Translate this blog

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podróż. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podróż. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 10 marca 2016

I po wszystkim

Zupełnie zapomnieliśmy że świat tak pędzi. Spędziliśmy prawie sześć tygodni w Żuku, przemierzyliśmy kawał świata i powrót do codzienności jest bardzo trudny. Dzisiaj na ten przykład przypomniałem sobie o tym blogu;-) Dawno nic się nie pojawiło, na szczęście dałem info że na FB będą świeże informacje, bo ktoś mógłby pomyśleć że nas Afryka pochłonęła;-)

Żyjemy, mamy się dobrze, pokonaliśmy całą trasę bez większej awarii, Żuk zniósł to nie najgorzej, ale aktualnie wymaga sporo prac naprawczych - po prostu pewne elementy się zużyły i trzeba je wymienić. Plan jest taki, żeby na przełomie września i października pojechać nim na kolejny, tym razem jubileuszowy Złombol. Czy się uda? Jeszcze niestety nie wiem - ten rok jest bardzo dziwny i trudny, ale zrobimy wszystko żeby znowu być na trasie. 

Po podróży powstały też oczywiście nowe plany. Mają nadany status "do zrealizowania", więc trzeba je uwzględniać w przygotowaniach. Na razie głośno nie mówię o nich, ale będzie bardzo ciekawie.


W wolnej chwili zrobiłem trailer filmu z naszymi afrykańskimi przygodami, wersja "pełnometrażowa" robi się powoli i może niebawem ujrzy światło dzienne. Piszę też relację z całej wyprawy i powoli mi z tego książka wychodzi - zobaczymy jaki będzie efekt;-)


niedziela, 10 stycznia 2016

BB2016 - No to pora ruszać

Rajd Budapeszt-Bamako 2016 startuje za pięć dni. Dla nas tak naprawdę za trzy, bowiem we środę wieczorem ruszymy do Budapesztu. Tak całkiem naprawdę zaczął się rok temu, kiedy po raz pierwszy o nim usłyszałem i uparłem się że pojedziemy. Wychodzi przy tym na to, że miałem rację mówiąc "W tym roku, koniecznie, nie ma na co czekać". Więcej bowiem razy się nie odbędzie w dotychczasowym kształcie. Poinformował o tym zupełnie niedawno jego twórca. Będą inne, nowe projekty, ale tradycyjnego BB już nie. I dlatego dodatkowo jestem zadowolony że zdążyliśmy jako załoga, rzutem na taśmę, wziąć w nim udział.  

Mieszkanie zawalone jest zeszytami, kredkami, linijkami, malowankami, książkami po francusku, kartonami, taśmą i folią. Pakujemy sporo rzeczy w pudełka, aby jak najlepiej wykorzystać przestrzeń w aucie jaką dysponujemy. Na szczęście wszystkie te rzeczy znajdą się w sumie w czterech autach:


nasz Żuk


Polonez Truck

Tarpan



Peugeot 505 Dangel


Przetransportujemy zebrane rzeczy, a jest tego pół tony, wprost do potrzebujących. Nie oddamy ich żadnym pośrednikom, dowieziemy bezpośrednio do szkół i misji. Zależy nam na tym żeby wysiłek włożony w ich zebranie - został jak najlepiej spożytkowany. To nasz cel.

niedziela, 6 grudnia 2015

BB2016 - Geografia i kilometry...

Dzisiejsza notka trochę inna niż zazwyczaj. Edukacyjna teoretycznie, może nieco chaotyczna, ale bardzo ważna. Ważna, bo uzmysłowi Wam jak bardzo macie zdeformowane przez szkołę wyobrażenie tego, jak wygląda naprawdę świat. A zrobię to matematycznie, a zarazem prosto. 

Zacznę od zdradzenia sekretu - Ziemia nie jest płaska. To kula, do tego złośliwie spłaszczona od strony swoich biegunów. Przez taki kształt, jedynym prawdziwym i poprawnym odwzorowaniem jej powierzchni jest globus (też spłaszczony) a nie mapa. Szczególnie jeśli chodzi o mapy kontynentów, lub całego świata. 



Każdy kto na geografii nie spał - pamięta pewnie podobny rysunek. To mapa świata, zdjęta z globusa. Jeśli macie odrobinę wyobraźni przestrzennej - to rozumiecie że aby przełożyć powyższy obraz na dobrze znane nam mapy - trzeba gdzieś oszukać widza i ukryć białe "trójkąty".

piątek, 23 października 2015

Druga część filmu

Trochę to potrwało, bo materiału w sumie jakieś 400 GB, a z pomysłem na montaż ciężko;-) Szło mi jak po grudzie, nie mogłem się zebrać, ale jakoś w kilka dni udało się złożyć gotowy plik. Kilka ostatnich szlifów i oto gotowy film ujrzał światło dzienne. Nie jest może doskonały, w końcu jestem tylko amatorem, ale to film z naszej przygody i jej klimat miał oddać jak najlepiej. Mam nadzieję że ten cel został osiągnięty. Zapraszam do obejrzenia.



piątek, 16 października 2015

BB2016 - audycja o nas w PR24

Jak to przypadek rządzi światem - niesamowite po prostu. Nie wierzycie? To czytajcie;-)

 Niedawno był mecz Polska-Szkocja, w Glasgow (a rok temu był w Warszawie;-). Pojechało na niego oczywiście mnóstwo kibiców, oraz komentatorzy sportowi. Jednym z nich był Pan Tomasz Zimoch, który wsiadł do taksówki naszego załoganta - Krzyśka. Ten zaś, gaduła niewyjęta (jak spora część taksówkarzy;-) zainteresował swojego klienta rajdem Budapeszt-Bamako, w którym przecież z nami jedzie. I tak już poleciało - kilka telefonów i wczoraj wieczorem Grzmiący Rydwan stawił się w jednej osobie (mojej) w studiu Polskiego Radia. 


Wyszło z tego bardzo ciekawe spotkanie, opowiedziałem słuchaczom (i prowadzącemu;-) o tym, czym jest rajd Budapeszt-Bamako, przy okazji wspomniałem też o naszym polskim Złombolu. Było szalenie sympatycznie, bardzo lubię bywać w różnych stacjach radiowych, bo panuje tam taki fajny, przesycony profesjonalizmem spokój. W eter poszła informacja o charytatywnym celu imprezy, oraz o tym ze szukamy chętnych darczyńców wszelkiej pomocy dla malijczyków. No i zawieziemy piłkę do siatkówki;-)

Jeśli ktoś chce posłuchać - to tutaj znajdzie zapis audycji. Od minuty 23:00 jest rozmowa o rajdzie. Zapraszam...

P.S. Dla potomnych - bezpośredni link do przyciętego pliku mp3.

poniedziałek, 5 października 2015

Kraków i Wieliczka naszym okiem

Tym razem niestety nie Le Żukiem, a zwykłym autem odwiedziliśmy Kraków i Wieliczkę, ale po prostu mieliśmy zbyt mało czasu na samą podróż. Tym niemniej chcemy podzielić się z Wami naszymi doświadczeniami, bo w końcu to blog o podróżach realizowanych przez nas, a Grzmiący Rydwan to my;-) W bonusie - cała masa zdjęć. Zatem zaczynamy...




Wieliczka słynie z kopalni soli, to wie chyba każde dziecko, które nie rzucało kamieniami w swoją szkołę;-) Nie byliśmy oryginalni i nie szukaliśmy w Wieliczce nieodkrytych

czwartek, 24 września 2015

Czarnogóra

W czasie naszej tegorocznej podróży dookoła Bałkanów zaliczyliśmy kilkanaście różnych krajów. Czasem na chwilę, czasem na dzień, niestety rzadziej na dłużej (tylko Chorwacja doczekała się pełnych dwóch dni). Takie zwiedzanie jest nieco po łebkach, ale traktowaliśmy je jako rozpoznanie bojem, aby oznaczyć to co warto zobaczyć ponownie, dogłębniej i staranniej. Dlatego też staraliśmy się zobaczyć na raz jak najwięcej;-)

Przejście graniczne Chorwacja-Czarnogóra

                                              Przejście graniczne Chorwacja-Czarnogóra

Wjazd do Czarnogóry od Chorwacji, kawałek za Dubrownikiem. Bardzo dziwne przejście graniczne - bo mamy wrażenie że pas "ziemi niczyjej" ma 4 km. To złudzenie - wyjeżdża się bowiem z Chorwacji i jedzie wzdłuż (a nie w poprzek)

poniedziałek, 21 września 2015

BB2016 - nowy skład ekipy

Pilni czytelnicy kojarzą że szukamy chętnych osób do wyjazdu z nami na rajd Budapeszt-Bamako 2016. Wyprawa trudna, wymagająca odporności, czasu i kasy, ale za to satysfakcjonująca. Z przyjemnością ogłaszamy że do składu dołącza Krzysiek. Na codzień mieszka w Glasgow i wozi ludzi taksówką, więc ma doświadczenie w kręceniu czarnym kółeczkiem;-) Teraz tylko trzeba go zaszczepić, przeszkolić z prowadzenia Żuka w terenie i jakoś to będzie;-)

Granica NRD i Krzysztof;-)

Krzysiek to tylko (i aż) 50% poszukiwanego przez nas składu. Nadal mamy wolne jedno miejsce, więc jeśli ktoś czuje się na siłach i chce pojechać - wystarczy zaaplikować na adres  piotr@biegala.pl
Chętnych było już wielu, ale takich naprawdę zdecydowanych i gotowych na wyzwanie - niestety...





niedziela, 20 września 2015

Wenecja po raz drugi...

Tak się w sumie szczęśliwie złożyło że w tym roku znowu mieliśmy być w pobliżu Wenecji. Ubiegłoroczna wizyta urzekła nas wszystkich, czuliśmy potrzebę powtórzenia doznań;-) Ponieważ jeden z naszych załogantów odlatywał dwudziestego sierpnia rano do Niemiec - tak zaplanowałem "pozłombolową" trasę, abyśmy mogli znowu odwiedzić Wenecję. Wyszukałem camping pomiędzy groblą wenecką, a lotniskiem Marco Polo, które jest w sumie dość niedaleko, szybka rezerwacja parcelki i spokój - jedziemy na Złombol;-)


Złombol Złombolem, skończył się po czterech dniach;-) A my dotarliśmy na zarezerwowany camping popołudniem

czwartek, 17 września 2015

Potrzebne wsparcie

W rajdzie Budapeszt Bamako 2016 liczy się cel charytatywny. Od lat uczestnicy wiozą do Mali wyposażenie szkolne, komputery, monitory, ubrania dla dzieci i wiele innych przedmiotów. My też chcemy dostarczyć artykuły które ułatwią dzieciakom malijskim zdobycie wykształcenia. Wykształcenie bowiem to danie wędki, a z wędką inteligentny człowiek poradzi sobie w życiu - nie głodując. Dlatego właśnie tak ważny jest ten rajd i to co w jego ramach robimy.




Ruszamy z Polski trzema autami, do których sporo nam się zmieści. Chcemy zapakować głównie artykuły szkolne, ale te najpierw...

niedziela, 13 września 2015

Budapeszt - Bamako 2016

Złombol się skończył, a ja nie znoszę próżni. Trzeba mierzyć wysoko, celować precyzyjnie i dążyć do sukcesu. Dlatego jeszcze zimą tego roku rozpocząłem przygotowania do rajdu o którym w Polsce niewielu słyszało (raczej tylko świry podobne do mnie;-). Budapeszt-Bamako to najcięższy terenowy rajd turystyczny na świecie. I do tego charytatywny! Nie mogło być lepiej;-) Rajd odbywa się w styczniu i trwa ok. 14 dni. Trasa częściowo pokrywa się z trasą dawnego rajdu Paryż-Dakar. I my tam będziemy;-)


W sumie czeka nas ponad 8 tys. km, z czego tylko 3200 km w Europie. Rajd kończy się w Bamako, a my...

czwartek, 10 września 2015

Złombol 2015 - relacja filmowa

Wczoraj dostałem ataku weny twórczej, usiadłem do komputera i po kilkunastu godzinach mozolnego cięcia materiału stworzyłem finalne dzieło. W sumie przywieźliśmy prawie 400GB materiału filmowego z pięciu kamer, sporo czasu zajęło przejrzenie tego, wyrzucenie co zbędne, zsynchronizowanie czasów i ułożenie w głowie co ma z tego powstać. To wcale nie taka prosta sprawa;-)


Film opowiada tylko o czterech Złombolowych dniach, zupełnie pominąłem w nim to co...

środa, 2 września 2015

Złombol 2015 - relacja z całej wyprawy

Tegoroczny Złombol miał być dla naszej ekipy nieco innym wyzwaniem niż zeszłoroczny z kilku powodów. Po pierwsze wiedzieliśmy już jak to się odbywa, czego się spodziewać i jak dojechać do celu bez samodzielnie generowanych problemów, po drugie planowaliśmy znacznie dłuższą trasę niż wyznaczona przez orgów.  Ubiegłoroczne doświadczenie pozwalało nam pokusić się o zrobienie bardzo długiej trasy, na której chcieliśmy dużo zobaczyć (a właściwie to jak najwięcej;-). Plan zakładał przejechanie szesnastu krajów w szesnaście dni. Po kolei wyglądać miało to tak:

Czechy, Austria, Niemcy, Szwajcaria, Liechtenstein, Włochy, Słowenia, Chorwacja, Bośnia i Hercegowina, Czarnogóra, Albania, Macedonia, Bułgaria, Rumunia, Węgry, Słowacja.

Chwila przed startem

Przygotowania do wyprawy były proste, wiedzieliśmy co nam potrzebne, staraliśmy się wyeliminować błędy popełnione rok temu. Zmieniliśmy lodówkę na kompresorową, składane skrzynki na nieskładane (solidniejsze i lepsze), w Żuku pojawiły się haczyki na ubrania i stolik z przodu auta, a pod podłogą drugi zbiornik paliwa. To właściwie wszystko jeśli chodzi o wyposażenie;-)

Start z Warszawy do Katowic w dniu 14.08 wykonaliśmy z małym poślizgiem, ale zasadniczo był on wkalkulowany. Dojechaliśmy bez problemów w okolicy 19:00 i zarejestrowaliśmy się u organizatorów, z odbiorem naklejek. Spaliśmy w Chorzowie i rano w sobotę 15.08 stawiliśmy się na linii startu.


Ekscytacja nasza była nieco mniejsza niż rok temu, czuliśmy się starymi wyjadaczami, co nie znaczy że...

niedziela, 26 lipca 2015

Internet na Złombolu

Niestety nadal kochana Unia Europejska nie opanowała tematu roamingu danych i nadal łupieni jesteśmy bezlitośnie przez operatorów (a raczej oprawców). To co robią, nazywa się pospolitym złodziejstwem, ale ponieważ robią to w majestacie prawa - możemy tylko wybaczyć. Żądanie bowiem 200 zł za 1 gigabajt danych (i to liczonych w obie strony) to rozbój w biały dzień na prostej drodze. Skoro jednak im wolno to korzystają i nikt nic na to nie poradzi.

Po pierwsze trzeba się dobrze zastanowić nad tym do czego, oraz ile tego internetu potrzebujemy. Jeśli chcemy móc korzystać z nawigacji Google, oraz Złombolowego Donosiciela - to wystarczy nam stosunkowo niedużo danych. Można przyjąć że dobrze skonfigurowany telefon pochłonie jakieś 500MB na całej trasie. Po drugie zaś musimy wybrać odpowiednią ofertę od operatora, a opcji jest bez liku. Dlatego stworzyłem niniejszy poradnik, ważny tylko w wakacje 2015 roku;-)

Zaczniemy od przygotowania urządzenia. Aby działał Donosiciel potrzebny jest telefon lub tablet z Androidem. Donosiciel Złombolowy zużywa minimalną ilość danych, ale samo urządzenie cały czas łączy się z internetem, odbiera statusy z Facebooka, kursy walut, pogodę i co tam jeszcze mamy skonfigurowane. Wszystko to dodatkowo pożera pakiet danych i to całkiem rączo. Dlatego najpierw wchodzimy z poziomu urządzenia do Sklepu Play (Google) i wybieramy ustawienia. Następnie zakazujemy automatycznej aktualizacji jakichkolwiek programów. Pamiętajcie jednak że nadal odbierane będą informacje o nowej wersji, z tym że samo powiadomienie "waży" niewiele w stosunku do objętości samego programu.

Druga czynność to instalacja programu który zapobiegnie zużywaniu danych - nazywa się Mobivol i znajduje w Sklepie Play. Zainstalujcie, uruchomcie i w ustawieniach wybierzcie aby uruchamiał się wraz ze startem systemu. Następnie w zakładce Firewall Rules znajdziecie wszystkie zainstalowane programy. Przy każdym jest ikonka GSM i WiFi. Odznaczcie wszystkim programom GSM, pozwalając tylko Donosicielowi i temu co Wam potrzebne korzystać z łącza GSM. Następnie przełączamy suwaczek w pozycję Mobivol włączony. Zostaniemy zapytani czy zgadzamy się aby ruch szedł przez serwery VPN Mobivol, co też czynimy i od tego momentu z internetu korzystają po łączu GSM tylko programy którym pozwoliliśmy. Proste i łatwe.

Nie zalecam wkładania karty SIM do urządzeń które potrafią "rozdzielać" internet po WiFi - bowiem dowolny komputer, lub komórka podłączona do takiego WiFi będzie je traktować jak łącze bez ograniczeń i błyskawicznie zużyje pakiet danych.

Jakiego wybrać operatora? W tym sezonie mamy tylko dwie ciekawe oferty do wyboru. Polski PLUS i niemiecka Mobilka. Pierwszy możemy wybrać w wersji abonamentowej - w ramach usługi dostępu do internetu dokupujemy Pakiet Atlantycki. Ceny jak niżej:


W tej wersji trzeba się upewnić że po wyczerpaniu pakietu transmisja automatycznie ustanie i nie zwiększy drastycznie rachunku. Ceny są całkiem przyzwoite, inni operatorzy oferują 1  GB za ok. 200 zł. Szczegóły tej oferty tutaj.

Jako że najlepiej czuję się kiedy sam kontroluje pewne rzeczy - zalecam użycie kart prepaid, gdzie nie ma obawy że pakiet się nie wyłączył i czeka nas smutna niespodzianka. PLUS na szczęście ma ofertę dla takich jak ja - ten sam Pakiet Atlantycki, w nieco gorszych cenach, ale na kartach prepaid.


Szału może nie ma, bo 1GB wychodzi za 150zł, ale mamy pełną kontrolę. Przed wyjazdem ładujemy kartę powiedzmy za 60 zł, co pozwoli nam odpalić cztery pakiety. Zawsze też możemy zdalnie doładować kartę z konta bankowego przez internet gdyby nam zabrakło kasy na kolejny pakiet. Szczegóły tej oferty tutaj.

Ostatnia opcja to niemiecka Mobilka. Dystrybucją kart zajmuje się w Polsce jedna firma. Za 45 zł kupujemy kartę startową z 10 Euro na koncie. Doładowanie przez internet nie jest do końca proste, ale  możliwe przy pomocy translatora;-) Karty możemy używać w Niemczech i UE, z małym ale - musimy zdecydować się gdzie się bardziej przyda. W tym roku Złombol przez Niemcy tylko przejeżdża, zatem Mobilki nie warto użyć na terenie tego kraju ze względu na koszty. 1MB kosztuje w Niemczech 0,49 Euro, aby nie zapłacić tak zbójeckiej stawki trzeba włączyć pakiet Flat 1GB za 9,90 Euro. Skoro po chwili Niemcy opuścimy - to nie ma to sensu. Startowe 10 Euro zużywamy zatem na dwa pakiety internet UE po 4,90 Eur za 100MB. Sumarycznie 1GB kosztuje ok. 204 zł. Drożej niż w Plusie i nieco bardziej skomplikowanie, ale awaryjnie może się przydać.

Nie zapomnijcie oczywiście zapisać sobie kodów do aktywacji pakietów, sprawdzania stanu konta, itd., bo bez tego długo z dobrodziejstw cywilizacji się cieszyć nie będziecie;-)

Mam nadzieję że przyda się tegorocznym podróżnikom powyższy zbiór danych. 

poniedziałek, 15 czerwca 2015

II Rajd Żuka - 13.06.2015

W zeszłym roku taka zacna inicjatywa jak rajd aut dostawczych, pod nazwą Rajd Żuka strasznie nas ucieszył, ale okazało się że termin pokrywa się ze Złombolem. Nie dało się tego pogodzić, więc niestety nas nie było. W tym roku pilnowaliśmy orgów aby nie skrzyżowali terminów i dali radę;-) Zatem my nie mogliśmy odpuścić...

Mazowsze to region kraju gdzie wychowała się prawie cała nasza załoga. Wiemy że jest płaskie i nudne. Nic fajnego na nim nie ma. I dzięki Rajdowi Żuka zrozumieliśmy w jakim błędzie byliśmy. Znakomicie wybrana trasa i mnóstwo pięknych widoków - to powodowało, że rozglądaliśmy się wokół siebie jakbyśmy pierwszy raz własny kraj na oczy widzieli. Naprawdę niesamowite miejsca są raptem 30 km od centrum stolicy. 

Rajd zaczynał się w Karczewie (gdzie jego start podłączono pod Dni Karczewa), na rynku przed dużą remizą. Przybyły auta dostawcze (bo to dla nich taki rajd), reprezentacja Żuków była bardzo duża - na oko stanowiły jakieś 60-70% uczestników. Poza nimi pojedyncze Nysy, Tarpany, Polonezy. Trafił się też Chevrolet ElCamino, Volkswagen T2 i Ford Transit.


Auta zjeżdżały się już od godziny ósmej, mimo że do startu było sporo czasu. Tłumnie oglądali je mieszkańcy Karczewa, a było na co popatrzeć. Niektóre pojazdy zachowane w stanie "jak z fabryki" (taka maszyna wygrała nagrodę Burmistrza Karczewa w konkursie elegancji), inne z kolei jakby dopiero co z pola przyjechały.








Po nasyceniu oczu nadszedł moment startu. Załogi wywoływano przez megafon i wypuszczano co minutę. Każda miała dokładny itinerer strzałkowy, kartę odpowiedzi i zestaw pytań i fotek. Start odbył się bardzo sprawnie i bez większych opóźnień.



Ruszyliśmy i my i to dość szybko - dostaliśmy bowiem numer 28 - taki sam jak na Złombolu;-) Na 87 załóg to całkiem niski numer, a więc i start dość szybko. Trasa na początku wiodła przez boczne uliczki Karczewa, ale niebawem opuściliśmy to gościnne miasteczko i pojechaliśmy w okolice Otwocka.



Pierwszy etap trwał około trzech godzin. Na trasie były punkty PKP gdzie można było wykazać się znajomością polskich utworów muzycznych, zbadać opuszczony i zapomniany cmentarz żydowski, zwiedzić muzeum, itd. Po drodze należało też odpowiedzieć na kilka pytań i odszukać wskazane na zdjęciach punkty. Trasa kończyła się przy zajeździe, gdzie oddawaliśmy kartę odpowiedzi i pobieraliśmy zestaw na drugi (dłuższy nieco) etap. W zajeździe odpoczęliśmy, zjedliśmy i ruszyliśmy dalej.


Drugi etap był organizacyjnie identyczny, trasa z itinererem, pytaniami i zdjęciami. Kolejne malownicze widoki, wąskie polne drogi, sporo szutrów. Żuk doskonale radził sobie z takim terenem, w końcu stworzono go w czasach kiedy takie drogi były normą;-)


Koniec imprezy miał miejsce w ośrodku wypoczynkowym Rudka. Tam każdy uczestnik dostał kiełbaskę z grilla, napój i czas na odpoczynek. W tym czasie organizatorzy podliczyli punkty i przygotowali ogłoszenie wyników. Nic nie zdobyliśmy (nie liczyliśmy zresztą na to;-), ale za to doskonale się bawiliśmy. Za rok Rajd Żuka to pozycja obowiązkowa w naszym kalendarzu.


Ogromne podziękowania i szacunek dla organizatorów - wszystko było na medal. Uczestnikom, czyli naszym konkurentom, również dziękujemy za świetną zabawę.

Dla zainteresowanych nasz film z imprezy:


P.S. Wreszcie przetestowaliśmy prysznic. Woda zatankowana do pełna (zbiornik na dachu) dzień przed startem, miała więc czas na wstępne ogrzanie. Słońce w dniu rajdu smażyło bardzo konkretnie czego skutkiem była woda o temperaturze ok. 30 st. Celsjusza wieczorem po rajdzie. Kuciak się wykąpał i był bardzo zadowolony. Pozostał bardzo delikatny zapaszek ropy, ale tylko w wodzie. Po umyciu się w niej z mydłem - nie czuć już niczego. Okazuje się zatem że nie trzeba dorabiać grzania - samo słońce daje radę, a jedziemy w końcu na południe Europy...



wtorek, 10 lutego 2015

Ruszyły Złombolowe zapisy

Z miesięcznym poślizgiem, ale są. Na stronie www.zlombol.pl można się już rejestrować na tegoroczny rajd. Należy najpierw utworzyć konto na stronie (jeśli ktoś jeszcze nie miał), gdzie jako nazwę użytkownika podajemy nazwę drużyny. Następnie czytamy starannie to co napisano tutaj: http://zlombol.pl/pl/start2015/jak-zosta-uczestnikiem.html. Dokonujemy dwóch wpłat na podane konta i czekamy na ich potwierdzenie. Mając stosowne pliki pdf - możemy kliknąć przycisk po prawej na Złombolowej stronie:


Później pozostaje oczekiwanie na potwierdzenie rejestracji. Numer startowy nie jest znany aż do dnia startu, trzeba być cierpliwym;-) Zresztą numer nie jest ważny, liczy się dobra zabawa i wesoła ekipa z która przyjdzie nam spędzić nieco czasu;-)

Przypominam (i informuję tych co nie wiedzą) że Złombol to charytatywny rajd turystyczny, prawdopodobnie największy na świecie. Całość zebranych pieniędzy, co do ostatniego grosza - idzie na dzieci z domów dziecka. Sponsoring jest zakazany, a załogi jadą za swoje pieniądze. Złombol to niesamowita przygoda! Jeśli jeszcze nie byłeś - to na co czekasz???


Drużyna Grzmiący Rydwan jest już oficjalnie zgłoszoną ekipą, oczekujemy numerka w pierwszej dziesiątce;-) 

środa, 28 stycznia 2015

Klarowanie trasy

Wstępnie rozpisałem trasę na 15 dni (bez dni odpoczynku). Zawiera ona etapy o różnych długościach, starałem się nie przekraczać 500 km na dzień bo to bywa mordęgą. W zapasie mam dwa dni, możemy też któryś etap "pożreć" robiąc go dodatkowo po kawałku przez dwa dni, co da nam kolejny dzień wolny. Trasa jest nieco na styk, w razie konieczności obetnę z niej z żalem Albanię z Macedonią. Zdecydowanie chcemy zaliczyć w jednej podróży trzy słynne drogi - czyli przełęcz di Stelvio (to akurat proste bo tam meta Złombola), trasę Transfăgărășan  i Transalpinę w Rumunii. Do tego pobyczymy się na plaży, zwiedzimy Wenecję (po raz drugi;-) i zobaczymy dużo krajów. Nie mamy na razie precyzyjnych planów typu - to muzeum, tamten most i to cudowne jezioro. Będziemy jak w roku ubiegłym brali to co jest i cieszyli oczy widokami. 

Trasa zatem przedstawia się na ta chwilę tak: 


Podzielona wstępnie na dni:

Dzień podróżyDataDystans dziennyCel
114.08296Dojazd do Katowic
215.08387Wiedeń (Austria)
316.08622Bregencja (Austria)
417.08118Davos (Szwajcaria)
518.08224Colico Piano (Włochy)
619.08202Prad am Stilfserjoch, (Włochy)
720.08Bankiet i przerwa na mecie
821.08376Wenecja (Włochy)
922.08557Split (Chorwacja)
1023.08381Bar (Czarnogóra)
1124.08271Ohrid (Macedonia) przez Albanię i Tiranę
1225.08407Okolice Sofii w Bułgarii
1326.08533Bradu (Rumunia) - Transfăgărășan 
1427.08436Zalau (Rumunia) - Transalpina
1528.08434Nowy Sącz przez Satoraljaujhely (Węgry)
1629.08367Warszawa
1730.08rezerwa
1831.08rezerwa
5611

Zobaczymy co uda nam się zrealizować, trasa trudna, wymagająca, ale realna. Cenowo przy założeniu ok. 5 zł za litr ON - wydamy na tej trasie ok. 2800 zł. Liczę mocno na to że jak zjedziemy z Włoch w dół - zrobi się nieco taniej z jedzeniem i paliwem, co powinno nam pozwolić na nieograniczone obżerania się w przydrożnych karczmach z prawdziwym regionalnym jedzeniem. W Barcelonie jeden taki wypad potrafił kosztować 120 Euro za pięć osób, a wcale nie pękaliśmy z przejedzenia;-)

Przygotować musimy tym razem paszporty, bo po drodze kilka nieunijnych krajów. Do tego czeka nas nieco trudniejsze rozliczenie bo nie wszędzie będzie Euro - sporo wymian gotówki nieuniknione. Wykupimy też jakieś dobre ubezpieczenie medyczne i OC. No i znajdziemy fajną ekipę która zechce z nami tą trasę drugim Żukiem zrobić;-)


czwartek, 22 stycznia 2015

Plany na Złombol 2015

Pierwsze emocje opadły, znamy kierunek Złombola, do startu pozostało ok. 200 dni i możemy w pełni świadomie rozpocząć przygotowania. Na początek niestety lekkim rozczarowaniem okazał się cel - jest nim przełęcz we włoskich Alpach - di Stelvio, którą miałem w planach w ubiegłym roku do zaliczenia podczas  poprzedniej edycji. Nie ma jednak tego złego co by na dobre nie wyszło...

Złombol 2015 jest krótszy o jeden dzień i 1000 km, za to bardziej wymagający dla ludzi i maszyn. Po analizie okazało się że to skrócenie dystansu i czasu nie jest takie złe, a i cel bardzo fajny, bo przecież w zeszłym roku nie udało nam się tej przełęczy przejechać (brakło czasu). Załoga jest zgrana, wiemy że jesteśmy w stanie wytrzymać ze sobą 5500 km i tyle chcemy zrobić tym razem w szesnaście dni!

Ułożyłem więc wstępny plan. Mając więcej doświadczenia nie byłem aż tak hurraoptymistyczny i nie planowałem 8000 km na 14 dni jak w roku ubiegłym;-) Za to wymyśliłem trasę przez szesnaście krajów, z przejazdem oprócz przełęczy di Stelvio, również przełęczy Transfogaraskiej w Rumunii. Te dwie trasy bowiem Jeremy Clarksson z Top Gear nazwał najpiękniejszymi drogami Europy - więc zaliczymy je obie na raz i porównamy. Zobaczymy też czy nas Żuk będzie na nich lepiej sobie radził niż pojazdy Clarkssona;-) Zainwestowałem w kamery i przygotujemy dużo fajnego materiału;-)

Stelvio:


Transfogaraska:

Rzućcie teraz okiem na ramową mapkę. Nie zwracajcie uwagi że pomijamy Mostar, czy inne warte uwagi miejsca - to tylko schemat zgrubny. 


Dla chętnych na głębsze analizy - link http://goo.gl/maps/9jlMf - pełna mapka z przybliżaniem itp. Zakładam że uda nam się przejechać całą trasę, biorę oczywiście pod uwagę jej ewentualne skrócenie, ale obie przełęcze są na niej bezwzględnie do zaliczenia;-) Maszyna nie wymaga większych nakładów, powinna dać radę bez atrakcji. W razie awarii - będziemy w krajach gdzie dosłanie części nie powinno być problemem, a znajdziemy tam niejednego zdolnego mechanika wychowanego na komunistycznej konieczności kombinowania. Damy radę...

Jednak bez drobnych przeróbek i usprawnień się nie obejdzie. Żuk z końcem marca wróci z zimowania do Warszawy i przejdzie drobną kurację. Podzieliłem ją na trzy etapy - to co trzeba, to co chyba się da i to co może zrobimy;-)

Co trzeba:

  • wymiana szpilek w przednim prawym kole, przełożenie felgi na zapas
  • reperaturka lub wymiana pompy hamulcowej
  • uszczelnienie wycieków z silnika/skrzyni i montaż pampersa
  • poprawki w elektryce
  • pełna blacha na bagażniku dachowym (dach tropikalny w pełnej wersji)
  • oświetlenie robocze dookoła pojazdu
  • sprzężenie halogenów dachowych ze światłami drogowymi z opcją szybkiego wyłączenia
  • naprawa smoka w zbiorniku paliwa
Co chyba się da:
  • dodatkowy zbiornik paliwa
  • montaż hamulca górskiego (przyda się bardzo)
  • obniżenie o połowę przegrody kabin i montaż obrotnic foteli przednich
  • montaż sprytnego stolika z tyłu
  • montaż haczyków na ubrania
Co może zrobię:
  • instalacja butli LPG do zasilania kuchenki i ogrzewania
  • montaż ogrzewania gazowego

poniedziałek, 19 stycznia 2015

Czym na Złombol: Żuk


Dzisiaj będzie poradnik dla osób marzących o kupieniu Żuka lub Nyski i pojechania takim autem na koniec świata, albo chociaż do Chorwacji, Hiszpanii, Albanii, czy też po prostu na przyszłoroczny Złombol. Dlaczego Żuk (lub Nysa) jako pojazd "bojowy"? Przemawia za tymi autami kilka bardzo poważnych atutów. Po pierwsze są to auta dostawcze i pojemne. Po drugie są proste jak budowa cepa (poza przednim zawieszeniem i układem kierowniczym). Po trzecie są tanie (nie dotyczy Nysy) w zakupie i serwisie (tutaj dotyczy również Nysy). Po czwarte i być może najważniejsze - są to auta budzące raczej pozytywne emocje, co nie jest bez znaczenia jeśli chodzi o nasze bezpieczeństwo podczas wyprawy.


Kupienie Żuka (lub Nysy) to dopiero początek. Trzeba wybrać egzemplarz o odpowiedniej jakości, z bogatym wyposażeniem;-) Trzeba też zastanowić się nad rozmaitymi aspektami o których zazwyczaj nie myśli się przy zakupie. I tak, po kolei:


Na ile osób potrzebujemy auto? Lepiej kupić Żuka zarejestrowanego na 7 lub 9 osób niż na dwie. Zawsze da się zmniejszyć liczbę pasażerów w dokumentach, ale zwiększyć już niekoniecznie. Zgodnie z przepisami (a te zmieniały się przynajmniej sto razy) pasażerowie muszą mieć fotele z pasami mocowanymi w fabrycznych punktach kotwiczenia (żaden Żuk poza wersją mikrobus takowych z tyłu nie ma), oraz okno. Jeśli więc kupisz sobie Żuka blaszaka bez okien z tyłu i rejestrowanego na 2 osoby - raczej nie pojedziesz nim w więcej osób.

Żaden Żuk fabrycznie nie miał odsuwanych szyb z tyłu - takowe znajdują się wyłącznie w drzwiach. Można pokusić się o przeróbkę, ale wymaga to niezłej zabawy z wspawaniem ramki. Jeśli oglądasz taki egzemplarz - przyjrzyj się czy wstawione okno nie jest źródłem korozji. Pamiętaj też że kiedyś łatwo było zmienić w papierach to i owo - możliwe więc że oglądany przez Ciebie model A07 - Towos, w rzeczywistości urodził się jako Furgon, któremu dodano okna i ławki i przerejestrowano. Łatwo to poznać - Towos ma z tyłu tapicerkę i podwójne ściany wokół okien. Furgon ma tylko gołą blachę zewnętrzną. 

Silnik Andoria

Silnik - temat rzeka. Są miłośnicy benzynowego S-21 i pijącej ropę Andorii. Sprawa jest prosta jak drut - S-21 jest cichszy na wolnych obrotach, przy wysokiej prędkości hałasuje nie gorzej od Andorii, ta zaś hałasuje zawsze. Najważniejsza różnica jest gdzie indziej - otóż S-21 jest bardziej skomplikowany, szczególnie po zagazowaniu - mamy gaźnik z pływakiem który podczas pracy na gazie lubi się przetrzeć i mamy problemy z jazdą na benzynie, jest też aparat zapłonowy, świece, kable do nich. Mnóstwo elementów które mimo swojej prostoty - nie są niestety najwyższej jakości i lubią zawieść. Andoria jest 100x bardziej prosta - paliwo podane do wtryskiwaczy, kompresja i nie ma siły - musi jechać. Mniej elementów serwisowych, większa dynamika silnika (spod świateł S-21 nie ma szans z Andorią najmniejszych), dobra ekonomia jazdy. Andoria spaliła nam max 12,5 litra ON, a S-21 paliły po 20 litrów LPG, a nieraz i więcej. 


Stan ramy - to jest najważniejsze. Musi być nieskorodowana, bez dziur, Żuk nie może być złamany". Reszta jest do zrobienia, budę można na upartego wymienić na lepszą. Rama jest podstawą. Sprawdzenie ramy wykonujemy za pomocą niedużego młotka - włazimy pod auto i stukamy w ramę ile wlezie - ma dzwonić jakby ktoś w kowadło walił.

Blacharka jest zasadniczo do uratowania, w ostateczności można wymienić budę na inną, zdrowszą. Tym niemniej nadwozie powinno trzymać się kupy, drzwi nie odpadać, itd. 

Wszystkie pozostałe elementy są właściwie mało istotne, bo łatwo wymienne i proste w naprawie. Należy tylko pamiętać że wszystko kosztuje i suma wydatków na przygotowanie auta może być dość wysoka. Kwoty rzędu kilkunastu tysięcy złotych nie są niczym dziwnym, szczególnie gdy poważnie podchodzi się do kwestii związanych z bezpieczeństwem i wygodą podróży. 

Co trzeba zrobić z takim zakupionym autem, jeśli chcemy nim wziąć udział w Złombolu? Czeka nas powiedzmy miesiąc zabawy (wersja dla osób mających dużo czasu, lub ekip), lub więcej jeśli popracować przy maszynie możemy tylko w weekendy. Trzeba najpierw kilka rzeczy przemyśleć, a potem sporo zrobić. 


Po pierwsze należy zastanowić się w ile osób chcemy jechać i pod taką założoną liczbę szykować auto. Maksymalnie w Żuku jechać może 9 osób, ale wówczas bagażnik dachowy jest niezbędny. Nie zalecam osobiście takiej liczby, uważam ze absolutnym maksimum jest 7 osób, a ideałem pięć. Żuk ma tylko 890 kg ładowności, więc 9 osób po 80 kg to już jest 720 kg, do tego bagaże i okazuje się że mamy przeładowaną maszynę która ledwo jedzie. Nasz Żuk w pięć osób, z przeróbkami i wyposażeniem ważył w okolicach 2,5 tony, czyli swojej Dopuszczalnej Masy Całkowitej (DMC). A pamiętać trzeba że silnik ma AŻ 70 KM.

Po drugie trzeba sporządzić plan działań, aby niczego nie przeoczyć. Po trzecie zaś - trzeba ostro popracować;-) Co zatem trzeba przy aucie zrobić?
  • układ hamulcowy to podstawa - kontrolujemy stan okładzin hamulcowych, poprawność działania układu - najlepiej na stacji diagnostycznej sprawdzić siłę hamowania poszczególnych kół. Do wymiany mogą być cylinderki hamulcowe, szczęki itd. Jeżeli to stary układ bez cylinderków samoregulacyjnych - warto pomyśleć o ich montażu. Wypada przeprowadzić pełną diagnostykę i regenerację pompy hamulcowej.  Jeśli układ nie wymaga żadnej naprawy - wymieniamy tylko płyn hamulcowy z płukaniem całego układu. Opcjonalnie - wymiana hamulców przednich na tarczowe od Lublina 2,9t.
  • silnik diesla - pomiar kompresji w cylindrach, jeśli konieczne to jeszcze tzw. próba olejowa - to dużo powie o kondycji silnika. Demontaż wtryskiwaczy i pompy wtryskowej i dostarczenie ich do serwisu specjalizującego się w układach wtrysku. Wymiana rozrządu, oleju w silniku, filtrów. Wymiana oleju w odśrodkowym regulatorze kąta wtrysku. Kontrola i regulacja zaworów. Kontrola i likwidacja ewentualnych wycieków. 
  • silnik S-21 -  pomiar kompresji w cylindrach, jeśli konieczne to jeszcze tzw. próba olejowa - to dużo powie o kondycji silnika. Wymiana świec, kabli zapłonowych. Kontrola (i naprawa) aparatu zapłonowego i gaźnika, oraz regulacja. Wymiana oleju, filtrów. Kontrola i regulacja zaworów. Kontrola i likwidacja ewentualnych wycieków.
  • układ przeniesienia napędu - sprawdzenie skrzyni biegów czy nie szarpie, biegi nie wypadają, nie zgrzytają przy wbijaniu. Wymiana oleju w skrzyni. Wymiana oleju w moście napędowym, który nie powinien nadmiernie huczeć. Kontrola wyważenia wału napędowego i jego krzyżaków. Zalecam oddanie wału do przejrzenia w stosownym warsztacie, szczególnie jeśli to wał łamany od diesla. W przypadku diesla można pokusić się o montaż skrzyni pięciobiegowej z Lublina - warto to zrobić, zyskamy więcej ciszy w środku ze względu na niższe obroty silnika podczas jazdy.
  • układ chłodzenia - demontaż chłodnicy, kontrola jej stanu, płukanie, opcjonalne oddanie do serwisu chłodnic. Sprawdzenie stanu i wydajności pompy wodnej. Płukanie nagrzewnic, sprawdzenie stanu wentylatorów nagrzewnic. Można dodać pompę elektryczną w obiegu nagrzewnic. Dorobienie dodatkowego wiatraka pchającego powietrze przed chłodnicą. Dorobienie tunelu za chłodnicą, który poprawia bardzo przepływ powietrza i praktycznie eliminuje ryzyko przegrzania silnika w korku. Warto też przed wyjazdem w ciepłe tereny spiąć na krótko elektromagnes wentylatora. 
  • układ elektryczny - porządny przegląd alternatora i jego remont. Wymiana reflektorów na nowe (są tanie!), wymiana puszek bezpieczników na bagnetowe UNI (tez tanio). W S-21 zmiana modułu zapłonowego na elektroniczny. 
  • układ kierowniczy - wymiana drążka kierowniczego z krzyżakami (na nim są największe luzy). Kontrola stanu przekładni kierowniczej, jeśli jest sprawna - wymiana oleju w niej i regulacja luzu kierowniczego. Sprawdzenie  drążków kierowniczych i ich końcówek. 
  • układ paliwowy - kontrola szczelności (szczególnie diesel), wskazana wymiana przewodów elastycznych na nowe. Wymiana filtra paliwa. Trzeba sprawdzić czy wskaźnik poprawnie pokazuje poziom paliwa. Można pokusić się o dodanie drugiego zbiornika, co przy długich podróżach ma spory sens bo pozwala szukać tańszego paliwa.
  • zawieszenie - sprawdzenie strzemion tylnych resorów, opcjonalnie wymiana jarzm i gum w mocowaniach. Jeśli pióra zużyte - wymiana resorów. Sprawdzenie luzów w przednim zawieszeniu i raczej na pewno kompleksowa wymiana wszystkich mimośrodów z ich smarowaniem. Wymiana kompletu amortyzatorów.
  • koła - największa bolączka. Oryginalne koła są dętkowe i często ze starymi oponami. Auto które jedzie w taką  trasę nie może mieć starych kartofli. Będą eksplodować jedna po drugiej. Trzeba niestety zainwestować w zestaw felg od Lublina (dostępne 15 i 16 cali) i komplet opon bezdętkowych. Samych opon bezdętkowych nie zaleca się zakładać na oryginalne felgi dętkowe - ryzyko zejścia opony w specyficznych momentach jej pracy. Można też zainwestować w felgi z KIA lub Suzuki - byle rozstaw śrub wynosił 139,7 x 5. Koszt trzeba przyjąć na ok. 1500 zł za komplet felg i opon. I nie warto szukać tutaj oszczędności. Opony nie muszą być do auta dostawczego, Żuk nie jest aż tak ciężki. Ważne będzie tylko dobranie ciśnienia w kołach aby opony się nie grzały bo to powoduje przyspieszone zużycie (trzeba dobrać je eksperymentalnie - co ok. 50 km sprawdzić ręką temperaturę opon przednich i tylnych. Jeśli tylne są cieplejsze - dodajemy 0,5 atm i jedziemy kolejne 50 km, aż do uzyskania podobnej temperatury - u nas było 2,2 atm z przodu i 3,6 atm z tyłu). Koło do Żuka powinno mieć minimum 70 cm wysokości, im większe tym niższe obroty koła i silnika, niższe zużycie paliwa i mniej hałasu.
Powyższa lista jest powiedzmy zbiorem tego co zrobić trzeba i wręcz wypada. Da to pewność co do istotnych podzespołów i zapewni sporo świętego spokoju. Natomiast jest jeszcze lista komfortowa, podnosząca ogólną wygodę podróży;-) Na podstawie własnych doświadczeń i innych załóg można wymienić:
  • wyciszenie Żuka. Jak skończymy go wyciszać, to zaczynamy wyciszenie od nowa;-) Tego nigdy za dużo, dlatego w jednym z odcinków napiszę zbiorczo o wyciszaniu.
  • dodanie drugiego akumulatora i separatora do jego ładowania. Spokojnie mieści się pod siedzeniem pasażera wraz z pierwszym.
  • dorobienie drugiej instalacji elektrycznej z której zasilimy z tego dodatkowego akumulatora wszelkie urządzenia typu oświetlenie campingowe, CB radio, system audio, przetwornicę 230V, lodówkę i co tam jeszcze wymyślimy. 
  • wymiana foteli przednich na bardziej komfortowe
  • przebudowa tyłu (w zależności od ilości osób), aby oddzielić bagażnik z półkami, lub np. uzyskać rozkładane duże łóżko. Można tez skonstruować ramę i osadzić na niej fotele przednie z dowolnego auta. Byle wygodne;-)
  • montaż bagażnika dachowego - tutaj zalecę pokrycie go całego blachą aluminiową. Przy wyjazdach w ciepłe kraje zadziała to jak tzw. dach tropikalny, ograniczając znacznie nagrzewanie pojazdu).
  • zainstalowanie w bagażniku (nawet jeśli nie jest oddzielony od reszty auta) przynajmniej jednej półki - znacząco ułatwi ona zapakowanie auta. 
  • wieszaki na ubrania, stolik w tylnej kabinie, rolety na szybach, przyciemnienie szyb.
  • halogeny dachowe, warto podłączyć je poprzez przekaźnik do świateł drogowych. 
  • zabudowa półki nad przednią szybą - sporo można na niej zmieścić.
  • zabudowa ministolika na pokrywie silnika
  • montaż przesuwnych szyb z tyłu, ale jeśli auto ma dobrze zrobioną izolację boków i dach tropikalny - są zbędne. 
  • warto pomyśleć też o skonstruowaniu sensownego schowka na elektronikę itp. cenniejsze rzeczy. Tutaj każdy musi się sam wykazać intelektem, gotowego przepisu nie dam.
Pracy wedle powyższej listy jest mnóstwo. W moim przypadku to było 8 miesięcy i worek z kasą o rozmiarach jakichś 17 tys. zł. Znam załogi które wydały ponad 20 tys. i nie skończyły maszyny tak jak by chciały. Jak zrobicie swoją maszynę - tak przecież pojedziecie;-)



środa, 22 października 2014

Weneckie zwiedzanie

Wenecja była jednym z naszych przystanków w podróży i to chyba tym najbardziej zapamiętanym i urzekającym, mimo krótkiego pobytu w niej. Wracając ze Złombola mieliśmy zaplanowanych kilka miejsc do spokojnego odwiedzenia i Wenecja była naszym ostatnim przystankiem. Dojechaliśmy rano na camping w Lido di Jesolo, rozbiliśmy obóz na puściutkim polu namiotowym między drzewami i po odpoczynku ruszyliśmy do Wenecji. Pojechaliśmy oczywiście Żukiem i wstępnie planowaliśmy zostawić go na kontynencie, na jednym z wielu parkingów, ale docelowo wjechaliśmy jednak do samej Wenecji po jedynej, prowadzącej doń grobli.

Zaraz na jej końcu znajduje się całkiem sporo parkingów i bez problemu moglibyśmy zaparkować, gdyby nie to że Żuk jest zbyt wysoki dla większości parkingów. Swoją drogą naprawdę wkurzało mnie to, że więcej płaci się za wyższe auto na autostradach, czy też nie zadaszonych parkingach - przecież miejsca zajmuje tyle samo co niskie auto. No nic, trochę się pokręciliśmy po parkingach szukając tego dla kamperów, na cyplu Tronchetto. Znaki meldowały że takowy jest, ale wjazd ciężko było znaleźć. Okazało się ze trzeba przejechać przez parking dla autokarów. Cena też niska nie była - 21 Eur za nasz wóz. Jednak podróż tramwajem wodnym to 14 Eur za osobę w obie strony, co przy naszej piątce daje 70 Eur - opłacało się więc przyjechać autem i zapłacić za parking.


Oczywiście podczas parkowania odkrywamy innego Żuka - zaprzyjaźnionej ekipy Żul Panter. Szybki telefon, okazuje się że już powoli wracają do swojego bolidu i ruszają do Polski. Dali nam kilka cennych informacji i ruszyliśmy na podbój miasta.



Z parkingu trzeba przejść krótki kawałek do czegoś co zwie się People Mover. To duża kolejka linowa na estakadzie, jeżdżąca wahadłowo pomiędzy aż trzema przystankami. Koszt podróży to 1,3 Eur w jedną stronę i lądujemy na "początku" Wenecji - Piazzale Roma. Obok jest dworzec kolejowy i Wielki Kanał. Jak każdy szanujący się turysta, odczuliśmy nieprzepartą chęć dojścia na plac Świętego Marka. Złapałem gdzieś kawałek internetu (niestety w Wenecji nie ma darmowego, miejskiego, trzeba czyhać na knajpiane bez skomplikowanego logowania), pobrałem nawigację Google na wspomniany plac i spokojnie ruszyliśmy.


Szliśmy przez wiele mostków bo Wenecja to 117 wysepek, oglądaliśmy rozmaite kamieniczki, zachwycaliśmy się autentyzmem miejsca i jego wielowiekowym istnieniem. Historię można było po prostu dotknąć i pomacać. Zachwyceni, z bananami na ustach, w małym zaułku wytropiliśmy uroczą pizzerię. Być w takim miejscu i nie zjeść pizzy? To byłoby karygodne. Kazdy z nas zamówił pożądany placek ze stosownymi ingrediencjami i po kilkunastu minutach pałaszowaliśmy jak wściekli;-) Zasadniczo większość ekipy stwierdziła że to najlepsza pizza w życiu i ja też się z tym zgadzam. Połączenie smaku i miejsca spożywania zrobiło swoje (pizza naprawdę była pyszna i doskonale zrobiona).


Posileni i nasączeni (karafka dobrego wina do pizzy) ruszyliśmy dalej szukać placu. Szliśmy i szliśmy próbując nawigować za pomocą Google Maps, ale również kierując się drogowskazami, bowiem w wąziutkich weneckich uliczkach nawigacja ordynarnie zawodziła. Po prostu wysokie budynki blokowały stały odczyt pozycji z GPS. Często trzeba było się zatrzymać i poczekać aż telefon złapie sygnał.


Wszystkie chyba budynki w Wenecji mają na parterach sklepy z ogromnymi witrynami. Mimo wieczoru większość z nich była czynna i mogliśmy zachwycać się różnorodnością towarów, w tym słynnym weneckim szkłem. Niestety sporo w Wenecji blaszanych bud (podobne do polskich "szczęk" bazarowych) wypełnionych rozmaita tandetą od patrzenia na którą pękają gałki oczne. Na nasze szczęście budy się zamykały dość sprawnie, dzięki czemu oszczędzono nam tortur wizualnych.


Urzekające były też rozmaite knajpki, gdzie ludzie na stojąco sączyli wina i inne alkohole, spokojnie rozmawiając. Za miejsca siedzące w wielu lokalach się dopłaca. Taki lokalny koloryt. Zjeść i wypić w Wenecji można chyba wszystko - były chińskie restauracje, pizzerie, zwykłe kebaby i ekskluzywne restauracje dla bardziej majętnych.


Szliśmy i szliśmy, aż nagle doszliśmy - kolejny zakręt i wychodzimy na plac św. Marka. Szczęka opada! Po spacerze tymi wąziutkimi zaułkami - nagle taka wielka przestrzeń. Mnóstwo ludzi, grająca na żywo muzyka, setki stolików przy lokalach, do tego idealna pogoda i urzekający wieczorny czas - czego chcieć więcej? Miejsce po prostu fantastyczne i niesamowite. Czuliśmy się jak w bajce;-)


Powrót był mniej więcej analogiczny - szliśmy wąziutkimi uliczkami i delektowaliśmy się widokiem kamieniczek, chłonęliśmy wieczorną atmosferę miasta i zdecydowanie zalecamy udać się do Wenecji właśnie w porze popołudniowej, aby zobaczyć jak fajnie wygląda w świetle dziennym i sztucznym. Zresztą Wenecję trzeba sobie zaplanować na kilka dni - jedno popołudnie to za mało... Kiedyś to jeszcze nadrobimy.


Co wiemy na pewno? Na pewno warto do Wenecji pojechać. To niewątpliwe;-) Z naszego doświadczenia i rozmów ze znajomymi którzy w Wenecji byli - warto jechać we wrześniu (lub przed sezonem - okolice maja/czerwca). Jest mniejsze szaleństwo z racji braku dziatwy w wieku szkolnym, ponadto nie śmierdzi z kanałów (bo jest chłodniej), ceny też są nieco niższe. Wiemy też już że nie ma co kombinować z parkingami, tylko pchać się w miasto i spokojnie zapłacić - wyjdzie taniej niż transport kombinowany z tanim parkingiem na kontynencie. Opcjonalnie - niedrogi hostel w samej Wenecji i dojazd koleją z kontynentu.



Wenecję zapisujemy w naszej pamięci jako miejsce niezwykłe, do ponownego odwiedzenia i dogłębnego zbadania;-)


Ads