie są na aucie jeszcze) i dostały najpierw solidny podkład, a potem tą śnieżną biel jak na dole auta. Wyglądają fantastycznie. Teraz muszę kupić opony, założyć na zrobione felgi i zdjąć dwie ostatnie do malowania. 


Plany na najbliższy tydzień - blacharka do skończenia. To jest teraz najważniejsze. Mając pomalowane to wszystko co jeszcze do pomalowania zostało - można spolerować i odświeżyć resztę zielonego lakieru i umieścić reklamy obecnych darczyńców. 

I to by było na tyle w tym tygodniu...

Ads